Spokój w tym miejscu atakuje znienacka. Piwniczna-Zdrój od wieków tętniła życiem na styku wielkich kultur. Krzyżował się tu dawny szlak bursztynowy ze słynnym szlakiem węgierskim. Ta druga arteria całkowicie zdefiniowała historię regionu – to właśnie tędy, wezbranymi wodami Popradu lub na wozach konnych przez Słowację, transportowano beczki z węgierskim winem.
WIDEO…
Sama nazwa miejscowości pochodzi prawdopodobnie od rozległych piwnic pod rynkiem, gdzie trunek ten składowano (choć lokalne podania mówią też o „Piwnicznej Szyi”, czyli głębokim, zacienionym zakolu rzeki u stóp góry Kicarz). Ponoć zachowały się nawet oryginalne tunele, w których podczas wojennej okupacji ukrywali się żołnierze, uciekając przed stacjonującym w dzielnicy Hanuszowo gestapo.
Pop-art nad Popradem
W dolinie Popradu do dziś żyje niezwykła, multikulturowa mieszanka. Z jednej strony odnajdujemy tu ślady dawnej obecności Rusinów i Łemków. Ich tradycyjne ludowe wzory zainspirowały samego Andy'ego Warhola (króla pop-artu o łemkowskich korzeniach), a w pobliskiej Wierchomli do dziś możemy podziwiać dawną cerkiew z oryginalnymi ikonami. Z drugiej strony dawniej stało tu mnóstwo żydowskich, drewnianych kamienic.
– Przede wszystkim jednak jest to matecznik tzw. Czarnych Górali (nazywanych też nadpopradzkimi). Ich nazwa wywodzi się od hodowli wyjątkowej owcy wrzosówki, charakteryzującej się czarną głową. Ci dawni górale nosili charakterystyczne, zrobione z jej ciemnej wełny spodnie ozdobione czerwoną „szlajfką” z pomponem u dołu nogawek – a to było wyraźnym nawiązaniem do mody węgierskiej – tłumaczy mi Marzena Oleś-Kluska, właścicielka hotelu Piwniczna SPA&Conference.
W tutejszej żywiołowej muzyce usłyszymy madziarskie i bałkańskie melodie (stanowiące mieszankę nut góralskich z południowokarpackimi). Co to za połączenie? Cóż, dawne porzekadło mówi jasno: „Kto ma owce, ten ma co chce”. A oni ewidentnie chcieli dobrze się bawić.
Dzika przyroda na wyciągnięcie ręki. Nocne rykowisko nad Popradem
Beskid Sądecki to przy tym enklawa nienaruszonej natury. Rozległe lasy porastające okoliczne szczyty są naturalnym domem dla rysi, wilków oraz niedźwiedzi. Jednak jesienią byłem świadkiem innego przyrodniczego spektaklu. Takiego, którego nie przeżyłem jeszcze nigdy w życiu. Jeleniego rykowiska.
Bezpośrednio przed budynkiem goszczącego mnie hotelu Piwniczna, na zalesionym brzegu Popradu, często pojawiają się majestatyczne jelenie. Podczas mojego pobytu głębokie porykiwania byków niosły się echem po dolinie przez ładny kawał nocy. Słuchanie tego spektaklu z poziomu hotelowego balkonu, gdy jedynym tłem jest szum górskiej rzeki, to magiczne doświadczenie, które na długo zostaje w pamięci. I przypomina, jak blisko dzikiej przyrody wciąż się znajdujemy.
Aktywnie w dolinie Popradu. Rowerem na Radziejową
Ale nie trzeba tylko słuchać i wgapiać się w nurt. Region oferuje fantastyczne warunki do aktywnego wypoczynku – znacznie lepsze niż wiele przereklamowanych, głośnych kurortów. Jak podkreśla Arek Żytkowicz, doświadczony instruktor sportu współpracujący z hotelem, Piwniczna-Zdrój to przede wszystkim bogate w wody mineralne uzdrowisko, które przy tym zachęca do odkrywania Beskidu we własnym tempie.
Dla miłośników dwóch kółek instruktor ma konkretne rekomendacje. – Na łatwiejszą wycieczkę rowerową polecam trasę do Muszyny, prowadzącą fragmentem europejskiej trasy EuroVelo 11 – doradza Żytkowicz. – Z kolei dla wyjadaczy rowerów górskich znacznie lepszym wyborem będzie bardziej wymagający kierunek na Radziejową, czyli najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego (należący do Korony Gór Polski). Z tamtejszej wieży widokowej można podziwiać fenomenalną panoramę obejmującą Tatry, Pieniny oraz Gorce – poleca specjalista, który sam co rusz wytycza nowe szlaki.
Tradycyjny czy elektryk?
Rowery – te tradycyjne i elektryczne – można oczywiście wypożyczyć w samym hotelu Piwniczna SPA&Conference. Ja skorzystałem z tej drugiej opcji i wspomagany przez silnik wyruszyłem polsko-słowacką granicą w stronę Muszyny. Kilkugodzinna przygoda na zawsze zapadnie mi w pamięć – puste szosy, otoczenie gór i szum Popradu to coś, do czego chcę jak najszybciej wrócić.
Sunięcie surronem przez Beskid Sądecki
Dla turystów szukających innej formy adrenaliny, świetnym sposobem na poznanie gór jest wypożyczenie na miejscu lekkich, crossowych motocykli elektrycznych – tzw. surronów. Maszyny te są niemal bezgłośne, dzięki czemu sunięcie na nich przez bezdroża nie płoszy zwierząt i nie niszczy górskiego spokoju.
Trzeba jednak pamiętać o najważniejszej zasadzie etyki: w górach poruszamy się nimi wyłącznie po drogach leśnych. Rozjeżdżanie pieszych szlaków turystycznych jest absolutnie zakazane. Gdy trzymamy się zasad, to surrony okazują się ciekawym pomysłem na górskie szlaki. A szczególnie na zobaczenie ich z nowej perspektywy. Te oczywiście także wypożyczycie w hotelu (z pewnością Arek wam pomoże) i naprawdę to polecam.
Baranina i hedonizm. Wyjątkowa baza wypadowa w hotelu Piwniczna SPA&Conference
Zwieńczeniem górskiej przygody jest miejsce, z którego zaczynamy każdą wycieczkę – i do którego wracamy. Ja miałem szczęście i Beskid Sądecki pokazywała mi sama Marzena Oleś-Kluska, właścicielka hotelu Piwniczna SPA&Conference.
Co najważniejsze, aby się do hotelu dostać, wcale nie trzeba spędzać długich godzin za kierownicą samochodu – bezpośredni pociąg z Warszawy potrafi kosztować nawet 46 złotych. Po kilku godzinach relaksującej podróży i obiedzie w Warsie wysiadamy w Piwnicznej, blisko historycznej trasy kolei tarnowsko-leluchowskiej (w najbliższych latach dotrze tu także szybka kolej z Krakowa), dosłownie kilkadziesiąt kroków od Hotelu Piwniczna SPA&Conference. Wielu gości dociera właśnie w ten sposób.
Architektura w kształcie łemkowskiej spódnicy
Budynek budzi ciekawość już z zewnątrz – jego bryła przypomina falującą, tradycyjną łemkowską spódnicę. Wewnątrz na gości czeka 36 unikatowych pokoi. Ich stylistyka opiera się na odcieniach ultramaryny, klasycznej bieli oraz surowej czerwieni góralskich korali. Wszędzie czuć tu szczerą filozofię hospitality, którą pracownicy streszczają w jednym, ciepłym motto: „Witamy gości, żegnamy przyjaciół”. Trudno się nie zgodzić, bo tak właśnie było.
Smak regionu, czyli nadpopradzka baranina
Serce obiektu bije jednak w restauracji „Czarna Owca”. Zamiast sprowadzać mięso z Nowej Zelandii, szefowie kuchni postawili na promowanie regionalnego dziedzictwa. Na tutejszych stołach króluje nadpopradzka baranina pozyskiwana bezpośrednio od lokalnych baców (serwowana regularnie w niedziele). Mi ogromnie smakowały też pieczone wieczorem na ognisku nad rzeką oscypki.
Słowiańska tradycja w strefie HedoniSPA
Idealnym dopełnieniem pobytu jest relaks... w hotelowych podziemiach. Elementy starych, słowiańskich wierzeń odnajdziemy w dwustrefowym HedoniSPA (nazwa od razu mnie oczarowała), stworzonym dla osób uwielbiających celebrować przyjemność i regenerację. W weekendy to otwarte jest nawet do 1:00 w nocy.
W pierwszej, wodnej strefie znajdują się baseny (w tym jeden wypełniony leczniczą solą z Morza Martwego). Niesamowity efekt tworzą trzy czterometrowe wodospady zlokalizowane tuż obok otwartego ognia. Jest magicznie.
Druga część to fascynująca strefa nagości, w której odżywają dawne legendy. Nieco onieśmielony odnalazłem tam sauny, łaźnię, termy, tężnię, lodopady czy studnię. Przestrzeń ta tętni życiem dzięki klimatycznym seansom saunowym czy ceremoniom Hamam. Mi spodobały się szczególnie te pierwsze, i chociaż nieprzesadnie lubię się pocić, to muszę przyznać – to najlepszy sposób, by zmyć z siebie trudy całodziennej, beskidzkiej wędrówki.
Przyjeżdżajcie w Beskid Sądecki, póki czas
Jeśli więc tak jak ja jesteście umęczeni tatrzańskimi turystami i rachunkiem wystawianym niemalże za oddychanie, musicie odwiedzić Piwniczną-Zdrój. Odwiedźcie też sam hotel Piwniczna SPA&Conference i wpadnijcie do Czarnej Owcy na baraninę. Po wszystkim posiedźcie przy ognisku nad brzegiem Popradu z prawdziwym oscypkiem w ręku i po prostu… chłońcie. Nie ma już wielu takich miejsc w Polsce.
Źródło: National Geographic Polska