Reklama

William Szekspir, który w dramacie „Romeo i Julia” jako jeden z pierwszych przywołał metaforę kota o dziewięciu życiach, zapewne nie powstrzymałby się przed użyciem podobnej alegorii, gdyby znał historię nieuchwytnego nowozelandzkiego drapieżnika. Futrzak z półwyspu Purerua mógłby posłużyć za wzorzec powiedzenia opisującego kogoś wymykającego się śmierci. Dziewięć żyć kota o przydomku „Nine Lives” w końcu najwyraźniej się wyczerpało. Drapieżnik, przez lata polujący na rzadkie ptaki, został w końcu złapany. To kolejny krok poczyniony w ramach strategii Predator-Free 2050, wedle której do 2050 roku z Nowej Zelandii mają zniknąć wszystkie dzikie koty.

Kaczy oprawca na wolności

„Nine Lives” był jednym z ponad 2,5 milionów dzikich, bezpańskich kotów, z którymi od kilku lat walczy rząd Nowej Zelandii. Ten osobnik odznaczał się jednak niezwykłym sprytem, który pozwolił mu przetrwać lata poszukiwań. Po raz pierwszy kot został zauważony na półwyspie Purerua w Northland w 2023 roku, gdy przyczynił się do zniknięcia części z właśnie wypuszczonych 20 osobników najrzadszej kaczki lądowej w kraju – cyraneczki rdzawej.

Już wtedy przedstawiciele projektu ochrony przyrody „Pest Free Purerua” postanowili zainstalować kamery, które zarejestrowały kota o charakterystycznym umaszczeniu. „Nine Lives” był szarym, pręgowanym kotem, który w kolejnych latach regularnie był namierzany przez fotopułapki.

Zwierzak pozostawał nieuchwytny, sprytnie omijając zastawiane przez człowieka pułapki. Sukcesywnie polował na kolejne kaczki wypuszczane na półwysep w celu ratowania gatunku. Andy Mentor, kierownik „Pest Free Purerua”, podkreśla nieregularność w polowaniach „Nine Lives”: „Pojawiał się w danym miejscu, a potem nie było go przez kolejne dwa lub trzy miesiące. Pokazywał się o zmierzchu, w środku nocy, wczesnym rankiem, w ciągu dnia, więc nigdy nie był to przewidywalny wzorzec, co czyniło go bardzo, bardzo trudnym do tropienia”.

Złapanie po trzech latach

Ostatecznie traperom udało się schwytać sprytnego kota. Zgubiło go łakomstwo – dał się nabrać na przynętę złożoną z łososia, smażonego kurczaka i królika. Pułapka została umieszczona w kamieniołomie, w którym kot, co nietypowe dla niego, pojawiał się trzy noce z rzędu.

30 lipca jedna z zastawionych na drapieżnika klatek wydała sygnał – „Nine Lives” po trzech latach został schwytany. Ekipa, która przyjechała chwilę później, potwierdziła tożsamość nieuchwytnego futrzaka. Kot został zastrzelony.

Głosy po „Nine Lives”

Żołądek „Nine Lives” ma zostać teraz dokładnie zbadany w celu określenia, czym dokładnie żywił się ten postrach kaczek. Ciało kota ma zostać spreparowane i wystawione w celach edukacyjnych. Na jego przykładzie Nowozelandczycy będą uczyć się o tym, jak szkodliwy wpływ na lokalny ekosystem mają polowania dzikich kotów.

Śmierć "Nine Lives" wywołała mieszane uczucia wśród mieszkańców Nowej Zelandii. Dla konserwatorów przyrody i ekologów schwytanie i uśmiercenie kota było sukcesem, który ratuje populację zagrożonych ptaków. Część osób w mediach społecznościowych wyraziła oburzenie i smutek, uważając, że kot powinien pozostać przy życiu – np. zostać wywieziony, oswojony lub trafić do schroniska. Niektórzy podkreślali, że sposobem na ograniczenie ilości kotów jest kastracja, a nie zabijanie.

Jedno jest pewnie, „Nine Lives” nawet po śmierci nadal wzbudzać będzie wiele emocji, nie tylko wśród Nowozelandczyków.

Źródła: The Guardian, National Geographic Polska

Nasz autor

Olaf Kardaszewski

Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.
Olaf Kardaszewski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...