Polowanie na rzadki gatunek. Dlaczego w Polsce wciąż ginie gęś zbożowa?
Gęś zbożowa – mimo apeli naukowców – pozostaje na niechlubnej liście zwierząt łownych. Kurczenie się populacji tego ptaka nie powstrzymuje myśliwych przed polowaniami, a powtarzające się pomyłki gęsi zbożowej z tundrową obnażają systemowe wady obecnego modelu łowiectwa. Łatwiejszy odstrzał tego gatunku sprawia, że Polska zaczyna stawać się atrakcyjnym celem turystyki łowieckiej.

Przez lata gęś zbożowa i gęś tundrowa były uznawane za jeden gatunek. Ptak ten stał się na tyle ikoniczny dla zachodniej Polski, że ich sylwetka trafiła do logotypu Parku Narodowego „Ujście Warty”. Dopiero niemal dekadę temu ornitolodzy ostatecznie rozdzielili te dwa gatunki, co sprawiło, że symbolem najmłodszego polskiego parku narodowego stała się oficjalnie gęś tundrowa. Choć oba ptaki są do siebie łudząco podobne, ich sytuacja populacyjna jest skrajnie różna. O ile liczebność gęsi tundrowej pozostaje stabilna, o tyle gęś zbożowa staje się gatunkiem coraz rzadszym i zagrożonym.
Zabójcza pomyłka
Mimo że w ostatnich latach populacje obu gatunków gęsi znalazły się w zupełnie innym położeniu, prawo łowieckie pozostaje bezwzględne. Gęś zbożowa wciąż widnieje na liście zwierząt łownych, a jej odstrzał możliwy jest jedynie w locie. Brzmi to tym bardziej groteskowo, jeśli wsłuchamy się w głos ornitologów, którzy podkreślają, że obie gęsi najtrudniej odróżnić od siebie właśnie w takiej sytuacji. Pomyłki myśliwych stały się więc nieodłącznym elementem polowań w zachodniej Polsce, gdzie populacja tych ptaków jest największa. Zaznaczmy, że na tamtym obszarze występuje przede wszystkim gęś tundrowa, czyli gatunek, który nie znajduje się na liście ptaków łownych.
Nieugięte prawo
Eksperci alarmują, że obecne prawo łowieckie nie nadąża za doniesieniami nauki. Badacze już dawno odkryli, że oba gatunki ptaków mają kompletnie inne trendy populacyjne. Liczebność gęsi zbożowej jest obecnie w fazie zniżkowej, na co odpowiedzią powinno być zaostrzenie przepisów związanych z odstrzałem. Niestety, na horyzoncie nie widać żadnych zmian, które mogłyby napawać optymizmem ornitologów i fanów dzikiej przyrody. Jak podkreśla dr Marcin Tobólka, polska natura stoi przed kolejnym wyzwaniem – nasz kraj staje się popularną destynacją niechlubnej turystyki.
Łowieckie eldorado
Ornitolog obnaża zjawisko, jakie od kilku lat ma miejsce na zachodnich terenach Polski. Liberalne przepisy przyczyniają się do rozwoju tzw. turystyki łowieckiej. Do naszego kraju przyjeżdżają myśliwi z Niemiec, Francji czy Włoch, którzy po uiszczeniu opłaty dostają pozwolenie na „korzystanie” z populacji gęsi. Koła biznesu tworzą kolejne „biura podróży” odpowiedzialne za zapewnienie zagranicznym myśliwym warunków do polowania na rzadkiego ptaka.
Przeciwnicy polowań od lat starają się zaszczepić w społeczeństwie empatię do zwierząt łownych. Musimy pamiętać, że strzał nie zawsze kończy się natychmiastową śmiercią. Myśliwi zwykle stosują amunicję śrutową, która często jedynie rani organy. Takie zwierzę skazane jest na długotrwałą, bolesną śmierć. Aby zatrzymać to okrucieństwo niezbędne są systemowe zmiany, które niestety okazują się najtrudniejsze do przeprowadzenia.
Źródło: Nauka w Polsce
Nasz autor
Olaf Kardaszewski
Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.


