W ostatni weekend przez Francję przetoczyła się fala antyrządowych demonstracji. Hasła młodych ludzi nawołujące do poprawy ich sytuacji ekonomicznej oraz zwiększenia nakładów finansowych na edukację (poprzez m.in. zatrudnienie większej liczby nauczycieli, zmniejszenie przepełnienia klas i remonty budynków) sprawiły, że na ulice Paryża i innych największych miast wyszło około 550 tysięcy osób.

WIDEO…

player placeholder

W tak licznej grupie znaleźli się również ci, którzy chcieli wykorzystać ogólnokrajowe zamieszanie do wszczęcia zamieszek lub grabieży zwykle dobrze zabezpieczonych towarów. W wyniku takiej formy eskalacji ucierpiał miejski ratusz w Limoges w Nowej Akwitanii.

Pożar miejskiego ratusza 

Budynek miejskiego urzędu w samym centrum Limoges został otwarty w Dzień Bastylii w 1883 roku. Pod koniec XIX wieku uchodził za cud architektury neorenesansowej, ze słynną iglicą i metalową dzwonnicą. Charakterystycznym elementem ratusza, który w 1975 roku zyskał status narodowego zabytku, są wizerunki uwiecznione na balustradzie budowli. Obok herbu miasta uwiecznione zostały najsłynniejsze postacie zamieszkujące Limoges między XVI a XIX wiekiem.

Zobacz także:

Z budynku życie akwitańskich ulic obserwowali malarz Léonard Limosin, były kanclerz Francji Henri François d’Aguesseau, jeden z dowódców rewolucji francuskiej Pierre Vergniaud oraz jeden z marszałków Napoleona Jean-Baptiste Bessières. Niestety, w ostatni weekend otoczenie znamienitych postaci przepadło w płomieniach, które spowiły cały budynek.

Francuskie służby zatrzymały 34-letniego mężczyznę podejrzanego o podpalenie XIX-wiecznego ratusza w Limoges, do którego doszło w trakcie weekendowych zamieszek. Zatrzymany jest powiązany ze środowiskami skrajnej lewicy oraz znany policji z wcześniejszych aktów przemocy wobec funkcjonariuszy publicznych.

„Dziś cała fasada i historyczna przednia część zostały zniszczone niemal w 100 procentach” – przyznał w państwowej telewizji Maurice Barate, wysoki urzędnik regionalny. Ogień zajął większość budynku po tym, jak zamaskowane osoby wdarły się w sobotni wieczór do wnętrza ratusza. Pożar nie tylko strawił front budowli, ale również doprowadził do zawalenia się dachu wraz z monumentalną iglicą. Niszczycielski akt chuliganów już teraz porównywany jest do historycznego wydarzenia, które wstrząsnęło przed laty niemal całym światem. 

Powtórka z Notre Dame 

Zdarzenie z Limoges od razu przywiodło na myśl skojarzenia z tragedią, jaka miała miejsce w 2019 roku w Paryżu. Pożar Katedry Notre Dame był jednym z najważniejszych i najbardziej wstrząsających wydarzeń zeszłej dekady. Przez wiele tygodni media obiegały wizerunki słynnej budowli spowitej niszczycielskimi płomieniami. W ich gaszeniu brało udział blisko 400 strażaków, którym udało się uratować główną konstrukcję budynku oraz najważniejsze relikwie i dzieła sztuki.

Choć nikt nie zginął, pożar uwolnił setki ton ołowiu z dachu i iglicy, co doprowadziło do skażenia najbliższej okolicy oraz lokalnego środowiska. Po długoletnim śledztwie nie postawiła nikomu zarzutów o celowe podpalenie, wykluczając tym samym wystąpienie aktu terrorystycznego. 

W przypadku ratusza w Limoges niestety mówimy o intencjonalnym podłożeniu ognia pod budynek. Licząc na powtórkę z Notre Dame, na odbudowę którego darczyńcy z całego świata przekazali blisko miliard dolarów, regionalne władze już teraz apelują o pomoc finansową.

– Chcę widzieć deszcz milionów spadający na to miasto – płomiennie oznajmił burmistrz Limoges, Guillaume Guérin. Miejski urząd liczy głównie na wsparcie krajowego rządu w odbudowie zabytku. Zobaczymy, czy finansowym opadom rzeczywiście uda ugasić się ogień, który zdewastował neorenesansowy ratusz. 

Straty w wyniku zamieszek

Zniszczenia w Limoges to nie jedyna szkoda wyrządzona w trakcie weekendowych zamieszek. Francuskie władze wyliczyły póki co ok. 3000 poszkodowanych sklepów i punktów handlowych w całym kraju, które zostały w całości lub częściowo splądrowane. Straty samej branży handlowej wstępnie wyceniane są na kilkaset milionów euro. Państwo uruchamia system wsparcia dla pracowników zamkniętych sklepów, co stanowi dodatkowe obciążenie dla i tak napiętego budżetu.

Oprócz krzywd wyrządzonych właścicielom i pracownikom sklepów oraz krajowemu dziedzictwu, najsmutniejszym zjawiskiem przy okazji francuskich protestów jest ich eskalacja w zamieszki. W pewnym momencie z ulicznego chaosu zaczęły korzystać osoby mogące być nawet niezwiązane z hasłami demonstrującej młodzieży. Francuskie służby właśnie w tej grupie oportunistycznych szabrowników doszukują się autorów ataków na lokale usługowe w Paryżu i innych miastach. Oddolne hasła nawołujące rząd do inwestowania w edukację, niestety, mają okazję być obecnie zapamiętane w kontekście zdemolowanych witryn ekskluzywnych sklepów i płonącego ratusza w Limoges.

Źródła: Smithsonian Magazine, Onet, Euronews