Do zastanowienia się nad tym zachęca Joanna Jabłczyńska, ambasadorka 15. edycji programu edukacyjnego „Planeta Energii”. Podczas inauguracji zwróciła uwagę na wodę potrzebną do produkcji bawełnianych ubrań. To dobry punkt wyjścia do przyjrzenia się dwóm miejscom, w których rozstrzygają się losy zasobów – naszym zakupom i najbliższemu otoczeniu.
WIDEO…
2500 litrów w koszulce? Ta liczba wymaga wyjaśnienia
Bawełniany T-shirt wygląda niepozornie. Zanim jednak trafi do szafy, trzeba wyhodować roślinę, zebrać i przetworzyć włókna oraz wyprodukować tkaninę. Każdy z tych etapów wiąże się z wykorzystaniem zasobów.
Water Footprint Network podaje, że globalny średni ślad wodny bawełnianej tkaniny wynosi około 10 tys. litrów na kilogram. Dla koszulki ważącej 250 gramów daje to około 2500 litrów. To szacunek oparty na historycznych danych o produkcji, a nie pomiar dotyczący każdego współcześnie sprzedawanego ubrania. Nie oznacza również, że tyle wody wypływa z kranu w szwalni. Rachunek obejmuje uprawę bawełny i przetwarzanie surowca, a także różne rodzaje obciążenia środowiska.
Jabłczyńska, odnosząc się do tej statystyki podczas inauguracji „Planety Energii”, mówiła też o wieloletnim noszeniu ubrań i kupowaniu z drugiej ręki. Warto spojrzeć na to jako na sposób ograniczania zapotrzebowania na nowe produkty. Naprawienie T-shirtu nie cofnie wody wykorzystanej przy jego powstawaniu, ale może odsunąć kolejny zakup.
Litr deszczówki i litr z rzeki nie znaczą tego samego
Ślad wodny ma trzy składniki. Ich nazwy nie opisują koloru cieczy, lecz sposób wykorzystania lub obciążenia zasobów:
- zielony – woda z opadów, zatrzymana w glebie i wykorzystana przez rośliny,
- niebieski – zużyta woda pochodząca z zasobów powierzchniowych i podziemnych, na przykład przy nawadnianiu upraw,
- szary – obliczeniowa objętość wody potrzebna do rozcieńczenia zanieczyszczeń do przyjętych standardów jakości. Nie jest to ilość rzeczywiście pobrana i wlana do rzeki.
Dlatego dwie podobne koszulki mogą mieć odmienny wpływ na środowisko. Znaczenie ma pochodzenie bawełny, sposób jej uprawy i dostępność wody w danym regionie. Pobór z przeciążonej rzeki w czasie niedoboru może mieć inne konsekwencje niż wykorzystanie opadów na obszarze zasobnym w deszcz.
Sama suma litrów nie wystarcza do oceny szkód. Trzeba wiedzieć również, skąd pochodzi woda, kiedy jest wykorzystywana i jakie potrzeby mają lokalne ekosystemy. Popularne przeliczenia pomagają dostrzec skalę, ale nie zastąpią tych informacji.
Po deszczu ulice są mokre. Zasoby pod ziemią nie muszą się odbudować
W przypadku zakupów pytamy o wodę wykorzystaną często daleko od naszego domu. Przy najbliższej ulewie warto zadać inne pytanie: dokąd trafi to, co właśnie spada z nieba? Na terenie porośniętym roślinnością część opadu zatrzymuje się na liściach, część wsiąka w ziemię, a część odpływa po powierzchni. Proporcje zależą między innymi od rodzaju gruntu, jego wilgotności i intensywności deszczu.
Dachy, asfalt i szczelne nawierzchnie zmieniają ten obieg. Jak wyjaśnia amerykańska służba geologiczna USGS, ograniczają wsiąkanie i przyspieszają spływ do rowów oraz cieków. Woda może szybko opuścić okolicę, zamiast zasilić glebę. Dlatego lokalne podtopienie nie dowodzi, że skończył się niedobór wód podziemnych. Nie każdy opad dociera do głębszych warstw, a odbudowa zasobów wymaga odpowiednich warunków i czasu.
Drzewo potrzebuje wody, żeby chłodzić otoczenie
Cień pod koroną drzewa jest najłatwiej zauważalną korzyścią podczas upału. Roślinność pomaga jednak chłodzić otoczenie również przez oddawanie wody do atmosfery. Parowanie z powierzchni i transpiracja roślin, wspólnie nazywane ewapotranspiracją, wymagają energii.
To jeden z mechanizmów, dzięki którym zieleń łagodzi miejską wyspę ciepła. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska EPA wskazuje na znaczenie drzew, zielonych dachów i innych powierzchni pokrytych roślinnością. Tu pojawia się związek z małą retencją, czyli zatrzymywaniem wody w niewielkiej skali. Deszcz zatrzymany w glebie może później służyć roślinom, zamiast natychmiast odpłynąć z osiedla.
Nie oznacza to, że beczka ustawiona przy rynnie sama obniży temperaturę ulicy. Korzyści zależą od całego układu: dostępności wody, powierzchni zieleni, cienia i warunków pogodowych.
1000 litrów na dachu. Ile można zatrzymać?
Jeden milimetr opadu oznacza litr wody na metr kwadratowy powierzchni. Zatem deszcz o wysokości 10 milimetrów, padający na dach o poziomym rzucie 100 metrów kwadratowych, dostarcza 1000 litrów.
To ilość opadu, a nie gwarantowany uzysk ze zbiornika. Część wody pozostaje na powierzchniach lub jest tracona w instalacji. O tym, ile uda się zgromadzić, decydują również pojemność zbiornika i jego wcześniejsze napełnienie. Przy takim opadzie nawet opróżniona beczka o pojemności 200 litrów nie pomieści całej wody z przykładowego dachu. Dlatego istotne jest zaplanowanie, dokąd bezpiecznie trafi nadmiar.
Innym rozwiązaniem jest ogród deszczowy: płytkie zagłębienie z odpowiednio dobranymi roślinami i podłożem, do którego kieruje się spływ. Według EPA takie miejsca czasowo zatrzymują wodę i umożliwiają jej przesączanie przez podłoże. Nie wystarczy jednak wykopać niecki w dowolnym miejscu. Rozwiązanie trzeba dopasować do gruntu, zabudowy i drogi odpływu. Zatrzymywanie deszczu powinno pomagać okolicy, a nie przenosić problem na sąsiednią działkę.
Lekcja o wodzie może zacząć się przy szkolnej rynnie
Żeby zobaczyć te zależności, nie trzeba zaczynać od wielkich liczb. Dobrym ćwiczeniem jest obserwacja podwórka po deszczu: gdzie tworzą się kałuże, którędy płynie woda, a gdzie może wsiąkać? Deszczomierz pozwala następnie przeliczyć opad na litry przypadające np. na dach szkoły.
Można też porównać temperaturę zacienionej ziemi i nasłonecznionej nawierzchni. Trzeba przy tym pamiętać, że pomiar temperatury powierzchni nie jest pomiarem temperatury powietrza.
Takiej nauce przez doświadczenie ma służyć 15. edycja „Planety Energii”, zainaugurowana 21 września 2026 roku. Program, którego inicjatorem jest Energa z Grupy ORLEN, kierowany jest do klas I–III i grup zerówkowych. Według organizatora bezpłatne materiały dotyczą między innymi ochrony wody, małej retencji i bioróżnorodności. Joanna Jabłczyńska jest jedną z ambasadorek przedsięwzięcia.
Zatrzymywanie opadów i ograniczanie śladu wodnego zakupów to dwa różne zadania. Łączy je troska o zasoby w konkretnym miejscu. Przy rynnie pytamy, jak pozwolić wodzie pozostać dłużej. W sklepie – czy naprawdę potrzebujemy kolejnego produktu, którego wytworzenie ponownie obciąży czyjąś rzekę, glebę lub zbiornik.
Źródło: Energa, materiał prasowy o inauguracji 15. edycji „Planety Energii”, 23 września 2026 – źródło informacji o programie i wypowiedzi Joanny Jabłczyńskiej.