Plastikowi podróżnicy przybyli do portugalskiego wybrzeża. Rekordziści pozostawali w wodzie przed ponad 40 lat
Dzięki obserwacjom naukowców z portugalskich Azorów odkryto niebezpieczny proceder. Do wybrzeży archipelagu od lat regularnie przybijają setki odpadów. Teraz wiadomo, skąd się wzięła duża część z nich.

Azory, przez swoje malownicze krajobrazy, bywają nazywane Hawajami Europy. Nie ma się co dziwić temu określeniu, gdyż wulkaniczne plaże archipelagu oraz zazielenione wzgórza rzeczywiście przypominają amerykańskie wyspy. Szkoda tylko, że tak jak Stany Zjednoczone dbają o swój pięćdziesiąty stan, nie interesuje ich kondycja zaoceanicznych sąsiadów.
Homarze śmieci z drugiej strony oceanu
Najnowsze wyniki badań są efektem kilkuletniej obserwacji czynionej przez badaczy z Uniwersytetu Azorów. To oni od 2010 roku monitorują śmieci, które regularnie przybijają do portugalskiego wybrzeża. Z czasem okazało się, że wiele z oceanicznych odpadów jest do siebie niezwykle podobnych i stanowi pozostałości po połowach homarów odbywających się u wybrzeży Ameryki Północnej. Dane zamieszczone na fragmentach sieci pozwoliły naukowcom i wolontariuszom dokładnie określić źródło śmieciowego problemu, co skłoniło ich do dokładnego przeliczenia tego typu odpadów.
Badanie objęło dwie azorskie wyspy: Faial i Pico. Wolontariusze oraz badacze uzbierali tam w ciągu ośmiu lat ponad 1500 elementów pozostawionych po połowach homarów. Plastikowe śmieci przepłynęły do Portugalii z przeciwnego brzegu Atlantyku.
Plastikowa transatlantycka odyseja
Etykiety zawarte na plastikowych częściach koszy na homary w niektórych przypadkach pozwoliły dokładnie określić punkt, z którego odpady przypłynęły na Azory. Śmieci pochodziły w większości ze Stanów Zjednoczonych (63 %), podczas gdy reszta (37%) to części połowów znad kanadyjskich brzegów. Najpopularniejszymi stanami, z których pochodziły odpady, były Maine oraz Massachusetts.
W każdym z tych przypadków „port”, z którego do Portugalii odpływały śmieci, znajdował się ponad 3000 kilometrów od azorskich plaż. Choć taka odległość może zadziwiać, portugalscy naukowcy jeszcze przed sporządzeniem wyników obserwacji byli zaznajomieni z takim scenariuszem. Taka trasa plastikowych odpadów odpowiada modelowi ruchu oceanicznych prądów, które podążają z zachodu na wschód. Gdyby nie archipelag Azorów, plastikowe odpady, które w wodzie są niezwykle trwałe, dopłynęłyby do brzegów kontynentalnej Europy.
Wiekowy plastik
Trwałość plastikowych odpadów udowadniają dane zawarte na etykietach przedmiotów wyłowionych z oceanu. Choć większość śmieci ma ma od 7 do 13 lat, to znajdziemy w tej grupie rekordzistów. Najmłodszy fragment sieci na homary pochodzi z 2023 roku, a najstarszy aż z 1983 roku. Oznacza to, że od momentu kiedy ten plastikowy przedmiot trafił do wody w Polsce zdążył upaść komunizm, Apple zaprezentował swojego pierwsze iPhone’a, a cały świat na nieco ponad trzy lata sparaliżowała pandemia COVID-19.
W trakcie tych ponad 40 lat, od kiedy część klatki na homary dryfowała po wodach Atlantyku, świat – w przeciwieństwie do pływającego plastiku – uległ wielkim zmianom. Naukowcy podkreślają, że możliwe jest znalezienie jeszcze starszych odpadów.
Problem śmieci w Atlantyku
Masowy połów homarów u wybrzeży Atlantyku to nie jedyne zagrożenie, na jakie wystawione są Azory. Oprócz efektów intensywnego rybołówstwa, którego wartość eksportu w ostatnich latach dla USA i Kanady przekroczyła 1,5 miliarda euro, do portugalskiego archipelagu cumują inne rodzaje odpadów. Sieci, kosze typowe dla połowu ośmiornic czy butelki to śmieci, które każdego dnia pojawiają się na plażach przypominających Hawaje. Tego typu odpady jest jednak zdecydowanie trudniej zidentyfikować i namierzyć ich pochodzenie. W przeciwieństwie do plastikowych części używanych podczas połowu homarów, te nie są wyposażone w żadne etykiety. Możemy się jedynie domyślać, czy fragment sieci dopłynął do Portugalii z Brazylii, czy z Grenlandii.
Inną grupę zagrożeń stanowią drobne fragmenty plastiku, których nie tylko nie da się zidentyfikować, ale i samo ich namierzenie stanowi duży problem. Takie odpady są efektem działalności miast, z których ogromne ilości plastiku trafiają prosto do rzek. Pod wpływem światła słonecznego oraz nieustannego uderzania fal tworzywo z czasem zaczyna się rozpadać na coraz mniejsze części.
Plastikowe odpady w oceanach stanowią śmiertelne zagrożenie dla morskich zwierząt, które mylą je z pożywieniem lub zaplątują się w porzucone sieci. Rozpadające się tworzywa uwalniają mikroplastik oraz toksyczne chemikalia, które wnikają do łańcucha pokarmowego i ostatecznie trafiają na nasze talerze. Niszczą w ten sposób całe ekosystemy morskie, doprowadzając do degradacji raf koralowych oraz drastycznego spadku populacji wielu gatunków.
Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasz autor
Olaf Kardaszewski
Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.

