Jeszcze dwie dekady temu okazanie polskiego paszportu częściej przypominało prośbę o przekroczenie granicy obcego państwa niż przepustkę do świata. Dziś należy on do grona najmocniejszych dokumentów podróży w skali globu. W najnowszym rankingu Henley Passport Index znalazł się na 6. miejscu, umożliwiając nam podróżowanie do 184 państw i terytoriów bez ubiegania się o wizę. To nie tylko statystyka. W świecie pełnym granic i kontroli polski paszport coraz częściej otwiera drzwi, zamiast je zamykać.

WIDEO

player placeholder

O sile naszych „papierów” stanowi członkostwo w Unii Europejskiej i strefie Schengen oraz niskie ryzyko nielegalnej migracji. Paszport jest w pewnym sensie wyrazem zaufania między państwami, a tą budowaliśmy latami. Liderem światowych rankingów niezmiennie pozostaje Singapur, a za nim Korea Południowa i Japonia. Dla ich obywateli oznacza to mniej formalności przy podróżach, a często także łatwiejszy pierwszy kontakt z krajem, w którym chcą studiować, pracować lub zamieszkać.

Są równi i równiejsi

Obywatele wysoko notowanych państw rzadziej są postrzegani jako osoby zagrożone nielegalną migracją. Z powodu braku obostrzeń związanych z wizami, mogą bezproblemowo poznać rynek pracy czy uczelni, zanim jeszcze rozpoczną procedury związane z dłuższym pobytem w danym kraju. Silny paszport nie zastępuje co prawda klucza do legalnej emigracji, ale może wpłynąć na przychylność urzędników w momencie, kiedy podejmiemy decyzję o zapuszczeniu korzeni.

Zobacz także:

O tym, ile to znaczy, mogą przekonać się obywatele państw na drugim końcu rankingu. Często łączy je panująca w nich wojna, niestabilność polityczna lub międzynarodową izolacja. W najnowszym zestawieniu Henley Passport Index ostatnie miejsca zajmują Afganistan (23 kierunki bez wizy), Syria (26), Irak (29), Pakistan (30) i Jemen (31).

Dla osób legitymujących się paszportami tych krajów każda podróż wymaga często długiej i kosztownej procedury wizowej, a odmowy zdarzają się znacznie częściej. Trudniej wyjechać im na studia, konferencję czy spotkanie biznesowe, bo przeszkodą staje się sama zgoda na przekroczenie granicy. Słaby paszport oznacza również większą liczbę kontroli na granicach, konieczność przedstawiania dodatkowych dokumentów oraz domniemanie, że podróżny może próbować pozostać w kraju nielegalnie.

Nie wszędzie obywatelstwo jest jednak wyłącznie kwestią miejsca urodzenia. Część państw od lat traktuje je jak produkt. Na Karaibach czy w kilku krajach Europy paszport można otrzymać w zamian za wielomilionową inwestycję lub zakup nieruchomości. Dla zamożnych staje się więc nie tylko dokumentem tożsamości, ale także aktywem, które otwiera dostęp do nowych rynków, systemów podatkowych i swobody podróżowania.

Tam, gdzie cyfrowi nomadzi stają się utrapieniem

W wielu miejscach na świecie kraje prześcigają się w ofercie dla obcokrajowców, ułatwiając im procedury ubiegania się o stałą rezydencję. Dla nich to możliwość sprowadzenia nowych specjalistów, obcego kapitału i promocji państwa jako idealnego miejsca do życia. Niekiedy wiąże się to jednak z surową lekcją.

Po sześciu miesiącach życia w Kolumbii sam postanowiłem rozważyć możliwość otrzymania wizy, co do niedawna uchodziło w Ameryce Południowej za zwykłą formalność. Zasady obowiązujące w „najniebezpieczniejszym kraju świata” zmieniły się w 2025 roku, kiedy administracja ustępującego z urzędu prezydenta Gustavo Petro uznała, że w związku z zatrważającą liczbą incydentów z udziałem obcokrajowców, tzw. wiza dla cyfrowych nomadów staje się balastem, z którego należy zacząć się wycofywać.

Pierwsze rozmowy z prawnikami szybko sprowadziły mnie na ziemię. Blisko 90% aplikacji kończy się odmową, a urzędy nie mają obowiązku wyjaśniać powodów decyzji, powołując się na klauzulę tajności. W praktyce cyfrowi nomadzi mogą spędzać w kraju do 180 dni w roku, ale droga do dłuższego pobytu stała się znacznie trudniejsza. Jednocześnie Kolumbia nadal utrzymuje stosunkowo prosty system przyznawania wiz dla emerytów czy inwestorów, dając znać światu, na jakim „typie” obcokrajowców zależy im najbardziej.

I nie są to powody wzięte znikąd. Władze przekonują, że program wizowy zaczął przyciągać również osoby, które z pracą zdalną miały niewiele wspólnego. Policyjne statystyki pokazują z kolei, że część osób przyjeżdża przede wszystkim po zabawę, narkotyki i seks, a nie po to, by pracować z laptopem w kawiarni. To właśnie z udziałem cudzoziemców dochodzi do wielu głośnych incydentów, które później odbijają się szerokim echem w mediach i relacjach dyplomatycznych.

Jeszcze kilka lat temu wiele państw rywalizowało o cyfrowych nomadów, licząc na ich pieniądze i podatki. Dziś część z nich zaczyna dostrzegać również koszty tego modelu: wzrost cen mieszkań, przeciążenie usług i problemy z bezpieczeństwem. Kolumbia należy do pierwszych państw regionu, które zaczęły odchodzić od bezwarunkowego otwierania drzwi przed cyfrowymi nomadami. To sygnał, że w globalnej rywalizacji o nowych mieszkańców coraz częściej liczy się nie tylko to, ilu ich przyjedzie, ale także kim będą.

Chcesz znaleźć więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz autor
Kuba Stasiak
Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.

Kuba Stasiak