Reklama

Jeszcze niedawno ten fragment Ameryki działał jak jeden wielki korytarz migracyjny. Ludzie przepływali z kolumbijskiego wybrzeża do Acandí, stamtąd ruszali pieszo przez dżunglę, gdzie w Bajo Chiquito kończył się najtrudniejszy etap wędrówki. Po dotarciu do Lajas Blancas migranci trafiali pod opiekę panamskich służb, a dalej była już Ameryka Środkowa, Meksyk i granica Stanów Zjednoczonych.

W 2023 roku przez Darién przedostało się ponad 520 tysięcy osób. Rok później było ich już tylko nieco ponad 300 tysięcy. Następnie strumień niemal się zatrzymał, a w pierwszych siedmiu miesiącach 2025 roku Panama odnotowała zaledwie 2934 przejścia z Kolumbii.

Zmieniła się przede wszystkim polityka Stanów Zjednoczonych. Donald Trump już w pierwszych dniach drugiej kadencji zapowiadał, że jego administracja „zamknie granicę” i „zatrzyma inwazję nielegalnych imigrantów”. W kolejnych miesiącach liczba osób próbujących przedostać się do USA gwałtownie spadła.

Współczesna „Odyseja”

W tym samym czasie Panama zaczęła odnotowywać wzmożony ruch w kierunku południa. Zdecydowaną większość stanowili Wenezuelczycy, a niemal trzy czwarte badanych przez IOM wskazywało właśnie Wenezuelę jako cel podróży (w dalszej kolejności Peru i Chile). W ten sposób Darién, które przez lata było jednym z głównych etapów podróży na północ, dziś stało się symbolem jej końca.

Powrót tą drogą jest równie trudny jak podróż na północ. Strome zbocza, rwące rzeki, błoto i brak dróg sprawiają, że przejście może trwać kilka dni. Po drodze migranci są też narażeni na rabunki, przemoc i wykorzystanie przez grupy zajmujące się przemytem ludzi. Dlatego ci, którzy wracają na południe, coraz częściej wybierają drogę morską. Z okolic Puerto Obaldía płyną w stronę kolumbijskiego wybrzeża, omijając dżunglę.

To jednak nie oznacza końca zagrożeń. Łodzie są słabo kontrolowane, a migranci nadal są narażeni na przemyt i wyzysk, a także na wypadki. Ryzyko nie zniknęło, tylko przeniosło się z dżungli na wodę.

Natura nie znosi próżni

Ale zamknięcie dotychczasowej drogi nie zatrzymało wszystkich, którzy nadal chcieli iść na północ. Migranci schodzili z głównych szlaków i szukali mniej uczęszczanych dróg, by ominąć miejsca, w których czekali na nich funkcjonariusze. Na końcu tej wędrówki była granica Meksyku ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie po przebyciu tysięcy kilometrów rozstrzygało się wszystko: kto przejdzie dalej, a kto będzie musiał zawrócić.

Kiedy w 2021 roku rozmawiałem z uchodźcami w Ciudad Juárez, mieście znanym z przemytu ludzi, większość napotkanych przeze mnie osób jako powód „ucieczki” wskazywała tragiczne historie rodzinne i bezradność systemu wobec przemocy. Pojawiło się zabójstwo nastoletniego syna, którym wysługiwali się miejscowi narko, wrogie przejęcie plantacji warzywnej w Sinaloa czy wreszcie gwałt, którego sprawca nie został ukarany, bo był wujkiem ofiary. W pozostałych przypadkach Stany Zjednoczone zawsze jawiły się alternatywą dla życia w ubóstwie. „Tam przynajmniej mielibyśmy szansę” – słyszałem z wielu ust, mówiących w różnych akcentach, które używały innych słów, a jednak wyrażały zawsze to samo.

Dziś ten szlak wygląda zupełnie inaczej. W 2025 roku Panama odnotowała ponad 22 tysiące osób przemieszczających się na południe, choć jeszcze kilka lat temu ta sama droga prowadziła niemal wyłącznie w przeciwnym kierunku. Ci, którzy nadal próbują dotrzeć do Stanów Zjednoczonych, korzystają z mniejszych przejść i tras morskich, omijając miejsca objęte silniejszą kontrolą. W ten sposób migranci przestali pojawiać się tam, gdzie przez lata tropiono ich niemal jak zwierzynę.

Chcesz znaleźć więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz autor

Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.  
Kuba Stasiak
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...