Reklama

Podróżowanie autem ma jakiś urok. Nie ograniczają nas restrykcje bagażowe, nerwowe odprawy ani sztywne rozkłady lotów. Możemy komfortowo pogadać czy zatrzymać się w dowolnym momencie, gdy z okna dostrzeżemy coś ładnego (np. krowy). Cztery kółka to niezła alternatywa dla samolotów.

Dzięki uprzejmości Renault Polska przesiadłem się na miesiąc do niewielkiego, ale dzielnego, odświeżonego Renault Clio, by poszukać dla was najlepszych kierunków w Europie – i spalić jak najmniej paliwa. Powiem wam jedno – nowoczesne małe samochody też znakomicie dają radę na dalekich trasach, a Stary Kontynent skrywa perełki, do których nie zabierze was żaden odrzutowiec. Gdzie pojechać jesienią?

Autem przez Europę. Moje 4 ulubione kierunki

1. Bałkany pełne niespodzianek – prosto do serca Serbii

Bałkany to absolutny klasyk dla fanów samochodowych wypraw. Polacy kochają jeździć do Chorwacji, ale tym razem polecam jednak zjechać z najpopularniejszego szlaku i ruszyć w głąb lądu – do Serbii. Trasa prowadząca przez Węgry jest bardzo komfortowa, serbskie autostrady trochę mniej (chociaż i to się zmienia), a malownicze, górskie serpentyny wynagradzają każdą spędzoną za kierownicą godzinę. Bałkany jesienią są przepiękne.

Przez serbskie pagórki dostałem się na szalony festiwal trębaczy w Gučy – tam nie przylecicie samolotem. Co roku darmowa impreza przyciąga wiele tysięcy gości (także Polaków), a niepozorna miejscowość wybucha słowiańskością. Jest w tym coś znajomego i kojącego, chociaż na pewno nie jest spokojnie.

Festiwal w Guczy ma w sobie coś, co rokrocznie przyciąga mnóstwo Polaków. Fot. Jack Taylor/GettyImages

2. Szwajcaria Saksońska (Niemcy) – baśniowe skały tuż za granicą

Jeśli szukacie spektakularnych widoków, a nie chcecie spędzać w aucie kilkunastu godzin, koniecznie odwiedźcie Szwajcarię Saksońską. Znajduje się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów za polsko-niemiecką granicą (najlepiej dojechać autostradą A4). Drogi wijące się wzdłuż rzeki Łaby prowadzą prosto do monumentalnych formacji z piaskowca. Słynny kamienny most Bastei zawieszony nad przepaścią wygląda jak kadr z filmu fantasy. Posiadanie własnego auta pozwala na łatwe przemieszczanie się między punktami widokowymi i urokliwymi, saksońskimi miasteczkami.

Szwajcaria Saksońska
W Szwajcarii Saksońskiej warto mieć samochód, żeby zdążyć idealnie na zachód słońca. Fot. Martin Ruegner/GettyImages

3. Złota jesień pod Tatrami

By przeżyć niezwykłą podróż wcale nie trzeba jechać na drugi koniec kontynentu. Polskie i słowackie Tatry wczesną jesienią przechodzą spektakularną transformację – znikają letnie tłumy, a lasy eksplodują miedzią i złotem. Objazd wokół Tatr, obejmujący okolicę słynnej Drogi pod Reglami, a następnie słowacką stronę wzdłuż Tatrzańskiej Magistrali (np. Drogą Wolności o nr 537), to jedna z najpiękniejszych tras w tej części Europy. Mając własne auto bez problemu dotrzesz o świcie na puste parkingi przy szlakach, do których często nie dojeżdża już lokalna komunikacja. Takie miejsca lubimy najbardziej.

Każde auto blednie przy majestacie polskich Tatr, ale Clio trzyma się nieźle. Fot. Jonasz Przybył/National Geographic Polska

4. Dolina Egeru (Węgry) – winiarska stolica na wyciągnięcie ręki

Byliście w Egerze? Chociaż zwykle to Tokaj kojarzy się z węgierską stolicą wina, północne Węgry też mają do zaoferowania fantastyczne miejsce. To miasto, w którym przecierały się wpływy osmańskie, węgierskie i austriackie – widać to na przykład po świetnie zachowanym, 40-metrowym minarecie. Mnie interesowała jednak Dolina Pięknej Panny, w której kelnerzy – co zaskakujące – świetnie mówią po polsku. Lubią nas tam.

Dojazd z południa Polski zajmuje zaledwie kilka godzin, a drogi przez Słowację są w świetnym stanie. Jesień to magiczny czas w Dolinie Pięknej Pani (Szépasszony-völgy), w której na planie koła znajdziemy kilkadziesiąt piwniczek winnych zatopionych w chłodnej skale. To miejsce wręcz stworzone pod turystykę samochodową (oczywiście auto musi stać bezpiecznie na campingu czy pod kwaterą). Bagażnik Renault Clio bez problemu pomieścił niezdrowy zapas Egri Csillaga, a ja, najedzony papryką, mogłem ruszać z powrotem. To tylko 5 godzin jazdy z Krakowa!

Eger
Piwniczki w Egerze są niezwykle nastrojowe i są ich dziesiątki. To zdecydowanie warte kilku godzin podróży z Polski. Fot. phbcz/GettyImages

Czy długa podróż samochodem może być eko? Jak to się ma do samolotów?

Często zarzuca się podróżom samochodowym nieekologiczny charakter, ale wystarczy spojrzeć na dane. Loty na krótkich i średnich europejskich dystansach generują duży ślad węglowy – najwięcej paliwa samolot spala podczas startu i lądowania. Jeśli w podróż autem wyruszą chociażby dwie lub trzy osoby, emisja CO2 w przeliczeniu na pasażera jest często znacznie niższa niż w przypadku lotu samolotem na tej samej trasie.

Wiele zależy też od tego, co mamy pod maską. Ze środowiskowego punktu widzenia zasilanie aut gazem LPG – popularnym nie tylko w Polsce, ale też we Francji, we Włoszech czy na Bałkanach – ma ogromny sens. Gaz płynny emituje średnio o 9% mniej CO2 niż klasyczna benzyna i drastycznie mniej szkodliwych tlenków azotu czy sadzy, odpowiedzialnych za smog. To stabilne chemicznie paliwo, które dla środowiska – i ostatnio szczególnie naszego portfela – stanowi wciąż jeden z najbardziej racjonalnych wyborów na długich dystansach.

Kompan na długie dystanse. Jak w europejskiej trasie radzi sobie niewielki samochód?

Na koniec słowo o samym aucie, w którym spędziłem ten podróżniczy miesiąc. Biorąc na tak długą trasę odświeżone Renault Clio (w wersji Eco-G 120) zastanawiałem się, czy auto z miejskiego segmentu – a takimi przecież wielu z nas jeździ – sprosta europejskim dystansom. Strach był. I chociaż owszem, chciałbym zmieścić do bagażnika jeszcze więcej węgierskiego wina, to jest wiele rzeczy, które mi się podobało.

Stałem się fanem fabrycznego LPG. Z powiększonym zbiornikiem gazu i bakiem benzyny samochód oferuje łączny zasięg aż do 1450 kilometrów. Więc w wielu krajach nawet nie musiałem tankować (przelicznik z dinarów nie jest najlepszy) – przez niskie spalanie sam pełen bak gazu wystarczał mi na ponad 700km jazdy. To duży spokój, a małe auto z takim silnikiem świetnie radziło sobie podczas wyprzedzania. Kompletnie nie czułem jazdy na gazie.

W Europie często przemieszczamy się autostradami i drogami szybkiego ruchu, więc przydała się też automatyczna skrzynia biegów i wszystkie „nowoczesne fanaberie” – przede wszystkim aktywny tempomat, który dodatkowo dzielnie pilnował pasa ruchu. Byłem bardziej zrelaksowany niż w samolocie. No i ta wolność, wolność, wolność…

Wsiadaj w auto i zwiedzaj

A więc da się. Nawet nie tyle da, co jest bardzo wygodnie – mi zamienienie kolejek na lotniskach na fotel kierowcy wyszło na dobre: odwiedziłem miejsca, w które na pewno bym nie doleciał, a na niektóre podróże nie musiałem planować całego dnia i przeżywać stresu związanego z pilnowaniem godzin odlotów. Dzięki rozwijającej się infrastrukturze nawet małym autem da się przemierzyć Europę – szczególnie z tak dobrze skomunikowanego kraju, jakim staje się Polska.

Źródło: National Geographic Polska

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...