Zakopują się w gorącym piasku i ćwiczą jogę z kozami. Tak wyglądają nowe podróże wellness
Podróże wellness od kilku lat zyskują na popularności, co wynika m.in. z coraz większej dbałości o zdrowie psychiczne, regenerację i ograniczanie stresu. Coraz więcej osób traktuje odpoczynek w sposób holistyczny, wybierając wyjazdy, które mają poprawić nie tylko kondycję fizyczną, ale również samopoczucie. Choć weekendy w hotelach spa czy pobyty w termach wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem, podróżni coraz częściej poszukują mniej oczywistych doświadczeń, które pozwalają spojrzeć na wellness z zupełnie innej perspektywy.

Jeszcze do niedawna wyjazd wellness kojarzył się przede wszystkim z masażami, zabiegami pielęgnacyjnymi i chwilą relaksu w hotelowej strefie spa. Dziś ten segment turystyki rozwija się znacznie szerzej. Podróżni coraz częściej wybierają miejsca i aktywności, które mają realnie wpłynąć na jakość życia, poprawić samopoczucie lub pomóc odzyskać równowagę po intensywnym czasie. W odpowiedzi na te oczekiwania branża turystyczna proponuje coraz bardziej oryginalne formy wypoczynku, udowadniając, że wellness może oznaczać znacznie więcej niż tradycyjny pobyt w spa.
Zakopani po szyję w piasku. Japoński rytuał „sunamushi”
Jednym z najbardziej niezwykłych zabiegów wellness na świecie jest sunamushi, czyli tradycyjna japońska kąpiel piaskowa. Największą popularnością cieszy się w nadmorskim mieście Ibusuki na wyspie Kiusiu, gdzie gorące źródła geotermalne od wieków naturalnie ogrzewają wulkaniczny piasek. Uczestnicy rytuału kładą się na specjalnie przygotowanym stanowisku, po czym obsługa przykrywa ich ciała ciepłym piaskiem, pozostawiając odkrytą jedynie głowę. Temperatura dochodzi do około 50°C, a sam zabieg trwa zwykle od 10 do 15 minut.
Według lokalnej tradycji pomaga to rozluźnić mięśnie, pobudzić krążenie i wspomaga naturalne oczyszczanie organizmu poprzez intensywne pocenie się. Choć naukowcy podkreślają, że wiele przypisywanych mu właściwości wymaga dalszych badań, dla odwiedzających równie ważne jest samo doświadczenie – uczucie ciężaru piasku, przyjemnego ciepła i całkowitego odcięcia od bodźców zewnętrznych.
Po zakończeniu rytuału większość osób korzysta z kąpieli w gorących źródłach onsen, dzięki czemu cały pobyt staje się połączeniem lokalnej tradycji z nowoczesnym podejściem do regeneracji. To właśnie takie doświadczenia sprawiają, że Japonia coraz częściej pojawia się na mapie podróży osób poszukujących nie tylko wypoczynku, ale również autentycznych rytuałów zakorzenionych w miejscowej kulturze.

Piwo, kakao i mleko oślicy. Spa w niecodziennym wydaniu
Współczesne wellness coraz chętniej sięga po dawne receptury i lokalne tradycje, nadając im zupełnie nowe znaczenie. We Florencji luksusowy hotel Il Salviatino proponuje rytuały inspirowane historią, w których wykorzystuje m.in. mleko oślicy – składnik kojarzony z legendarnymi kąpielami Kleopatry. Jest ono bogate w witaminy, minerały i kwasy tłuszczowe, dlatego od wieków wykorzystywane było w pielęgnacji skóry. Innym przykładem jest ceremonia kakao, podczas której aromat i właściwości ziaren mają sprzyjać wyciszeniu oraz poprawie samopoczucia. W ofercie znajdują się również zabiegi oparte na fitoterapii, terapiach kryształami czy indywidualnie dobieranych eliksirach botanicznych.
Zupełnie inny charakter mają natomiast piwne spa, szczególnie popularne w Czechach. Goście zanurzają się w drewnianych kadziach wypełnionych ciepłą wodą z dodatkiem chmielu, słodu, drożdży i ekstraktów piwnych, jednocześnie mogąc nalać sobie świeże piwo z kranu ustawionego tuż obok wanny. Choć trudno jednoznacznie potwierdzić wszystkie przypisywane takim kąpielom właściwości zdrowotne, wielu turystów wybiera je przede wszystkim dla niecodziennego doświadczenia i możliwości poznania lokalnych tradycji w zupełnie nowej odsłonie. Pokazuje to, że współczesny wellness coraz częściej opiera się na przeżyciach, których trudno doświadczyć gdziekolwiek indziej.
Joga z kozami i innymi zwierzętami. Gdy trening schodzi na drugi plan
Choć tradycyjna joga kojarzy się z ciszą i skupieniem, coraz większą popularnością cieszą się jej znacznie mniej konwencjonalne odmiany. Jedną z nich jest goat yoga, czyli joga z kozami, która narodziła się w Stanach Zjednoczonych, a dziś organizowana jest w wielu krajach Europy. Podczas zajęć niewielkie kozy swobodnie poruszają się między uczestnikami, wskakują na maty, wspinają się na plecy ćwiczących i często skutecznie utrudniają wykonanie kolejnych pozycji.
Paradoksalnie właśnie ten element nieprzewidywalności sprawił, że aktywność zdobyła popularność. Zamiast perfekcyjnego wykonywania asan liczy się śmiech, spontaniczność i kontakt ze zwierzętami, który (jak pokazują badania nad animal-assisted therapy, czyli rehabilitacji z udziałem zwierząt) może sprzyjać redukcji stresu i poprawie nastroju.
Podobne zajęcia organizowane są również z alpakami, szczeniętami czy królikami, a w niektórych miejscach nawet z osłami. Ich celem nie jest osiąganie sportowych rezultatów, lecz stworzenie przestrzeni do odpoczynku od codziennej presji i obowiązków. To właśnie dlatego coraz więcej gospodarstw agroturystycznych i ośrodków wellness włącza podobne aktywności do swojej oferty, pokazując, że regeneracja nie zawsze musi przebiegać w całkowitej ciszy i skupieniu.

Kąpiele gwiezdne zamiast leśnych. Nowy sposób na wyciszenie
Kiedyś symbolem kontaktu z naturą były przede wszystkim leśne kąpiele, dziś coraz częściej mówi się także o stargazing, czyli świadomym obserwowaniu nocnego nieba jako formie regeneracji psychicznej. W wielu miejscach świata powstają specjalne programy wellness wykorzystujące ciszę, ciemność i kontakt z kosmosem do wyciszenia organizmu. Hotele położone z dala od zanieczyszczenia światłem organizują nocne spacery z astronomami, sesje relaksacyjne pod gwiazdami czy obserwacje z profesjonalnych teleskopów.
Jednym z najbardziej znanych miejsc jest Kulmhotel Gornergrat w Szwajcarii, położony na wysokości ponad 3100 m n.p.m., gdzie działa jedno z najwyżej położonych obserwatoriów w Europie. Z kolei islandzki Hotel Rangá oferuje własne obserwatorium astronomiczne, z którego można podziwiać Drogę Mleczną, planety, a zimą także zorzę polarną.
Zwolennicy tego trendu podkreślają, że nawet kilkadziesiąt minut spędzonych pod ciemnym niebem pomaga ograniczyć przebodźcowanie, oderwać się od ekranów i odzyskać poczucie perspektywy. Nieprzypadkowo coraz więcej destynacji posiadających status Dark Sky Reserve lub Dark Sky Park zaczyna promować obserwację gwiazd jako element świadomego odpoczynku. Dla wielu podróżników możliwość zobaczenia rozgwieżdżonego nieba bez miejskich świateł staje się dziś równie ważnym przeżyciem jak zwiedzanie największych atrakcji regionu.
Źródła: Euronews
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

