Czy goryle mogłyby wychować ludzkie dziecko? Nauka rozprawia się z mitem Tarzana
Goryle tworzą silne więzi rodzinne, opiekują się młodymi, a niekiedy wspierają osierocone osobniki. Czy samica, która znalazłaby porzucone ludzkie niemowlę, potraktowałaby je jak własne? Choć taki scenariusz brzmi jak początek opowieści o Tarzanie, pozwala postawić całkiem poważne pytania o empatię zwierząt, instynkt macierzyński i granice biologii.

Spis treści:
- Samica goryla znajduje ludzkie dziecko. Co mogłaby zrobić?
- Goryle naprawdę opiekują się osieroconymi młodymi
- Ludzki noworodek ma odruch chwytny. To jednak nie wystarczy
- Największą przeszkodą byłoby karmienie
- Las byłby dla niemowlęcia śmiertelnie niebezpieczny
- Czy ludzkie dziecko mogłoby jeść to samo co goryle?
- Czy goryle mogłyby przypadkowo skrzywdzić dziecko?
- Czy goryl nauczyłby człowieka żyć jak goryl?
- Empatia goryla nie wystarczyłaby, aby uratować niemowlę
Ludzkie niemowlę pozostawione w pobliżu grupy goryli mogłoby wzbudzić zainteresowanie jej członków. Nie można wykluczyć, że samica próbowałaby je dotykać, podnosić, chronić, a nawet nosić. Nie oznacza to jednak, że doszłoby do trwałej adopcji. Tym bardziej nie ma podstaw, by zakładać, że dziecko mogłoby dorastać w lesie razem z młodymi gorylami.
Samica goryla znajduje ludzkie dziecko. Co mogłaby zrobić?
Nie istnieje udokumentowany przypadek, w którym dziki goryl znalazł ludzkiego noworodka i próbował go wychować. Każda odpowiedź musi więc pozostać naukowo uzasadnioną hipotezą, a nie opisem przewidywalnego zachowania.
Goryle nizinne i inne gatunki goryli nie są jednak bezwzględnymi olbrzymami znanymi z dawnych filmów. To społeczne małpy człekokształtne, które tworzą długotrwałe relacje, reagują na emocje innych osobników i przez wiele lat opiekują się potomstwem. Samice karmią, przenoszą, chronią i uczą swoje młode. W opiekę społeczną mogą włączać się również inni członkowie grupy.
Najbardziej znany przykład delikatnego zachowania goryla wobec ludzkiego dziecka wydarzył się w 1996 roku w Brookfield Zoo pod Chicago. Trzyletni chłopiec spadł z dużej wysokości na wybieg goryli. Ośmioletnia samica Binti Jua podeszła do nieprzytomnego dziecka, podniosła je i przeniosła w pobliże wejścia dla opiekunów. Brookfield Zoo do dziś wymienia to wydarzenie jako jeden z najważniejszych momentów w swojej historii.
Zachowanie Binti Jua pokazuje, że goryl może potraktować małego człowieka ostrożnie i opiekuńczo. Nie dowodzi jednak, że dzika samica uznałaby ludzkie niemowlę za własne. Binti wychowywała się pod opieką ludzi, była przyzwyczajona do ich obecności, a całe zdarzenie trwało krótko. Doraźne przeniesienie dziecka w bezpieczne miejsce nie jest tym samym, co jego karmienie i wielomiesięczna opieka.
Reakcja dzikiego goryla zależałaby prawdopodobnie od wielu czynników: płci i wieku zwierzęcia, wcześniejszych doświadczeń, obecności własnego potomstwa, etapu cyklu rozrodczego, zachowania pozostałych członków grupy oraz sposobu, w jaki niemowlę płakałoby i poruszało się. Ciekawość lub troska byłyby możliwe. Pełna adopcja – znacznie mniej pewna.
Goryle naprawdę opiekują się osieroconymi młodymi
Badania nad gorylami górskimi pokazują, że po utracie matki młode nie zawsze pozostają bez opieki. Analiza długoterminowych obserwacji wykazała, że sieroty zacieśniały relacje z innymi członkami grupy, zwłaszcza z dominującymi samcami oraz osobnikami w podobnym wieku. Badacze nie stwierdzili u nich wyraźnie gorszych szans przeżycia ani późniejszego rozrodu niż u goryli, które nie straciły matki.
Nie oznacza to, że każdy osierocony noworodek zostaje formalnie „adoptowany” przez konkretną samicę. W społeczności goryli część funkcji matki może jednak przejąć cała grupa. Młode otrzymuje ochronę, kontakt społeczny, możliwość zabawy i dostęp do doświadczonych dorosłych. U goryli obserwowano również noszenie martwych młodych przez matki, a nawet przez niespokrewnione samice. Takie zachowania mogą być skutkiem silnej więzi, utrzymującej się reakcji opiekuńczej albo doświadczenia zdobywanego przez młode samice.
Świadczy to o niezwykle silnych mechanizmach opieki. Nie można jednak automatycznie zakładać, że zostałyby one uruchomione w takim samym stopniu przez widok przedstawiciela innego gatunku.
Ludzki noworodek ma odruch chwytny. To jednak nie wystarczy
Popularna odpowiedź na pytanie o dziecko wśród goryli głosi, że niemowlę nie przeżyłoby, ponieważ nie potrafiłoby trzymać się futra przybranej matki. Jest w tym część prawdy, ale twierdzenie, że człowiekowi brakuje odpowiedniego odruchu, jest nieprecyzyjne.
Ludzkie noworodki mają dłoniowy odruch chwytny. Dotknięcie wnętrza dłoni powoduje automatyczne zaciśnięcie palców. Jest to zachowanie obecne od urodzenia i uznawane za ewolucyjną pozostałość po przodkach, których młode mogły aktywnie przytrzymywać się ciała matki. Problem polega na tym, że współczesne ludzkie dziecko nie jest przystosowane do samodzielnego transportu na ciele rodzica. Odruchowe zaciśnięcie dłoni nie zapewnia wystarczającej siły, koordynacji i wytrzymałości, aby przez długi czas utrzymywać cały ciężar ciała na poruszającym się zwierzęciu.
Młode goryle także nie stają się od razu całkowicie samodzielnymi pasażerami. Matka podpiera noworodka, przytrzymuje go ramieniem i dostosowuje sposób poruszania się. Wraz z rozwojem młode coraz sprawniej przywiera do jej brzucha, a następnie przemieszcza się na grzbiet.
Badania biomechaniczne wskazują, że sposób przenoszenia młodych u małp człekokształtnych zależy zarówno od siły chwytu, jak i od właściwości sierści, wielkości ciała oraz sposobu lokomocji danego gatunku. Samice goryli potrafią poruszać się, podtrzymując młode jedną ręką. Obserwacje matki bliźniąt pokazały jednak, jak wymagające jest to zadanie. Samica Isaro nosiła początkowo oboje młodych przy piersi, używając podczas chodu tylko jednej ręki. Gdy młode rosły, musiała zmieniać ich położenie, chodzić przez krótki czas na dwóch nogach albo zachęcać jedno z nich do samodzielnego trzymania się jej grzbietu.
Ludzkie niemowlę wymagałoby więc niemal nieustannego podtrzymywania. Ograniczałoby to samicy możliwość przemieszczania się, zdobywania pokarmu, wspinania, obrony oraz budowy nocnego gniazda. Nie oznacza to, że upuściłaby dziecko po kilku minutach. Mogłaby przez pewien czas je nieść. W perspektywie kolejnych dni brak odpowiedniego chwytu stałby się jednak poważnym problemem.
Największą przeszkodą byłoby karmienie
Nawet najbardziej troskliwa samica nie mogłaby uratować noworodka, gdyby nie była w okresie laktacji. Brak mleka szybko doprowadziłby do odwodnienia i śmierci. Jeżeli samica właśnie karmiłaby własne młode albo niedawno je straciła, teoretycznie mogłaby produkować mleko. Nadal nie wiadomo jednak, czy dopuściłaby ludzkie dziecko do piersi i czy niemowlę potrafiłoby skutecznie się przystawić.
Ewolucja człowieka potwierdza, że ludzie i goryle są blisko spokrewnieni, ale ich mleko nie jest identyczne. Mleko naczelnych jest na ogół stosunkowo rozcieńczone, zawiera dużo wody i węglowodanów oraz mniej tłuszczu i białka niż mleko wielu innych ssaków. Poszczególne gatunki znacznie różnią się jednak składem cukrów, składników odpornościowych i mikroorganizmów. Badania wykazały między innymi istotne różnice między mlekiem człowieka i goryla w liczbie oraz strukturze oligosacharydów, które wpływają na rozwój mikrobiomu i ochronę przed infekcjami.
Nie pozwala to przesądzić, że mleko goryla byłoby dla człowieka natychmiast toksyczne. Prawdopodobnie mogłoby przez pewien czas dostarczać energii i płynów. Nie wiadomo jednak, czy zapewniłoby ludzkiemu niemowlęciu właściwe proporcje składników odżywczych i ochronnych.
Dodatkowym problemem byłaby konkurencja z własnym młodym samicy. Wychowanie nawet bliźniąt stanowi dla gorylic ogromne obciążenie. Urodzenie jednego młodego jest normą, a opieka oraz karmienie trwają przez kilka lat. Młode goryle są zwykle odstawiane od piersi dopiero w wieku około 3–4 lat. Samica mogłaby zatem nie być fizjologicznie zdolna do wykarmienia jednocześnie swojego potomstwa i ludzkiego dziecka.

Las byłby dla niemowlęcia śmiertelnie niebezpieczny
Ludzkie niemowlęta są wyjątkowo niesamodzielne. Nie potrafią regulować temperatury ciała równie skutecznie jak dorośli, nie mogą zmienić miejsca pobytu, ukryć się przed deszczem ani odsunąć od owadów. W naturze ich przeżycie zależy od stałej opieki dorosłego.
Samica goryla zapewnia swojemu młodemu ciepło i ochronę, ale młode goryla jest przystosowane do lokalnego klimatu, kontaktu z podłożem i sposobu przemieszczania się grupy. Ludzkie dziecko miałoby inną budowę ciała, cieńszą warstwę owłosienia oraz odmienną podatność na wychłodzenie i uszkodzenia skóry.
Dużym zagrożeniem byłyby także infekcje międzygatunkowe. Ludzie i goryle są na tyle blisko spokrewnieni, że mogą przekazywać sobie część patogenów układu oddechowego i pokarmowego. Z tego powodu osoby obserwujące dzikie goryle muszą zachowywać dystans, a podczas niektórych spotkań stosuje się dodatkowe środki ostrożności.
Dla organizmu noworodka kontakt z mikroorganizmami występującymi w ślinie, odchodach, sierści i otoczeniu goryli mógłby mieć poważne konsekwencje. Niektóre drobnoustroje byłyby dla niego obce, a niedojrzały układ odpornościowy miałby ograniczone możliwości obrony.
Czy ludzkie dziecko mogłoby jeść to samo co goryle?
W pierwszych miesiącach życia dieta roślinna nie miałaby znaczenia, ponieważ niemowlę potrzebowałoby przede wszystkim mleka. Problem pojawiłby się później, podczas rozszerzania jadłospisu. Goryle górskie jedzą głównie liście, łodygi, pędy, korzenie, korę i części roślin zielnych. W diecie mogą pojawiać się również owoce, grzyby i niewielkie ilości bezkręgowców.
Ich układ pokarmowy jest przystosowany do wykorzystywania dużych ilości włóknistego pokarmu. Mikroorganizmy jelitowe pomagają im fermentować składniki roślin, z których człowiek pozyskuje znacznie mniej energii.
Ludzkie dziecko nie mogłoby po odstawieniu od mleka po prostu przejść na liście i łodygi. Potrzebowałoby wysokokalorycznych, łatwych do przeżucia i strawienia produktów, zapewniających odpowiednią ilość tłuszczu, białka i mikroelementów. Nawet gdyby na obszarze życia grupy występowały jadalne dla człowieka owoce, małe dziecko nie wiedziałoby, które rośliny może jeść. Gorylica również nie musiałaby rozumieć, że jej podopieczny ma inne potrzeby żywieniowe niż młody przedstawiciel jej gatunku.
Czy goryle mogłyby przypadkowo skrzywdzić dziecko?
Dorosły goryl dysponuje ogromną siłą, lecz nie oznacza to, że wobec młodych zachowuje się brutalnie. Matki potrafią manipulować noworodkami bardzo delikatnie, a srebrnogrzbiete samce bywają cierpliwymi partnerami zabaw i ważnymi opiekunami społecznymi. Mimo to ludzkie dziecko nie rozumiałoby sygnałów wysyłanych przez goryle i reagowałoby inaczej niż ich młode. Nie potrafiłoby właściwie przywierać do ciała, przyjmować oczekiwanych pozycji ani uciekać podczas napięcia w grupie.
Zwykłe przesunięcie, pociągnięcie, nadepnięcie lub zbyt mocny chwyt mogłyby spowodować poważny uraz. Zagrożeniem byłyby też gwałtowne konflikty między dorosłymi, szarże, zmiany miejsca pobytu oraz spotkania z obcymi samcami. Ryzyko przypadkowego zranienia byłoby wysokie, choć nie należy przedstawiać go jako pewnego zmiażdżenia dziecka przez agresywne małpy.
Czy goryl nauczyłby człowieka żyć jak goryl?
Załóżmy skrajnie mało prawdopodobny scenariusz: samica przyjmuje dziecko, produkuje mleko, skutecznie je karmi i chroni przez pierwsze lata. Czy mały człowiek mógłby nauczyć się funkcjonować w grupie?
Częściowo zapewne tak. Dzieci niezwykle intensywnie uczą się przez obserwację i naśladowanie. Mogłyby przyswajać gesty, sposoby poruszania się, sygnały ostrzegawcze oraz reguły społeczne grupy. Nie stałyby się jednak gorylami. Budowa ludzkiego ciała narzuca inne możliwości. Człowiek ma krótsze ręce, słabszą górną część ciała, inne stopy, mniej owłosienia i układ pokarmowy nieprzystosowany do diety goryli.
Najpoważniejsze skutki dotyczyłyby rozwoju psychicznego i językowego. Ludzki mózg potrzebuje kontaktu z językiem w pierwszych latach życia. Dziecko pozbawione ludzkiej mowy nie rozwinęłoby jej w normalny sposób, nawet gdyby nauczyło się rozpoznawać część odgłosów i gestów goryli. Nie byłoby więc człowiekiem wychowanym „jak goryl” w romantycznym sensie. Byłoby dzieckiem cierpiącym z powodu głębokiej deprywacji społecznej i braku warunków niezbędnych do prawidłowego rozwoju.
Empatia goryla nie wystarczyłaby, aby uratować niemowlę
Czy samica goryla mogłaby podnieść porzucone ludzkie niemowlę i próbować je chronić? Takiego zachowania nie można wykluczyć. Udokumentowane obserwacje pokazują, że goryle potrafią być delikatne wobec dzieci, tworzą silne więzi opiekuńcze i wspierają osieroconych członków swoich grup.
Nie można jednak twierdzić, że samica niemal na pewno adoptowałaby człowieka. Jeszcze mniej prawdopodobne byłoby jego długotrwałe przeżycie. Nie zadecydowałby o tym jeden brakujący odruch, lecz cały splot biologicznych barier: problemy z transportem, brak odpowiedniego pokarmu, możliwość odwodnienia, wychłodzenie, infekcje, urazy, odmienny rozwój ruchowy oraz potrzeba kontaktu z ludzkim językiem i kulturą.
Gorylica mogłaby okazać dziecku troskę. Nie byłaby jednak w stanie zapewnić mu tego, czego potrzebuje rozwijający się człowiek. Historia o Tarzanie pozostaje więc fascynującą opowieścią – ale nie realistycznym scenariuszem biologicznym.
Źródła:
- Morrison R.E. i in., Social groups buffer maternal loss in mountain gorillas, eLife, 2021
- Amaral L.Q., Mechanical analysis of infant carrying in hominoids, Naturwissenschaften, 2008
- Dian Fossey Gorilla Fund, materiały dotyczące rozwoju, noszenia i opieki nad młodymi goryli
- Brookfield Zoo Chicago, historia zdarzenia z udziałem Binti Jua w 1996 roku
Nasz ekspert
Łukasz Załuski
Od ponad 20 lat opowiada o świecie – jego historii, nauce i miejscach, do których warto wyruszyć z otwartą głową. Jest redaktorem naczelnym „National Geographic Polska” oraz National-Geographic.pl. Wcześniej kierował m.in. „Focusem”, „Focusem Historia” czy „Sekretami Nauki”, konsekwentnie rozwijając tematykę popularnonaukową i podróżniczą. Jest inicjatorem projektu pierwszej naukowej rekonstrukcji wizerunków władców z dynastii Jagiellonów. Po godzinach miłośnik gimnastyki sportowej, książek kryminalnych i europejskich stolic.

