Reklama

W głębokich partiach Bałtyku znajdują się rozległe obszary, w których tlenu jest tak mało, że większość zwierząt zmuszona jest do ucieczki. Przyjmuje się, że minimalną granicą jest około 2 ml tlenu na litr wody. W 2019 roku obszar dotknięty podobnym niedoborem obejmował około 82 tysiące kilometrów kwadratowych.

Bałtyk żyje

Określenie „martwe morze” jest wyraźnie przesadzone – mówi dr hab. Karol Kuliński z Instytutu Oceanologii PAN. W powierzchniowej warstwie morza życie funkcjonuje normalnie. – Problem zaczyna się głębiej, przede wszystkim przy dnie – przekonuje badacz.

To stamtąd zwierzęta potrzebujące tlenu znikają pierwsze. W warunkach całkowitego jego braku mogą przetrwać przede wszystkim mikroorganizmy. W niektórych miejscach pojawia się także siarkowodór, będący oznaką całkowitego wyczerpania tlenu. Dotyczy to przede wszystkim głębokich części południowego i centralnego Bałtyku.

Dno bez tlenu

Bałtyk jest morzem słonawym. Przy powierzchni woda jest lżejsza, a głębiej bardziej słona i cięższa. Pomiędzy nimi powstaje haloklina, czyli warstwa utrudniająca mieszanie. W głębinach tlen zużywany przez rozkładającą się materię organiczną nie jest więc łatwo uzupełniany z powierzchni.

Strefy pozbawione tlenu w Bałtyku
Minimalny zasięg stref pozbawionych tlenu w Bałtyku w maju 2015 roku. Ciemnoniebieski oznacza obszary z siarkowodorem, czyli całkowicie pozbawione tlenu, a jasnoniebieski miejsca, w których stężenie tlenu spadło poniżej 2 ml/l / ryc. HELCOM

Taki mechanizm istniał w Bałtyku naturalnie, a ingerencja człowieka znacząco zwiększyła jego skalę. Skala zmiany jest dobrze widoczna w danych historycznych. Badania obejmujące ostatnie stulecie pokazują, że obszar hipoksji (braku tlenu) w Bałtyku zwiększył się z kilku tysięcy kilometrów kwadratowych do ponad 60 tysięcy. Wpływ na ten proces miały przede wszystkim działalność człowieka i zmiany warunków fizycznych morza.

Morze ma długą pamięć

Przez dziesięciolecia do Bałtyku trafiały duże ilości azotu i fosforu, co zwiększało jego produktywność i liczbę zakwitów. Więcej materii organicznej trafiało później na dno, a jej rozkład zużywał tlen. W ten sposób człowiek znacznie powiększył obszary, w których tego tlenu zaczęło brakować.

Dziś dopływ biogenów z lądu jest znacznie mniejszy. Państwa regionu bałtyckiego usprawniły oczyszczanie ścieków. Zmieniło się także rolnictwo, dzięki czemu ograniczyliśmy dopływ azotu i fosforu – tłumaczy dr Kuliński.

Państwa nadbałtyckie współpracują też przy dalszym ograniczaniu dopływu substancji odżywczych. Na efekt będzie trzeba jednak poczekać. Bałtyk reaguje na zmiany bardzo wolno, a jego czas odpowiedzi liczony jest w dziesięcioleciach.

Dlatego większa kontrola nad tym, co trafia do morza w wyniku ingerencji człowieka, nie oznacza jeszcze szybkiej poprawy tego, co dzieje się na jego dnie. Morze nadal bowiem reaguje na to, jak było traktowane przez poprzednie dekady.

Tlen przychodzi z zachodu

Jest jeszcze jeden sposób, w jaki głębokie partie Bałtyku mogą otrzymywać tlen. Pomoc przychodzi z zachodu, prosto z Morza Północnego. Przez duńskie cieśniny masy wody mogą przedostać się do naszego morza i opaść do jego głębszych basenów.

Podobne zdarzenia nie zdarzają się jednak często. Jeden z największych ostatnich takich napływów miał miejsce w grudniu 2014 roku, kiedy do Bałtyku wpłynęło około 198 km³ słonej, dobrze natlenionej wody. Był to jeden z największych napływów w historii pomiarów.

To jednak nie rozwiązuje problemu na stałe. Tlen jest stopniowo zużywany. Jeśli nie nadejdzie kolejny duży napływ, głębokie partie morza ponownie zaczynają się odtleniać.

Chcesz znaleźć więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz autor

Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.  
Kuba Stasiak
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...