Ta dziwaczna skamieniałość okazała się owadem o 24 nogach. Nauka przegapiała go przez dekady
Wszyscy uczyliśmy się na lekcjach biologii, że owady mają dokładnie sześć nóg. Tymczasem najnowsze analizy skamieniałości sprzed 324 milionów lat pokazały nam, że to guzik prawda – istnieje prehistoryczny insekt, który miał ich aż… 24. Co więcej, ten ewolucyjny „brakujący element” leżał w szufladach paleontologów przez blisko 40 lat i był błędnie klasyfikowany jako pospolity skorupiak. Potwarz!

Wyjście zwierząt z oceanów na ląd to jeden z najważniejszych momentów w historii naszej planety. W przypadku owadów (dziś najliczniejszej grupy zwierząt na Ziemi) paleontolodzy od lat mierzyli się z tzw. luką sześcionogów (ang. hexapod gap). Była to trwająca kilkadziesiąt milionów lat wyrwa w zapisie kopalnym, która uniemożliwiała zrozumienie, w jaki sposób i kiedy dokładnie morskie stworzenia przeobraziły się w lądowe insekty. Odkrycie opublikowane właśnie w prestiżowym czasopiśmie „Nature” wreszcie rozwiązuje tę tajemnicę. Ale skąd aż 24 nogi?
Ten błąd kosztował naukę 40 lat
Historia niezwykłego przeoczenia zaczyna się w 1985 roku. To wtedy w formacji skalnej w zachodnim Teksasie odnaleziono szczątki prehistorycznego stworzenia z wczesnego karbonu. Ponieważ skamieniałość była zaledwie ciemnym odciskiem na równie ciemnej skale, naukowcy uznali ją za młodego osobnika Tesnusocaris goldichi – wymarłego skorupiaka spokrewnionego z dzisiejszymi krewetkami.
Dopiero niedawno krnąbrni badacze postanowili to zweryfikować. Wykorzystując obrazowanie w świetle spolaryzowanym krzyżowo – technikę, która redukuje odblaski i drastycznie uwydatnia mikroskopijne detale – naukowcy spojrzeli na znalezisko z Teksasu na nowo. Odkryli, że to nieznany wcześniej gatunek wczesnego owada, którego oficjalnie nazwano Chosha praecursor.
Ziemnowodny tryb życia i 24 odnóża
Choć stworzenie posiada pewne cechy typowe dla dzisiejszych owadów (m.in. specyficzną budowę głowy i czułków), wyróżnia się łamiącą współczesne reguły anatomią. Zamiast standardowych sześciu nóg, Chosha praecursor posiadał dziesiątki przypominających wiosła odnóży osadzonych na odwłoku do złudzenia przypominającym odwłok skorupiaka.
Co to oznacza w praktyce? Nietypowe, przypominające skrzela przydatki brzuszne sugerują, że ten wczesny owad prowadził ziemnowodny tryb życia. Najprawdopodobniej egzystował w strefach przybrzeżnych i na prehistorycznych bagnach, żywiąc się martwą materią roślinną. Płynnie poruszał się zarówno w wodzie, jak i na lądzie, kładąc podwaliny pod kolonizację kontynentów przez zwierzęta.
Ile nóg mają dzisiejsze owady?
Z biologicznego punktu widzenia owady należą do podtypu sześcionogów (Hexapoda), co oznacza, że ich główną cechą rozpoznawczą są dokładnie trzy pary odnóży. Od tej żelaznej reguły zdarzają się dziś w przyrodzie jedynie drobne wyjątki – na przykład u niektórych motyli (tzw. rusałkowatych) przednie nogi uległy silnemu uwstecznieniu, przez co pozornie poruszają się one tylko na czterech. Odkrycie gatunku, który ten ewolucyjny schemat mnoży aż czterokrotnie, wprawiło naukowców w tak ogromne osłupienie.
Brakujące ogniwo ewolucji odnalezione
Ziemnowodny tryb życia Chosha praecursor jest kolejnym dowodem na to, że owady nie „wyszły na ląd” z dnia na dzień. Przejście od morskich skorupiaków do w pełni lądowych insektów było stopniowym ewolucyjnym procesem. W ramach tego samego badania naukowcy przeanalizowali również inne, dotąd problematyczne skamieniałości – zarówno okaz pochodzący z okresu dewonu, jak i nieco młodsze okazy z karbonu, odnalezione na słynnym amerykańskim stanowisku paleontologicznym Mazon Creek. Zrewidowane dane udowadniają, że u zarania swoich dziejów prehistoryczne, bezskrzydłe owady cechowały się ogromną różnorodnością budowy ciała. Dzisiaj jest trochę inaczej.
Uznanie tych stworzeń za najstarszych przedstawicieli owadów zamyka wreszcie frustrującą lukę w zapisie kopalnym i po raz pierwszy tak skutecznie godzi tradycyjne dane paleontologiczne z genetycznymi modelami ewolucji (tzw. zegarem molekularnym). Jak widać, najważniejsze odpowiedzi na pytania o naszą przeszłość często znajdują się już w naszych rękach – wymagają jedynie spojrzenia na nie w odpowiednim świetle.
Źródło: Nature
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

