• Sklep
  • Newsletter
  • Cuda Polski
  • Wielki Konkurs Fotograficzny
  • Trendbook Podróżniczy
  • Polecane
national_geographic
national_geographic
national_geographic
  • NATIONAL GEOGRAPHIC
      • Nauka
      • Ludzie
      • Technologia
      • Przyroda
      • Historia
      • Kosmos
      • Fotografia
      • Lifestyle
  • TRAVELER
      • Kierunki
      • Adventure
      • Porady
      • Test Travelera
      • Smaki świata
  • PODCASTY
  • Sklep
  • Newsletter
  • Cuda Polski
  • Wielki Konkurs Fotograficzny
  • Trendbook Podróżniczy
  • Polecane

Wciśnij Enter lub kliknij lupę, aby wyszukać

player placeholder
  1. Strona główna
  2. Traveler
  3. Kierunki
  4. San Francisco: miasto miłości, sacrum i profanum

San Francisco: miasto miłości, sacrum i profanum

Co potrafi wydarzyć się w drodze na naleśniki? Okazuje się, że można zostać świętą i natknąć się na lodowego penisa. Jeden dzień z pobytu w San Francisco

shutterstock_118203955
Ula Chylaszek
Opublikowano: 21.02.2018, 11:00
Obserwuj nas w Google

Galeria (7 zdjęcia)

1 / 7
shutterstock_160968266

Ruszyłam więc w stronę znanej mi Folsom Street, która kojarzyła mi się nieodłącznie z wielkimi naleśnikami z bananami. Porcja serwowana bardzo dużym Amerykanom spokojnie starczała dla dwóch osób  innej narodowości.  Od cieknącej po policzku śliny uchroniły mnie intrygujące dźwięki, których nie dało się zignorować. Nastawiłam uszu niczym kocur na polowaniu i już wiedziałam, co się święci. Gospel. Z okien 1. piętra jednej z kamienic wypływały radosne śpiewy i klaskanie w dłonie.  Unosiły się ponad całą okolicą przypominając wszystkim wiernym i niewiernym, że „dziś niedziela”. Tembr głosu niektórych śpiewaków mógłby kruszyć mury. Aż dziw, że ta kamienica jeszcze stała. Skuszona perspektywą śpiewanego poranka weszłam na górę. Nie byłam jedyną osobą, którą przywiodła czysta ciekawość. Obszerna sala z wysokim sufitem przepełniona była mieszanką wierno-niewierno-ciekawskich miejscowych oraz turystów. 

Fot. Shutterstock

2 / 7
shutterstock_175626272

Kościołem bym tego nie nazwała. Takie niezależne, jedno z wielu, zgromadzenie w słusznym celu. Zgromadzenie, którego nazwy nie dane mi było zapamiętać, zachęcało gorliwie do współudziału, zarówno duchowego jak i finansowego (a jakże! bez niego by przecież nie istniało). Zachęcało tak bardzo, że każdy mógł wejść na salę i przyłączyć się do nabożeństwa choćby na chwilę. A nuż jakaś duszyczka zasili szeregi zgromadzenia. Kilkoro najbardziej żwawych i zorganizowanych przedstawicieli grupy sterowało ruchem w sali i przed wejściem, tak aby nie tworzył się zator. - Chcesz wejść? Proszę. Chcesz wyjść? Też w porządku. Na tym etapie nikt nikogo do niczego nie zmusza. Cokolwiek by się stało, ty trwasz w przekonaniu, ze jesteś tu z własnej woli. Zastanawiam się czy na dalszych etapach wtajemniczenia jest równie niezobowiązująco. Nie zaryzykowałam głębszego (niż pozwala mi na to ciekawość świata) zaangażowania, aby to sprawdzić. Usiadłam obok jakiejś wielodzietnej rodziny i od razu dałam się ponieść. A śniadanie, no cóż, strawa dla ducha wydała mi się w tamtej chwili ważniejsza. Ławki podskakiwały pod ciałami podrygujących słuchaczy. Na hasło „chwyćmy się za ręce” wszystkie dłonie zaczęły się szukać nawzajem. Nawet moją, choć żadnej specjalnie nie szukałam, odnalazła jakaś obca. Poczułam, że gram w amerykańskim filmie, w którym wszyscy przekonują, że najważniejsza na świcie jest wspólnota. Zrobiło się wzniośle, pompatycznie i tak na wskroś amerykańsko. 

Fot. Shutterstock

3 / 7
golden-gate-bridge-1081782_1280

Chwila przerwy. Przemówienie rozpoczął młody czarnoskóry chłopak. Zaczął spokojnie, jego głos się podnosił wprost proporcjonalnie do upływu czasu. Po niespełna dziesięciu minutach zachwalania ofiarności koleżanki ze zgromadzenia, która odwiedziła go kiedyś w szpitalu, już prawie krzyczał. W międzyczasie: poruszenie na sali. Współczujące potakiwania i brawa. Wielkie brawa! Nie jestem przyzwyczajona do wywnętrzania się przed ołtarzem, a już na pewno nie na forum. Drobny, ale jednak kamyczek do ogródka różnic międzykulturowych. Chłopak zszedł ze sceny, a jego miejsce zajęła posiadaczka najpiękniejszego głosu, jaki w życiu słyszałam. Nie widząc jej z początku, a jedynie słysząc, malowałam w głowie obraz tęgawej Afroamerykanki. Przecież tylko one mają takie głosy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy z tłumu chórzystów zajmujących całą scenę wyłowiłam wokalistkę; filigranową jasną blondynkę w dżinsowej kurtce. Jej śpiew wypełniał całą salę, przenikał przez ściany i moje ciało. Podrażniał każdy mięsień, każdą kość. Zapierał mi dech w piersi i zmoczył oczy. Poczułam, że znikam na chwilę, zostawiam ciało i duchem wracam do dzieciństwa, kiedy to w wieku kilku lat rozpłakałam się rzewnie na dźwięk utworu „Bielszy odcień bieli” zespołu Procol Harum, granego przez moją siostrę na pianinie. Tylko muzyka potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu. Dobrze, że ta muzyka była głośna, bo mój lekceważony w ostatnich kilku kwadransach żołądek burczał już okrutnie. Brzuch chciał wyjść. Serce chciało zostać. Posłuchałam brzucha. Wyszłam więc.

Fot. Pixabay

4 / 7
Screen Shot 2016-05-31 at 16

Screen Shot 2016-05-31 at 16

Kiedy już dotarłam tam, dokąd zmierzałam, ulica Folsom chwyciła mnie w swoje szpony i już wiedziałam, że nieprędko się z nich wyrwę. Zresztą nie chciałam. Ogromna ilość ludzi sugerowała, że warto tam było zostać. Z początku nie wiedziałam czemu, ale szybko to zrozumiałam. Z uśmiechem przyklejonym do twarzy sunęłam wzdłuż jezdni (wyłączonej na ten czas z ruchu drogowego) oślepiana raz po raz bielą czyjegoś nagiego pośladka. Fakt, było gorąco, ale żeby od razu się tak do rosołu rozbierać? To nie z gorąca, oczywiście. Zanim poznałam prawdziwy powód zdążyłam się solidnie napatrzeć. Po mojej lewej pan z psem na smyczy. W roli psa -  kolega pana. Jakby samego słońca mało było, dodatkowy blask strzelił prosto w moje oczy. Grupa mężczyzn przepasanych jedynie skórzanymi szelkami, migotała metalowymi ćwiekami na cztery strony świata.  Wchłonięta przez wszechogarniającą atmosferę radości i wolności zrozumiałam wreszcie o co chodzi. 

Fot. Wikimedia Commons

5 / 7
Screen Shot 2016-05-31 at 16

Screen Shot 2016-05-31 at 16

Zatrzymała wzrok na dużym transparencie „Folsom Street Fair”. Festiwal jest niczym innym, jak corocznym świętem BDSM i wszelkich subkultur z tym związanych. Dla niewtajemniczonych: skrót BDSM można odszyfrować tak: B&D - bondage & discipline (niewola i dyscyplina), D&S - domination & submission (dominacja i uległość), S&M - sadism & masochism (tłumaczenie zbędne). Impreza zaplanowana była na całe popołudnie oraz wieczór i mimo, że na zegarze była dopiero dwunasta, już ciężko było się dopchać do niektórych stanowisk. Na własne życzenie można było dać się związać, oklepać po pośladkach, wybiczować aż do krwi, przekłuć różnie umiejscowionym piercingiem, wytarmosić, wymęczyć, okaleczyć i doprowadzić do wątpliwej jakości ekstazy. Chętnych nie brakowało. Ładna brunetka w różowych majtkach i z krzyżykami z czarnej taśmy na sutkach, stała pokornie z rozciągniętymi na sznurach ramionami, wiązana dodatkowo w okolicach miednicy, niczym szynka, przez rosłego mężczyznę. Może i wyglądało to ciut boleśnie, ale przecież o to w tym chodzi. Brunetka była zachwycona.

Fot. Pixabay

6 / 7
Screen Shot 2016-05-31 at 16

Screen Shot 2016-05-31 at 16

Przy stanowisku obok prezentował się jeszcze lepszy zawodnik. Krew. Krew strumieniami. Gęsia skórka przeszyła moje ciało, kiedy zobaczyłam, jak ochotnik cierpliwie czeka aż mistrz ceremonii wbije mu w skórę ostatni haczyk. Nie uśmiechał się, ale coś mi mówiło, że sprawiało mu to nieziemską przyjemność. Od razu pomyślałam o ofiarnych męczennikach filipińskich, którzy w Wielki Piątek dają się ukrzyżować z własnej woli, albo o Malezyjczykach, którzy podczas święta Thaipusam przebijają się w imię religii kolcami i hakami. Kto by pomyślał, że tak skrajne środowiska jak wyzwoleni seksualnie Amerykanie i gorliwie wierzący hinduiści, mają w gruncie rzeczy takie same potrzeby? A propos religii. Jednak wyłuskałam z tłumu kogoś, kto do niego nie pasował. Gdzieś spomiędzy kolorowych lateksów, falban i skórzanych kombinezonów wypłynął on - zupełnie nie pasujący do reszty człowiek, ubrany wyjątkowo nieprzyzwoicie, jak tę okoliczność. Miał długie spodnie i zwykłą kurtkę zasłaniające prawie każdy fragment jego ciała. Do tego czapka z daszkiem i lekko zbłąkane spojrzenie. Może nie byłoby w tym człowieku nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w ręku trzymał niczym zwycięski proporzec, żółty transparent z optymistycznym hasłem: „Jesus Christ loves you”. Najwyraźniej próbował nawrócić dziki tłum. Zupełnie niepotrzebnie. Wyglądali przecież na „kochanych przez Jezusa”. W każdym z nich było więcej miłości niż w tym smutnym człowieku z transparentem. 

Fot. Pixabay

7 / 7
Screen Shot 2016-05-31 at 16

Screen Shot 2016-05-31 at 16

Nieco dalej, przed knajpo-pralnią, natknęłam się na... lodowy penis. Ot taka rzeźba. Lodowy członek nie miał zbyt wielkich szans na to, żeby się przetrwać, zważywszy zarówno na upał jak i na gapiów – macantów. Nie pomogła kartka z ostrzeżeniem „do not touch”. Zachwyceni przechodnie kładli na nim swoje ciepłe dłonie i przyklejali języki. Udało mi się w końcu coś zjeść, choć śniadaniem bym tego nie nazwała, bo było już po południu. Dzień, którego nie było w planach, miałam wrócić do San Franciso dzień później, okazał się wisienką na torcie całego pobytu w San Francisco. Wypijmy toast za zdrowie przypadków, które chodzą po ludziach; niechaj nigdy nie przestają! Dzięki nim jednego dnia miałam okazję wkroczyć do dwóch jakże różnych światów: sacrum i profanum. Funkcjonujących jednocześnie obok siebie, równolegle, wręcz zgodnie, nie wchodzących sobie nawzajem w rachubę. Tu miłość i tu miłość. A ta jak widać, niejedno ma imię.

Niektóre z odnośników znajdujących się powyżej to linki afiliacyjne. Kliknięcie na nie pozwoli Ci bezpłatnie zapoznać się ofertą konkretnego produktu lub usługi i jednocześnie może wspomóc rozwój naszej redakcji.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

podróże stany zjednoczone ludzie san francisco gospel
Zobacz także
Amerykańskie linie szturmują Europę
Kierunki
Amerykańskie linie szturmują Europę. 20 nowych połączeń ułatwi podróże za ocean
Buchara, Uzbekistan
Kierunki
Jeszcze kilka lat temu wybierali go nieliczni. Dziś ten kraj Jedwabnego Szlaku przeżywa prawdziwy turystyczny boom
Podgorica, Czarnogóra
Kierunki
Jeszcze niedawno pozostawał w cieniu. Dziś ten bałkański kierunek coraz mocniej przyciąga Polaków
Mural z Ignacym Łukasiewiczem na budynku Muze
Kierunki
Byłem na Festiwalu Światła w Gorlicach. Poznałem tu historię wyjątkowych miejsc i niezwykłych ludzi
Muzeum 9/11 w Nowym Jorku
Kierunki
Odwiedziłam muzeum 11 września. Nie mogłam powstrzymać łez przez to, co tam usłyszałam
Jezioro Ontario
Kierunki
Donald Trump ogłasza powstanie Jeziora Ameryka. Sąsiedzi stanowczo zaprotestowali
gdańsk lotnisko
Kierunki
Papierosy, alkohol i… przyklejone uszy. Interwencje na polskich lotniskach i w samolotach
Kłomino niegdyś tętniło życiem
Kierunki
Niegdyś tętniło życiem. Dziś to opuszczone miasto przypomina obraz po apokalipsie
półwysep Chalkidiki
Kierunki
Dokąd Polacy wyjadą na sierpniówkę? Te kierunki cieszą się największym zainteresowaniem w 2026 roku
Elafonissi na południowo-zachodnim wybrzeżu Krety
Kierunki
Wybrano najpiękniejsze plaże świata. Trzy europejskie miejsca w czołówce rankingu
plaża podrace chorwacja
Kierunki
5 najpiękniejszych plaż blisko Polski. Turkusowa woda jest bliżej, niż myślisz
Najgorsze lotnisko w Europie
Kierunki
Turyści kochają tę wyspę, ale nie znoszą jej lotniska. Wybrano najgorszy port lotniczy w Europie
oregon kowboj flaga usa
Kierunki
Czego jeszcze nie wiesz o Stanach Zjednoczonych? Fakty o USA, które zaskakują
lot do san francisco
Kierunki
Warszawa bliżej Doliny Krzemowej. Rusza nowe hitowe połączenie LOT-u za ocean
kanion Stuðlagil, Islandia
Kierunki
Nie spotkasz tu tłumów. Oto najpiękniejsze i najbardziej niedoceniane skarby natury
Najlepsza wyspa na świecie
Kierunki
Przypomina Santorini sprzed lat. Tę wyspę uznano za najlepszą na świecie
POLECANE
Niemcy
Niemcy - razem bliżej natury
Samsung
Twoje własne "ultra". Weź udział w sportowym konkursie marki Samsung
Współpraca reklamowa
dinozaury
Od skamieniałości do immersji. DINO EXPERIENCE zabiera nas miliony lat wstecz
Współpraca reklamowa
vlcsnap-2026-09-10-11h10m02s650
Nie chodzi tylko o dobre zdjęcie. Co naprawdę liczy się w Wielkim Konkursie Fotograficznym National Geographic?
Współpraca reklamowa
drzewa
Odkryj Kielce jesienią. Miasto, w którym historia spotyka się z naturą
Współpraca reklamowa
Allegro Wakacje
Tam, gdzie zaczyna się przygoda. Współpraca Allegro Wakacje i SeePlaces ułatwia planowanie urlopu
Współpraca reklamowa
Łódź, widok na najpiękniejsze kamienice i Plac Wolności
Po sezonie Łódź tętni życiem. Atrakcje na jesień (i nie tylko)
Współpraca reklamowa
ASUS ExpertBook Ultra
Gdy biuro mieści się w plecaku. Ten laptop waży zaledwie 0,99 kg i ruszy z tobą w każdą drogę
Współpraca reklamowa
10 Kaple Boziho hrobu v barokni zahrade
Via Sacra. Odkryj północne Czechy śladem pielgrzymów
Współpraca reklamowa
Gdzie odzyskujesz swój rytm? Napisz i wygraj zaproszenie na warsztaty fotograficzne
Współpraca reklamowa
_P4A2840
Szwecja po swojemu. Promem, rowerem, kamperem albo z psem
Współpraca reklamowa
Przed podróżą PayPo
5 nieoczywistych rzeczy, o których warto pamiętać przed podróżą
Współpraca reklamowa
jeep_góry_10
Konkurs! Wygraj weekend z nowym Jeepem Compass i odkryj swoje miejsce poza trasą
Współpraca reklamowa
Visa Travel & Payment Intentions Study CEE
Wyjazdy w nowym wydaniu: jak AI, cyfrowe płatności i benefity kartowe kształtują oczekiwania turystów
Współpraca reklamowa
MGW fotosy z planu (7 of 14)
Nieoczywisty skarb stolicy: Muzeum Gazowni Warszawskiej
Współpraca reklamowa
TEEKANNE_WST_White Tea Citrus
Letnie orzeźwienie w filiżance: odkryj świat z linią herbat World Special Teas od TEEKANNE
Współpraca reklamowa

 

Magazyny

ng
NATIONAL GEOGRAPHIC
traveler
TRAVELER
okladka
NATGEO WYD. SPECJALNE
miasta
TRAVELER EXTRA
national_geographic
  • Kontakt
  • Regulamin
  • Polityka prywatności
  • O towarzystwie National Geographic
  • Newsletter
  • Moje zgody

Dalsze rozpowszechnianie tekstów, zdjęć i materiałów wideo opublikowanych w serwisie w całości lub w części wymaga uprzedniej zgody wydawcy.

©BURDA MEDIA POLSKA SP. Z O. O. 2026

Party.pl Glamour.pl Cocolita.pl Mamotoja.pl Mojegotowanie.pl Viva.pl Polki.pl Kobieta.pl Przyslijprzepis.pl Elle.pl Wizaz.plStory.pl

Jakiekolwiek aktywności, w szczególności: pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie, lub inne wykorzystywanie treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, w szczególności w celu ich eksploracji, zmierzającej do tworzenia, rozwoju, modyfikacji i szkolenia systemów uczenia maszynowego, algorytmów lub sztucznej inteligencji jest zabronione oraz wymaga uprzedniej, jednoznacznie wyrażonej zgody administratora serwisu – Burda Media Polska sp. z o.o. Obowiązek uzyskania wyraźnej i jednoznacznej zgody wymagany jest bez względu sposób pobierania, zwielokrotniania, przechowywania lub innego wykorzystywania treści, danych lub informacji dostępnych w ramach niniejszego serwisu oraz wszystkich jego podstron, jak również bez względu na charakter tych treści, danych i informacji.

Powyższe nie dotyczy wyłącznie przypadków wykorzystywania treści, danych i informacji w celu umożliwienia i ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz umożliwienia pozycjonowania stron internetowych zawierających serwisy internetowe w ramach indeksowania wyników wyszukiwania wyszukiwarek internetowych

Więcej informacji znajdziesz tutaj.