Tegoroczna, jesienna odsłona wyczekiwane kulinarnego wydarzenia wystartowała 7 października i potrwa do 25 listopada. W Łodzi i okolicach do akcji przystąpiło ponad dwadzieścia lokali – od ścisłego centrum przy ulicy Piotrkowskiej i placu Wolności, przez pofabryczne kompleksy na Księżym Młynie i w Monopolis, aż po zielone obrzeża Bałut.

WIDEO…

player placeholder

Jak działa Restaurant Week?

Formuła zakłada rezerwację stolika przez internet z wcześniejszym wyborem pełnego trzydaniowego zestawu (Menu A lub Menu B) z powitalnym koktajlem w cenie 69,99 złotych (w szczególnie obleganych godzinach trzeba dopłacić 10 złotych). Każda wizyta trwa około 90 minut, a festiwalowe menu stanowi wizytówkę umiejętności zespołu, pozwalając gościom na przetestowanie autorskiej kuchni bez nadwyrężania budżetu.

Wolność Neo Bistro. Świadome rzemiosło przy odnowionym placu

Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy na plac Wolności 8, gdzie działa Wolność Neo Bistro – kulinarny projekt szefa kuchni Kamila Skroka, znanego wcześniej Łodzianom z restauracji Powidok. Lokal debiutujący w nowej formule stawia na surowce od lokalnych rolników i małych hodowców. We wnętrzu jest swobodnie jak w bistro, ale warto pochwalić dopracowany serwis, naprawdę byliśmy pod wrażeniem. No i ten chleb, chleb, chleb… ale przejdźmy do meritum.

Zobacz także:

Wędzony twaróg i poliki wołowe

W opcji roślinnej otwarciem kolacji jest wielowarstwowa zapiekanka ziemniaczana typu pavé o chrupiących brzegach. Podano ją z puszystym, białym podwędzanym gzikiem, ziołowym pudrem oraz marynowanymi kulkami warzywnymi. Dużo się dzieje, ale jakby mi kazali zjeść tego całą blachę, to bym zjadł. W zestawie mięsnym na przystawkę zaserwowano klasyczny tatar wołowy, wzbogacony o marynowane grzyby shimeji, jadalne żółte płatki kwiatów i krople emulsji.

Wolność
Ten gzik będzie nam się śnił po nocach. Fot. National Geographic Polska

Dania główne w Wolności to pokaz pracy z teksturami i jesiennymi warzywami korzeniowymi. W menu wegetariańskim na talerzu lądują delikatne, białe kluski z azjatyckim twistem w dziurkach (niespodzianka), ułożone na purée i wykończone chrupiącym marchewkowym kimchi i tartym serem dojrzewającym. Danie ma osobowość i to dobrze, bo same kluski są nieco neutralne.

Wariant mięsny to długo pieczony, szkliwiony w ciemnym sosie polik wołowy, któremu towarzyszy puree z buraka oraz chrupiący jak marzenie pączek ziemniaczany. Na finał w obu zestawach podano deser łączący strukturę makowego ciasta z falą białego kremu oraz gałką lodów czekoladowych oprószonych solą morską. Mniam.

Wolność
Z menu mięsnego zapamiętam obłędne puree z buraka. Lody czekoladowe z solą też były ciekawe. Fot. National Geographic Polska

Restauracja Sote. Klasyka w nowoczesnym wydaniu na zielonych Bałutach

Drugim odwiedzonym przez naszą redakcję miejscem była restauracja Sote, działająca w NoBo Hotelu przy ulicy Liściastej 86. To propozycja dla osób, które podczas festiwalu chcą uciec od zgiełku śródmieścia w spokojniejsze okolice Łodzi. Za sterami tutejszej kuchni stoi szef Maciej Ordon, który w festiwalowych propozycjach zestawił europejską klasykę z azjatyckimi akcentami.

W menu rybnym (i ryby będzie tutaj dużo) kolację rozpoczynają kawałki surowego łososia w białym sezamie, ułożone na sałatce z ciekawie marynowanego ogórka – i to ten się zdecydowanie wybija. Osoby decydujące się na menu mięsne otrzymują z kolei tatar wołowy z marynowanymi grzybami i czerwoną cebulą, osadzony na zielonej oliwie ziołowej pod kopułą ze świeżych kiełków. Grubo siekany, ale ja tak akurat lubię.

Wolność
Tatar był bardzo smaczny, ale to łosoś robił większe wrażenie. Chyba za sprawą ogórka. Fot. National Geographic Polska

Porządne dania główne

Jednak największe wrażenie w Sote zrobiły dania główne. Szczególną uwagę zwraca propozycja z menu mięsnego czyli różowa pierś z kaczki z wytopioną, chrupiącą skórką. Mięso zestawiono z dyniowym purée korzeniowym (wręcz deserowym), cienkimi płatkami marynowanego buraka oraz gęstym sosem.

Ryba też zasługuje na pochwałę. Ogromny (!) filet z lucjana – ryby, którą jedliśmy pierwszy raz – połączono z obłędnym puree z selera z figą. Do tego ciepłe pomidorki z czosnkiem… Pojawiły się opinie, że to najlepsze danie festiwalu. Na pewno zasługuje na uwagę.

Zwieńczeniem wizyty było ciasto powstałe z połączenia świetnego ciastka brownie ze średnio pasującym naszym kubkom smakowym kremem rumowo-bananowym. Ale to chyba kwestia gustów.

Sote
Oba dania zasługują na wyróżnienie. Nie tylko przez rozmiar porcji, ale także fuzje smaków. Chociaż Lucjan był chyba nieco ciekawszy. Fot. National Geographic Polska

Jak zarezerwować stolik na Restaurant Week w Łodzi?

Rezerwacji szybko dokonacie na stronie: https://week.pl/restaurantweek. Najciekawsze miejsca – i najpopularniejsze godziny – szybko się wyprzedają, więc warto zrobić to z pewnym wyprzedzeniem. My na pewno odwiedzimy jeszcze Małmazję czy Heksagon 2.0.

Dodatkowo mam dla was coś specjalnego – specjalne dla naszych czytelników z kodem NATGEO26J macie 10 złotych zniżki dla 2 osób. Restaurant Week jest więcej jeszcze tańszy i mam nadzieję, że dzięki temu uda wam się odwiedzić jeszcze więcej ciekawych miejsc w Łodzi. Jak myślicie, kto wygra w tym roku?

Źródło: National Geographic Polska