Naukowcy z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie przeprowadzili szczegółową analizę chemiczną 46 historycznych okazów pochodzących z podróży Karola Darwina. Słoje przechowywane są od niemal 200 lat i wreszcie udało się je zbadać bez konieczności naruszania ich konstrukcji. Chodziło o to, by określić skład płynów konserwujących i móc lepiej chronić bezcenne zbiory... Tylko jak to zrobić?

WIDEO…

player placeholder

Co znajduje się w słojach pozostawionych przez Darwina?

Karol Darwin wyruszył w swoją podróż – podczas której zebrał obserwacje kluczowe dla rozwoju teorii ewolucji – w 1831 roku. Na wyprawie towarzyszyli mu także inni przyrodnicy i wszyscy przywieźli z niej mnóstwo zakonserwowanych okazów, wśród których znalazły się ssaki, gady, ryby, meduzy i krewetki. Wciąż znajdują się one w Londynie: w Muzeum Historii Naturalnej.

W czym są jednak zanurzone i jak długo pozostaną „w całości”? Tego chcieli dowiedzieć się naukowcy. Nie było jednak mowy o otwieraniu zamkniętych przez niemal 200-lat słojów. To mogłoby prowadzić do utleniania się płynów i zniszczenia okazów.

Zobacz także:

Ta nowa technologia ratuje muzealników

Należało wymyślić coś, co pozwoli zbadać zawartość słoja… od zewnątrz. Odpowiedzią okazała się technologia znana jako SORS (z ang. Spatially Offset Raman Spectroscopy), czyli spektroskopia Ramana z przesunięciem przestrzennym. Polega ona na analizie zmian długości fali światła laserowego odbitego od badanej próbki.

SORS pozwala na identyfikację składu chemicznego płynów znajdujących się zamkniętych, nieprzezroczystych pojemnikach – takich jak stare słoje muzealne. Metoda ta została została zastosowana po raz pierwszy w historii. Próba zakończyła się sukcesem: okazało się, że naukowcy są w stanie poprawnie określić skład płynu nawet w 80% przypadków, a w kolejnych 15% częściowo go zidentyfikować. SORS pozwala także określić rodzaj szkła lub plastiku, z jakiego wykonano pojemnik, dostarczając cennych informacji o ewolucji metod przechowywania.

Według szacunków, na całym świecie w muzeach znajduje się ponad 100 mln okazów zakonserwowanych w cieczy. Dlatego możliwość ich analizy bez naruszania integralności ma ogromne znaczenie dla ochrony dziedzictwa przyrodniczego.

W czym 200 lat temu przechowywano okazy?

Na przestrzeni XIX i XX wieku metody konserwacji eksponatów przyrodniczych ulegały znaczącym zmianom. Początkowo dominowały proste roztwory alkoholowe. Z czasem wprowadzano coraz bardziej zaawansowane mieszanki chemiczne, by lepiej zabezpieczyć tkanki. Ssaki i gady zazwyczaj utrwalano w formalinie i przechowywano w etanolu, natomiast bezkręgowce można było przechowywać w formalinie, roztworach buforowych lub mieszankach zawierających dodatki takie jak glicerol.

Muzea na całym świecie świętują

– Do tej pory zrozumienie, jaki płyn konserwujący znajduje się w każdym słoiku, wiązało się z koniecznością jego otwarcia, co groziło parowaniem, skażeniem i narażeniem próbek na działanie czynników środowiskowych. Ta technika pozwala nam monitorować i pielęgnować te bezcenne próbki bez naruszania ich integralności – mówi dr Sara Mosca z STFC Central Laser Facility, w którym powstała nowa metoda badawcza.

– Poznanie i zrozumienie płynu, w którym przechowywane są okazy, ma ogromne znaczenie dla sposobu, w jaki dbamy o zbiory i przechowujemy je na potrzeby przyszłych badań w nadchodzących latach – dodaje Wren Montomery, technik Muzeum Historii Naturalnej w Londynie.

Źródła: UK Research and Innovation, ACS Omega

Nasz autor

Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

IMG_7631