Na jednych z pierwszych zajęć języka polskiego Julia dostała zadanie – ułożyć pytanie. Siedziała nad kartką i nie wiedziała, od czego zacząć. Dziś wspomina ze śmiechem, że nie przyszło jej wtedy do głowy nawet słowo „czy”.

WIDEO…

player placeholder

Polski zapamiętała z dzieciństwa. Po latach zaczęła uczyć się go na nowo

Z polskim zetknęła się dużo wcześniej. Jej mama była Polką i w domu mówiły po polsku. Kiedy Julia miała siedem lat, mama zmarła. Julia dorastała później w fińsko-niemieckiej rodzinie, którą wybrała dla niej mama. Jej ojciec pochodzi z Anglii i mieszkał wówczas w Rosji. Z czasem coraz rzadziej używała polskiego. Nie nauczyła się w nim pisać, brakowało jej słów, a gramatyka sprawiała trudność. Pozostała za to wymowa. Polskie dźwięki wciąż przychodziły jej naturalnie.

Po latach wybrała się na letni kurs języka polskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Trafiła do grupy na poziomie A2. Poznała tam osoby z różnych krajów, między innymi z Tajwanu i Ukrainy. Kurs pomógł jej wejść w studia z większą pewnością, choć, jak pokazuje historia z układaniem pytań, nauki wciąż było przed nią wiele.

Zobacz także:

Jak znajomi Niemcy reagowali na studia polonistyczne Julii

Julia miała 17 lat, kiedy postanowiła studiować slawistykę w Berlinie. Interesowały ją języki, literatura, teatr i film. Czuła też związek z Polską, choć jej ciekawość obejmowała szerzej tę część Europy.

– Kiedy mówiłam dorosłym, co chcę studiować, prawie każdy odpowiadał, że to zły pomysł – wspomina w rozmowie ze mną. Słyszała pytania, dlaczego nie wybierze anglistyki albo romanistyki i jaką pracę znajdzie po studiach. Te reakcje tylko umocniły ją w decyzji. – Pomyślałam, że jeśli wszyscy mówią, iż nie warto patrzeć na wschód, to coś w tym myśleniu powinno się zmienić.

Julia Schneider
fot. Archiwum Julii Schneider

Na studiach uczyła się języka, ale zajmowała się także literaturą i językoznawstwem. Wyjechała na Erasmusa do Krakowa, odbywała staże, a z czasem coraz bardziej interesowała się filmem. Pracę licencjacką poświęciła przedstawieniom katolickiej męskości w polskim kinie. W pracy magisterskiej analizowała Sokowię, fikcyjny kraj z filmowego świata Marvela, i stereotypy Europy Wschodniej, z których zbudowano jego obraz.

Lepiej mówić z błędami niż milczeć

Przełom w nauce polskiego nie nastąpił podczas jednych zajęć. Julia wspomina raczej okres, w którym zaczęła często rozmawiać i pisać z Polakami. Szczególnie pomogła jej znajomość zawarta przy projekcie wymiany młodzieżowej. Jeden z poznanych wtedy przyjaciół nie chciał rozmawiać po angielsku, więc pisali do siebie po polsku.

Dziś Julia czuje się na tyle swobodnie, by pracować w tym języku. Przyznaje jednak, że odmiana wyrazów nadal potrafi ją zaskoczyć. W rozmowie czasem szuka właściwego słowa albo poprawia je po podpowiedzi. Nie uważa, że musi mówić bezbłędnie, żeby móc zabrać głos.

– Wiem, że popełniam błędy i słychać, że polski nie jest moim pierwszym językiem. Ale wolę mówić niż czekać, aż będę mówiła perfekcyjnie – mówi. W polszczyźnie lubi melodię i to, ile można przekazać samą intonacją. Ma też ulubione słowo: „beznadziejnie”. Jej zdaniem brzmi mocniej, bardziej emocjonalnie niż niemiecki odpowiednik.

Zwraca uwagę również na zdrobnienia. Kiedy ktoś mówi do niej „Julka” albo „Julcia”, odbiera to jako oznakę bliskości. Podoba jej się polskie „pani Julio”: forma nadal uprzejma, a według niej cieplejsza niż niemieckie zwrócenie się do kogoś po nazwisku.

Polskie kino, muzyka i spojrzenie z Berlina

Julia nie zajmuje się Polską wyłącznie na uczelni. Współpracuje z festiwalem polskiego kina w Berlinie, który pokazuje przede wszystkim współczesne filmy. To kino interesuje ją bardziej niż klasyka, choć do filmów, które mocno zapamiętała, należy „Kobieta samotna” Agnieszki Holland. Poruszył ją obraz kobiety wychowującej dziecko bez wsparcia i zmagającej się z realiami życia w PRL.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Słucha również polskiej muzyki. W rozmowie wymienia Sanah i Lady Pank. Piosenki są dla niej przyjemnością, ale też sposobem na osłuchanie się z językiem.

pierogi social club
Uczestnicy warsztatów Pierogi Social Club. fot. Tobias Basel

Przez lata nieraz musiała tłumaczyć w Niemczech, czym jest slawistyka i po co studiuje polski. Dziś zauważa zmianę w reakcjach swoich rozmówców, choć zastrzega, że obraca się wśród osób zainteresowanych tym, czym sama się zajmuje. Dostrzega też różnicę między wyobrażeniami ludzi, którzy znają Polskę tylko z opowieści, a wrażeniami tych, którzy ją odwiedzili.

Sama wracała do Warszawy i Krakowa, odwiedziła też między innymi Bielsko-Białą, gdzie mieszkali jej dziadkowie, oraz Trójmiasto, Szczecin i Poznań. Przyznaje, że najlepiej poznała polskie miasta; poza nimi podróżowała mniej.

Pierogi jako zaproszenie do rozmowy

Pytana o to, co chciałaby robić po studiach, Julia odpowiada, że w pewnym sensie już to robi. Współtworzy w Berlinie projekt organizujący spotkania wokół polskiej kultury. Są wśród nich luźne wyjścia na piwo, warsztaty lepienia pierogów i degustacje polskiego wina.

Zależy jej, by przychodzili na nie zarówno Polacy, jak i osoby, które wcześniej niewiele wiedziały o Polsce. Jedzenie pomaga zacząć rozmowę, ale nie jest jej jedynym celem. – Chcę, żeby polska kultura zapraszała ludzi z całego świata, a nie tylko Polaków – wyjaśnia.

Gdy jako nastolatka mówiła, że wybiera slawistykę, pytano ją, do czego jej się to przyda. Dziś polski jest językiem, w którym pracuje, ogląda filmy, buduje znajomości i łączy ludzi przy jednym stole.

Źródło: Pierogi Social Club