Poszukiwania życia poza Ziemią obejmują dziś zarówno obserwacje odległych planet, jak i nasłuchiwanie sygnałów, które mogłyby świadczyć o istnieniu obcej technologii. Co jednak zrobimy, jeśli jeden z takich śladów okaże się wiarygodny?
WIDEO…
Odkąd latem 2025 roku astronomowie wykryli 3I/ATLAS, trzeci znany obiekt międzygwiezdny przelatujący przez Układ Słoneczny, nie ustają spekulacje o jego pochodzeniu. Obiekt poruszał się z prędkością około 220 500 km/h i nie był związany grawitacyjnie ze Słońcem. Obserwacje potwierdziły, że jest kometą międzygwiezdną, jednak jego nietypowe cechy wzbudziły wcześniej spekulacje. Pojawienie się komety międzygwiezdnej wywołało liczne dyskusje o czymś, co przez dziesiątki lat rozważała głównie fantastyka naukowa, czyli o pierwszym kontakcie.
3I/ATLAS rozpaliła dyskusję o pierwszym kontakcie
Profesor Avi Loeb, astrofizyk z Harvardu, rozważał możliwość, że 3I/ATLAS ma pochodzenie technologiczne. Próbował też zainteresować ONZ stworzeniem procedur określających reakcję na potencjalnie sztuczny obiekt międzygwiezdny. Spotkał się jednak z chłodną reakcją. Jego hipotezy dotyczące 3I/ATLAS zostały też skrytykowane przez innych badaczy jako niewystarczająco poparte dowodami. Przypadek ten przypomniał jednak o szerszym problemie – czy ludzkość jest przygotowana na rzeczywisty kontakt z obcą cywilizacją?
Jeśli spojrzeć na różnego typu dzieła SF, pierwszy kontakt zwykle dotyczy przedstawicieli obcej cywilizacji i jest wrogi. Gdy Orson Welles wyemitował 30 października 1938 roku w amerykańskim radiu CBS „Wojnę światów”, część słuchaczy wzięła audycję za prawdziwy reportaż o inwazji. Moją ulubioną wersją dzieła o kontakcie z inną cywilizacją jest „Kontakt” – książka Carla Sagana. W znakomitej adaptacji powieści zagrała Jodie Foster. W powieści nie spotykamy obcych lądujących na Ziemi, lecz odbieramy od nich sygnał radiowy. Czyli właśnie technosygnaturę.
Pierwszy kontakt może być ledwie widoczną anomalią
Od lat 60. XX wieku naukowcy nasłuchują właśnie takich sygnałów radiowych z odległych układów gwiezdnych. Poszukują również innych technosygnatur, w tym impulsów laserowych, śladów megastruktur czy przemysłowych zanieczyszczeń w atmosferach innych planet.
Najbardziej prawdopodobny pierwszy kontakt może zacząć się od niewielkiej anomalii w danych, sygnału lub wzorca, którego nie potrafimy wyjaśnić.
Przykładem jest słynny sygnał „Wow!” z 1977 roku. Silny sygnał radiowy zarejestrowany przez radioteleskop Big Ear był obserwowany przez 72 sekundy i wydawał się pochodzić z kierunku gwiazdozbioru Strzelca. Nigdy się jednak nie powtórzył i do dziś nie ustalono jednoznacznie jego źródła.
Odległość byłaby jednym z największych problemów w komunikacji. Sygnał pochodzący z planety oddalonej o 10 tys. lat świetlnych zostałby wysłany 10 tys. lat temu. Oznacza to, że nie mielibyśmy nawet pewności, czy jego nadawcy nadal istnieją. Nawet w przypadku cywilizacji oddalonej o kilkadziesiąt lat świetlnych pojedyncza wymiana wiadomości trwałaby dziesiątki lat.
Kto mógłby odpowiedzieć na sygnał od obcej cywilizacji?
Gdybyśmy jednak trafili na taki sygnał, pojawiłoby się pytanie, czy i kto powinien na niego odpowiedzieć. Istnieją przynajmniej podstawowe procedury postępowania. W 1989 roku opracowano pierwsze protokoły SETI określające, jak naukowcy powinni postępować po wykryciu potencjalnego sygnału od obcej cywilizacji. Kluczowa jest niezależna weryfikacja odkrycia. Wytyczne były później aktualizowane.
To szczególnie ważne w czasach internetu, mediów społecznościowych i AI, gdy informacja, również fałszywa, może obiec świat, zanim naukowcy zdążą ją sprawdzić.
Jeżeli sygnał zostałby potwierdzony, należałoby powiadomić organizacje międzynarodowe. Protokoły zakładają też, że żadna osoba ani pojedyncze państwo nie powinny samodzielnie odpowiadać obcej cywilizacji. Taka decyzja wymagałaby międzynarodowych uzgodnień. Są to jednak wytyczne, a nie prawnie wiążące przepisy.
No dobrze, ale kto właściwie ma prawo przemawiać w imieniu całej ludzkości? Oraz jak miałby tego dokonać? W końcu nie istnieje żaden język uniwersalny. Zwrócił na to uwagę m.in. dr Douglas Vakoch z METI International. Podniósł to przy okazji wydarzenia z 2017 roku, gdy METI wysłało w kierunku Gwiazdy Luytena wiadomość opartą na matematyce i nauce. Jej podróż trwa ponad 12 lat. Ewentualna odpowiedź potrzebowałaby kolejnych 12 lat, by dotrzeć na Ziemię.
A jeśli zamiast sygnału dotrze do nas obca technologia?
Bezpośrednia wizyta obcej cywilizacji jest uważana za mniej prawdopodobną niż wykrycie odległego sygnału. Mimo to naukowcy rozważają również taki scenariusz.
Loeb przekonuje, że międzygwiezdny przybysz prawdopodobnie nie byłby biologiczną istotą, lecz autonomicznym systemem technologicznym wyposażonym w sztuczną inteligencję. Organizmy biologiczne trudno byłoby utrzymać przy życiu podczas podróży trwających tysiące czy miliony lat.
Kontakt stworzyłby także problem komunikacji. Inteligencja powstała na planecie o zupełnie innych warunkach mogłaby postrzegać świat i porozumiewać się w sposób całkowicie odmienny od naszego. Gatunek rozwijający się w ciemnym oceanie mógłby na przykład używać światła, a istoty z bardzo głośnej planety – komunikacji wizualnej zamiast dźwięku. Problem ten jest całkiem dobrze przedstawiony w filmie „Nowy początek” z 2016 roku.
Dlatego przy próbie zrozumienia obcych ważni mogliby okazać się nie tylko fizycy i astrobiolodzy, ale również antropolodzy. Ich zadaniem byłoby odtworzenie sposobu myślenia, wartości i kultury cywilizacji rozwijającej się niezależnie od naszej.
Czy pierwszy kontakt wywołałby panikę?
Kontakt z obcą cywilizacją mógłby być jednym z największych wydarzeń w historii. Pojawiają się przypuszczenia, że wpłynąłby na religię, politykę i sposób, w jaki postrzegamy własne miejsce we Wszechświecie.
Badacz komunikacji kryzysowej dr Andreas Schwarz uważa jednak, że możemy przeceniać ryzyko masowej paniki. Analizy katastrof pokazują, że ludzie często reagują znacznie spokojniej, niż sugerują popularne wyobrażenia. Czasami większym problemem jest wręcz lekceważenie zagrożenia.
Poważnym wyzwaniem byłyby natomiast media społecznościowe. Algorytmy mogą wzmacniać treści wywołujące strach, sensację i dezinformację, co utrudniałoby przekazywanie sprawdzonych informacji.
Mamy procedury dla sygnału. A plan na fizyczną wizytę?
Choć istnieją protokoły dotyczące odebrania sygnału, nie ma kompleksowego planu na wypadek fizycznego pojawienia się obcej technologii. Jest to o tyle dziwne, że większość państw przygotowuje scenariusze awaryjne dotyczące innych mało prawdopodobnych, ale katastrofalnych wydarzeń: wojny nuklearnej, pandemii, uderzenia asteroidy czy potężnych rozbłysków słonecznych.
Schwarz uważa, że podobne plany można opracować także dla kontaktu pozaziemskiego. Powinny obejmować m.in. ciągłość działania władz, komunikację z ludnością, działania służb, schronienie i ewentualną ewakuację.
Loeb określa takie zdarzenie mianem potencjalnego „czarnego łabędzia”, czegoś mało prawdopodobnego, ale o olbrzymich konsekwencjach.
W filmie „Star Trek: Pierwszy kontakt” wizyta Wolkanów na Ziemi prowadzi do zjednoczenia ludzkości i otwiera nową kosmiczną erę. Ale pierwszy kontakt nie musiałby wcale do tego doprowadzić. Jedno wydaje się pewne: odkrycie, że nie jesteśmy sami, zmusiłoby nas do ponownego przemyślenia naszego miejsca we Wszechświecie.
Źródło: ScienceFocus