Pierwsza scena premierowego filmu „Projekt Hail Mary” pokazuje budzącego się, zdezorientowanego mężczyznę, obok którego znajdują się dwa martwe ciała członków jego załogi. Mężczyzna jest astronautą-naukowcem, zmierzającym ku odległym układom planetarnym. Jest zupełnie sam i teraz to od niego zależy ocalenie życia na Ziemi.

WIDEO…

player placeholder

Od „Marsjanina” po „Projekt Hail Mary”

Ta międzygwiezdna historia urodziła się w umyśle Andy’ego Weira, autora książki z 2021 roku o tym samym tytule. Weir zasłynął historiami, w których błyskotliwi samotnicy muszą „wykombinować naukowo” wyjście z sytuacji, aby ocalić świat. Karierę rozpoczął książką „Marsjanin” z 2011 roku, w której bohater Mark Watney (grany przez Matta Damona w ekranizacji) przeżywa na Marsie m.in. dzięki temu, że uczy się uprawiać ziemniaki na Czerwonej Planecie. Nota bene w marsjańskim regolicie występuje tak duże stężenie nadchloranów – wysoce reaktywnych i łatwo rozpuszczających się w wodzie soli i estrów kwasu nadchlorowego – że szanse na grządkę z ziemniakami są praktycznie zerowe.

Weir słynie z tego, że jego książki są głęboko osadzone w nauce. Posuwa się nawet do wykonywania obliczeń z mechaniki orbitalnej i astrofizyki gwiazdowej, aby historie były jak najbardziej realistyczne, mimo że pozostają fikcją. Ta pełna pasji „nerdowskość” przyniosła mu wielu fanów.

Zobacz także:

Pozaziemskie życie

Główny bohater historii Ryland Grace (grany przez Ryana Goslinga) wyrusza w międzygwiezdną podróż, aby zrozumieć, dlaczego Słońce umiera. Podobnie jak Watney w „Marsjaninie”, musi wykorzystać wiedzę z wielu dziedzin nauki – biologii molekularnej, fizyki neutrin i innych – aby rozwiązać kryzys. Ciekawe, że w fabule ten samotny badacz został zdyskredytowany przez środowisko naukowe za przekonanie, że woda nie musi być konieczna do powstania życia. To, co w fabule czyni z bohatera persona non grata, w rzeczywistości jest coraz częściej rozważanym tematem.

hail-mary-2
fot. Amazon MGM Studios

W 2024 roku pisaliśmy, iż grupa naukowców z MIT wykazała, że 19 z 20 aminokwasów budujących białka ziemskiego życia pozostaje przez długi czas stabilne w 98% kwasie siarkowym. Te przełomowe badania pokazały, że nie tylko woda może być odpowiednim rozpuszczalnikiem dla związków chemii organicznej i życia.

Czym jest życie, Wszechświat i cała reszta?

Weźmy na przykład astrofaga – fikcyjny mikroorganizm kosmiczny, który jest kluczowy dla fabuły. Astrofag to termin raczej z obszaru fikcji naukowej niż nauki, choć czasami pojawia się w różnych debatach astrobiologicznych. Oznacza organizm lub zjawisko „pożerające” materię kosmiczną – np. energię gwiazd, gaz czy promieniowanie.

Weir wymyślił go jako „czarną materię”, zdolną do pochłaniania ogromnych ilości promieniowania gwiazdowego i ponownego emitowania energii, co umożliwia podróże międzygwiezdne. Weir zadbał o to, by biologia i chemia astrofaga były zgodne z tym, co mogłoby istnieć w Galaktyce. I tutaj pada pytanie zarówno o naturę życia pozaziemskiego, jak i o samą definicję życia. Wchodzimy w tym miejscu w obszar poszukiwań życia pozaziemskiego. A szukamy go poprzez m.in. detekcję gazów uznawanych za metabolity organizmów żywych oraz analizy próbek pobranych w z miejsc, do których mogliśmy dolecieć.

Samotny geniusz kontra rzeczywistość

Zastanawia mnie jedno. W produkcji cały ciężar ratowania świata spada na jednego człowieka, który niejako wie wszystko. Jest w stanie z lekkością poruszać się w wielu wyspecjalizowanych dziedzinach. Ta potrzeba jednego bohatera, którą widać również w innych wielkich i mocno osadzonych w nauce produkcjach jak „Interstellar” czy „Grawitacja”, stoi w ogromnej sprzeczności z tym, co widać w prawdziwych laboratoriach.

Współczesna nauka jest bardzo wyspecjalizowana. Nawet w jednej dziedzinie istnieją daleko idące podziały. A co dopiero w kilku, nawet przenikających się dziedzinach. Trudno o naukowca, który płynnie przechodziłby z jednej do drugiej. Za każdym współczesnym dokonaniem stoi długi szereg naukowców, a lista autorów danej pracy naukowej jest często dłuższa niż sam opis odkrycia. Przekonanie, że można to zrobić w pojedynkę, jest chyba najmniej naukową częścią większości produkcji SF.

Źródło: Science

Nasza autorka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

216930992-421694315635288-4682044810723080196-n-4229773