Najnowsze prognozy na połowę i koniec wieku zwiększają znacznie liczbę osób bezpośrednio zagrożonych na skutek podnoszenia się poziomu mórz i oceanów.

Dotychczasowe szacunki na rok 2050 wskazywały, że 250 mln osób żyć będzie na terenach spodziewanych powodzi. Według obliczeń organizacji pozarządowej Climate Central będzie to raczej 340 mln. 

W XX wieku ocieplanie się klimatu przełożyło się na podwyższenie poziomu mórz i oceanów o 11 do 16 cm. Obecne stulecie przy maksymalnym ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych zamknie się wynikiem 50 cm. Jeżeli emisje pozostaną na niezmienionym poziomie dojdziemy do 2 metrów. W tym układzie woda regularnie zalewałaby domy 630 mln osób.

Z raportu opublikowanego przez klimatycznego NGO-sa w czasopiśmie ”Nature Communications” aż miliard ludzi żyje dziś na terenach znajdujących się mniej niż 10 metrów nad liniami pływów morskich. Aż ćwierć miliarda żyje niespełna metr nad obszarami regularnie zalewanymi. Do końca tego wieku tereny będące dziś domem dla 200 mln ludzi na stałe przykryłaby woda morska.


- Możliwość dokładnego określenia ekonomicznych, politycznych i humanitarnych kosztów tych zmian leży poza zasięgiem autorów tego raportu, ale dostępne dziś dowody wskazują, że będą one olbrzymie. W najbliższych dekadach podnoszenie się poziomu mórz i oceanów będzie spowalniał lokalne gospodarki i wywoływał kryzysy humanitarne na całym świecie – informuje Climate Central.

Autorzy nowych badań opracowali dokładniejszy sposób określania wysokości terenu nad poziom morza na podstawie zdjęć satelitarnych. To typowe narzędzie stosowane do szacowania wpływu zmian poziomu morza na duże masy lądu. - Niestety, wcześniejsze obliczenia były zbyt optymistyczne – zauważa ”New York Times”.

Południowy Wietnam, w tym miasto Ho Chi Minh– ekonomiczne serce kraju - może kompletnie zniknąć pod wodą. Dotknięte powodziami będą też Chiny, Bangladesz, Indie, Indonezja i Tajlandia. W połowie XXI wieku ludzie zamieszkujący te 6 państw stanowić będą 75 proc. najbardziej zagrożonych przez morski żywioł. - I to wszystko bez uwzględniania przyrostu populacji czy erozji wybrzeża – dodaje dziennik.

- Standardowe metody obliczania poziomu gruntu na podstawie zdjęć satelitarnych są niedokładne, bo nie potrafią odróżnić powierzchni ziemi od czubków drzew czy dachów budynków. Nauczyliśmy komputer uwzględniać te różnice i otrzymaliśmy bardziej dokładne dane – tłumaczy Scott A. Kulp, badacz z Climate Central i jeden z autorów raportu.


10 proc. Tajów żyje dziś na lądzie, który do 2050 roku zostanie zalany przez wodę. Według starej techniki szacowania ryzykiem powodzi zagrożonych był tylko 1 proc. Tak jak Bangkok w Tajlandii, Mumbai w Indiach, Alexandrię w Egipcie czy Basrę w Iraku, w ciągu 30 lat woda pochłonąć ma większą część Szanghaju. To chińskie miasto jest jednym z kół napędowych azjatyckiej gospodarki.

Oczywiście władze państw będą bronić obywateli i ich majątek przed wzbieraniem oceanów, tak jak robią to dzisiaj chroniąc zaporami i śluzami 110 mln ludzi żyjących poniżej poziomu zalewowego. Jednak koszt zabezpieczenia trzykrotnie większej liczby osób będzie olbrzymi.


- Przykład położonego w naturalnej depresji Nowego Orelanu, spustoszonego przez huragan Katrina w 2005 roku pokazuje, że nawet najlepiej przygotowane miasto nie ma szans z potężnym żywiołem. A ostatecznie i tak musimy zadać sobie pytanie: w jak głębokiej misce chcemy zamieszkać? – mówi Benjamin Strauss, szef Climate Central.

Jan Sochaczewski