Treblinka II była jednym z głównych niemieckich nazistowskich ośrodków zagłady działających w okupowanej Polsce. Miejsce to znajduje się we wschodniej części województwa mazowieckiego.

WIDEO…

player placeholder

Liczbę żydowskich ofiar tego miejsca ocenia się na 800–900 tysięcy. Byli to przede wszystkim polscy Żydzi, a także osoby deportowane z Austrii, Czechosłowacji, Jugosławii, Grecji, Macedonii oraz Niemiec. Wśród zamordowanych znaleźli się również przedstawiciele społeczności romskiej i Sinti.

Po zakończeniu masowych mordów infrastrukturę obozu rozebrano, a teren przekształcono tak, aby zatrzeć ślady jego wcześniejszego przeznaczenia. Zachowało się niewiele dokumentacji technicznej dotyczącej funkcjonowania obozu, dlatego jego przestrzenna rekonstrukcja przez dziesięciolecia opierała się w dużej mierze na relacjach świadków, powojennych planach i ograniczonych danych archeologicznych.

Zobacz także:

Ujrzeć niewidoczne. Archeolodzy na tropie zbrodni

W ostatnich latach polsko-brytyjski zespół naukowców wykorzystał nieinwazyjne metody geofizyczne do badania terenu byłego niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Treblinka II, który funkcjonował w czasie II wojny światowej. Wyniki analiz opublikowano właśnie na łamach czasopisma „Archaeological Prospection”.

– Sprawcy zbrodni często próbują niszczyć dowody. W Treblince Niemcy zrobili dokładnie to samo: rozebrali obóz i systematycznie próbowali usunąć jego materialne ślady – przekazał National Geographic Polska dr Michał Pisz, wykładowca Prospekcji Archeologicznej i Geofizyki Kryminalistycznej na Uniwersytecie w Bradford w Wielkiej Brytanii, współautor publikacji.

 – Nie mogli jednak przewidzieć, że ponad 80 lat później będziemy dysponować technologiami pozwalającymi wykrywać ślady, które przetrwały te próby zatarcia dowodów. Krajobraz nadal zachowuje mierzalne fizyczne ślady tego, co sprawcy uważali za usunięte – dodał.

Miejsce prawdopodobnej lokalizacji tzw. lazaretu
Miejsce prawdopodobnej lokalizacji tzw. lazaretu/Il. materiały prasowe

W ramach tego projektu nie prowadzono żadnych wykopalisk, ani prac inwazyjnych w ziemi, a mimo to efekty przemawiają do wyobraźni. Naukowcy pod kierunkiem dr. Sebastiana Różyckiego z Politechniki Warszawskiej połączyli wyniki pomiarów geofizycznych z archiwalnymi zdjęciami lotniczymi, dokumentami historycznymi, relacjami ocalałych i wynikami wcześniejszych badań archeologicznych.

Nowe badania pokazują, że mimo prób skrupulatnego zacierania śladów zbrodni w gruncie nadal występują wykrywalne anomalie magnetyczne związane z funkcjonowaniem obozu. Badacze zidentyfikowali anomalie zgodne z lokalizacją różnych elementów dawnej infrastruktury, w tym w rejonie starego budynku komór gazowych, infrastruktury kolejowej oraz stref związanych z paleniem zwłok i pochówkami.

„Lazaret” i „wieczny ogień” – efekty pomiarów

Jednym z najbardziej wyrazistych wyników uzyskanych przez naukowców jest anomalia interpretowana jako najprawdopodobniej związana z niesławnym „Lazaretem”. Miejsce to był obiektem upozorowanym na placówkę medyczną. Kierowano tam osoby starsze, chore, ranne oraz inne wyselekcjonowane spośród przywożonych transportów. Ofiary nie otrzymywały tutaj pomocy, tylko były zabijane na skraju dołu, w którym palono ciała, a w którym, według relacji świadków naocznych, palił się „wieczny ogień”.

Jak przekazali badacze, na obszarze zidentyfikowanym jako odpowiadający tym relacjom badania magnetyczne uchwyciły jedne z najsilniejszych sygnałów zarejestrowanych w badanej części obozu. Charakter tego typu anomalii jest zgodny ze zmianami magnetycznymi gruntu powstającymi wskutek działania wysokiej temperatury.

Naukowcy podkreślają, że w czasie najnowszych prac nie ingerowali w grunt. „Ma to szczególne znaczenie w Treblince, która jest zarówno miejscem pamięci, jak i miejscem pochówku ofiar. W takich lokalizacjach możliwości prowadzenia wykopalisk mogą być ograniczone ze względów religijnych, etycznych i konserwatorskich” – podkreślono w komunikacie przesłanym do National Geographic Polska.

Trudne badania archeologiczne

Dla dr. Michała Pisza badania miejsc związanych z Zagładą mają również wymiar osobisty. – Praca z tak trudnym materiałem jest emocjonalnie wymagająca, ale ma dla mnie również bardzo osobiste znaczenie. Mój dziadek trafił do Auschwitz-Birkenau jako dziesięcioletnie dziecko po Powstaniu Warszawskim. Taka historia rodzinna sprawia, że badania miejsc związanych z Zagładą nigdy nie są dla mnie wyłącznie problemem naukowym – podkreślił.

Jak zaznaczają autorzy nowej publikacji, istotą ich prac nie jest zastępowanie relacji świadków danymi naukowymi ani próba ich „udowadniania”. Chodzi o zestawianie niezależnych źródeł informacji i sprawdzanie, w jakim stopniu pozwalają one wspólnie odtworzyć przestrzeń miejsca, którego materialne ślady zostały celowo zniszczone.

Źródło: Archaeological Prospection