Para z Arizony połknęła środek dla akwarystów, bo zawierał tę samą substancję, którą prezydent Donald Trump publicznie określił jako potencjalnie skuteczny lek na COVID-19. Mąż zmarł, żona cudem przeżyła.

Chlorochina to lek pierwotniakobójczy stosowany od dawna na malarię czy ropień wątroby. Podaje się go też pacjentom z toczniem rumieniowatym czy reumatoidalnym zapaleniem stawów. Dostępny w Polsce pod handlową nazwą Arechin zawiera substancję czynną fosforan chlorochiny.

W czasie eksperymentalnych badań na pacjentach z COVID-19 w Chinach dostrzeżono u tych dostających dawkę 500 mg szybsze dochodzenie do zdrowia. Wraz z rozprzestrzenianiem się patogenu po świecie, podobne badania – co ważne, z różnymi rezultatami – zaczęto przeprowadzać w Europie i Ameryce Północnej. Także w polskich mediach pojawiły się informacje o testach leków malarycznych w rodzimych szpitalach. 

13 marca Prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych Grzegorz Cessak wydał decyzję o możliwości stosowania leku z fosforanem chlorochiny w terapii koronawirusa. Na stronie internetowej urzędu pojawiła się informacja, o rozszerzeniu wskazania do stosowania leku Arechin o zapis “leczenie wspomagające w zakażeniach koronawirusami typu beta takimi jak SARS-CoV, MERS-CoV, SARS-CoV-2" wraz ze schematem dawkowania. 

Równocześnie z rosnącą liczbą informacji medialnych o rzekomej skuteczności chlorochiny zaczęły dziać się dwie rzeczy: ludzie zaczęli wykupywać go z myślą o spekulacyjnym odsprzedawaniu lub samodzielnej terapii prewencyjnej (tymczasem lekarze podają go już chorym). Choć to lek na receptę, w niebezpiecznym procederze biorą udział nawet lekarze, o czym doniosły ostatnio media z Australii. 

 

 

Tuż po wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych zaczęły się pojawiać przypadki osób, które przedawkowały lek na malarię. Głównie w Afryce, bo tam przez wiele lat używano chlorochiny do walki z roznoszoną przez komary chorobą. Np. w Nigerii [link] cena środka w aptekach natychmiast skoczyła do 400 proc.

Teraz doniesienia spływają także ze Stanów Zjednoczonych. Co powiedział Trump, że niektórzy ludzie zaczęli nieprzytomnie łykać każdy produkt z fosforanem chlorochiny? Podczas wystąpienia z Białego Domu oznajmił on światu, że amerykańska Federalna Administracja Leków (FDA) zatwierdziła ”bardzo silny” lek, chlorochinę, jako środek na koronawirusa.

– Jego zastosowanie dało bardzo zachęcające, bardzo, bardzo zachęcające wstępne rezultaty. Zamierzamy niemal natychmiast udostępnić ten lek. I tu widać fantastyczną pracę po stronie FDA. Zweryfikowali go i zatwierdzili. Przyśpieszyli proces trwający zwykle miesiące. Zamierzamy uczynić ten lek dostępnym na receptę – stwierdził prezydent a Amerykanie uwierzyli.

 

 

Problem w tym, że to co mówił Trump nie było prawdą. FDA wcale nie zatwierdziła chlorochiny do leczenia COVID-19. Jednak nawet po tym, jak prezes Agencji sprostował prezydenta i wyjaśnił konieczność dalszych testów, Donald Trump ponownie przemówił podkreślał zdolność środka do zatrzymania wirusa. Na konsekwencje nie trzeba było czekać.

Małżeństwo z Phoenix znalazło w swojej kuchennej szafce butelkę z proszkiem, w którym znajdował się fosforan chlorochiny. Ta sama substancja czynna z leku o którym mówił Trump tu jednak służyła jako środek na pierwotniaki u ryb. Para 60-latków rozpuściła go w wodzie i wypiła. Pół godziny później pojawiły się efekty zatrucia chemicznego.

Mężczyzna trafił do szpitala bez wyczuwalnego pulsu, kobietę podłączono do aparatury podtrzymującej życie. Lekarze twierdzą, że ma szansę przeżyć, bo zwymiotowała większość płynu. – Trump powtarzał, że to lek na tę chorobę. Nie wierzcie w nic co mówi, ani co mówią jego ludzie. Pytajcie swojego lekarza – powiedziała dziennikarzom stacji NBC. 

Podobnie jak z papierem toaletowym, żelem antybakteryjnym, maseczkami ochronnymi, rękawiczkami, spekulanci zaczęli hurtowo ściągać z rynku wszelkie środki zawierające chlorochinę lub hydroksychlorochinę (alternatywna, dająca mniej efektów ubocznych wersja leku). Pomijając kwestię etyczne tego procederu, niebezpieczeństwo dla tych samodzielnie biorących lek bez kontroli lekarza (ryzyko zatrucia), brak tego środka zagroził życiu i zdrowiu milionów pacjentów cierpiących na toczeń (ang. lupus). Nie trzeba było długo czekać na reakcję wystraszonych chorych.

 

 

 

 

 

 

Jan Sochaczewski