Polska wyspa skarbów

22 marzec 2009
Polska wyspa skarbówZdjęcia: Piotr Małecki

Polska to kraj ukrytych skarbów. Magia ich tajemnicy przyciągnęła do poszukiwań blisko 100 tys. osób. Grzegorz Ślipiec, pseudonim „Śmigło”, czuje się chory, jeśli w weekend nie wyjedzie szukać skarbów.

Na co dzień prywatny przedsiębiorca, cały wolny czas poświęca na eksplorację. Koledzy wołają na niego również Wujek Przypadek, bo ma szczęście, jakiego inni mogą mu tylko pozazdrościć. To właśnie Grzesiek nad Pilicą potknął się o fragment SDKF-a – ciężkiego pojazdu opancerzonego, którego wszyscy szukali. Trop wskazał jeden z okolicznych mieszkańców. – Tu pod koniec II wojny światowej Niemcy przeprawiali wozy pancerne i czołgi – powiedział. – Dwóch żołnierzy weszło na lód sprawdzić, czy się nie załamie. Ale ciężka maszyna i tak poszła na dno.
Przeleżała w mule prawie 60 lat. Szukali jej wszyscy, a Grzesiek wszedł w błoto i po prostu zahaczył o nią nogą. Wyciąganie pojazdu trwało dwa dni. – Najgorzej jest potem, jak mam spotkanie zarządu albo inne oficjałki. Krawat, garnitur, a ja ręce chowam, by nikt nie widział, że mam ziemię za paznokciami – opowiada. Na wyprawy zawsze zabiera kubek z elektrycznym mieszadełkiem, od którego wzięło się jego przezwisko. Zazwyczaj podróżuje z Markiem Królikowskim, właścicielem Baletowozu, czyli starego mercedesa. Wielkie auto ma w środku trzy legowiska i sporo miejsca na detektory, łopaty i rozmaite skarby. Po podłodze walają się więc kamienie, w których zapewne tkwi jakiś kryształ, stare bagnety, butelki po piwie. Baletowóz wjeżdża niemal wszędzie, a okna, które się nie domykają, to mało istotny drobiazg.
Marek i „Śmigło” zgodnie przyznają, że do takiej zabawy trzeba mieć ułańską fantazję. – Kiedy byłem mały, babcia w Wigilię wysłała mnie po kartofle. Czyli jakby na poszukiwania – wspomina Marek. – Wróciłem na Wielkanoc, już z młodymi ziemniakami. Eksploracja to nie jest zajęcie dla smutasów.
Szukanie skarbów działa jak narkotyk. Gdy raz się zacznie, nie ma szansy na odwyk. Pierwszy zgrzyt saperki o kawałek metalu, stara moneta umazana ziemią – od tego człowiek się po prostu uzależnia. Każda sztolnia, tunel, dziura w ziemi staje się wyzwaniem. To opinia wszystkich eksploratorów. Odkrywaniem skarbów zajmują się zarówno inteligentni pasjonaci o wiedzy, która zadziwia profesorów historii i archeologii, jak i cyniczni szubrawcy, którzy niszczą zabytki, okradają dla zysku stanowiska archeologiczne i rozkopują prywatny teren. Wszyscy jednak mają ten sam błysk w oczach, gdy namierzają wykrywaczem jakiś przedmiot ukryty pod warstwą ziemi.
Podobno w Polsce skarbów szuka prawie 100 tys. osób, ale nikt tak naprawdę nie wie, skąd wzięła się ta liczba. Statystyk się nie prowadzi, a skarbem może być wszystko – stara butelka po atramencie, kawałki porcelany z pałacowego śmietnika, działko wyciągnięte z rzeki, zardzewiała broń, słoiki z banknotami czy poniemieckie motory. Głównie takie rzeczy znajduje się w Polsce – twierdzi Rafał Kruk, twórca internetowego portalu dla poszukiwaczy i organizator corocznych „branżowych” zlotów.
Wraz ze zmianami ustrojowymi w Polsce pojawiła się większa swoboda w docieraniu do informacji i dokumentów, łatwiej też kupić wykrywacze metalu. – Wiele osób odkryło, że szukanie może być opłacalne. Giełdy staroci zapełniły się przedmiotami z „wykopków” – twierdzi dr Maciej Trzciński z Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Wrocławskiego.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-10-22 15:36

    Chęć posiadania to cecha nieodłączna.Każda inna forma bytu człowieka jest zaburzeniem rozwoju, lub fałszem.Mechanizmy rynkowe są ostatnim osiągnięciem człowieka na etapie postępowego rozwoju.Kwestię poszukiwań, jako jednej zform działania też należałoby uregulować w oparciu o mechanizmy rynkowe. Nie może być tak, że jest grupa ludzi uprzywilejowana, która otrzymuje stałe wynagrodzenie za biurokratyczną działalność szkaluje inną grupy, oczywiście obłudnie twierdząc,że działa w dobrych intencjjach, nadużywa władzy, osiąga dodatkowe korzyści zabierając innym prawo do posiadania, i rozwijania swoich pasji. To funkcjonariusze służb sprzedawali pozyskane znaleźiska, dla osiągnięcia własnych korzyści,to w policyjnych komisariatach topniały odebrane znaleźiska, to dyrektorzy muzeów sprzedawali niezinwentaryzowane przedmioty,to archeolodzy prowadzili wykopaliska prywatnie, to różne grupy w składzie których był również k.z. i inne właściwe osoby oficjalnie zgodnie z obowiązującym prawem podejmowali znaleźisko , by oznajmić ,że nic nie znaleziono itd itd... no i indiwidualni poszukiwacze. Czas, zmienić komunistyczne nawyki i w tej dziedzinie., wprowadzając kapitał celem ochrony znaleźisk. Obecnie odkryć przypadkowych jest marginalna ilość. Wszystkie prawie są efektem celowego działania i te działania należy właściwie wynagradzać, po to by nie stracić bezpowrotnie naszych wspólnych skarbów. Praktyka dowiodła, że zarówno zorganizowane jak i indywidualne działania dają efekty. Praktyka dowiodła też, że działania pod szyldem uprawnionych służb nie dały gwarancji pozyskania skarbów w całości.

  • Do moderacji
    2011-08-20 22:52

    cyt. 1 "Ja też jestem emerytowanym policjantem [...} " - to tłumaczy dalsze brednie cyt. 2 "[...] co prawda odszedłem w 2005r ale też mnie krew zalewa za rabunek dóbr kultury. Jestem pasjonatem historii a w szczególności historii II wojny światowej." - taki z ciebie pasjonat jak z archeologów, którzy pisali obowiązującą ustawę fachowcy. Ta ustawa właśnie powoduje, ze BARDZO DUŻA część zabytków niszczeje i ginie bezpowrotnie. Rozwiązań i proponowanych zmian było wiele ale tacy ja ty + macherzy od ustawy bronią tego bubla. Dlatego nie będę się rozpisywał na ten temat. cyt. 3 "Ostatnio odwiedziłem Osówkę i jakiez moje zdziwienie - po 97-roku ludzie opiekujący sie tym skansenem odkryli odsłonięte na skutek powodzi wejście. Chcieli je eksplorować więc wynajęli koparke, która usunęła resztę ziemi z wejścia. Jednakże nasze wladze ze względu na dewastację środowiska nakazały im zapłacić ponad 20.000zł. Skończyło sie tym, że wejście zostalo zasypane i obsadzone sadzonkami." - przykład bredni lub kompletnej głupoty władz. Widziałem tereny RIESE i są dzierżawione przez prawdziwych pasjonatów, nic tam nie jest robione "na pałę", a informacja o odsłoniętym wejściu przez powódź sprzed 14-tu lat jest tak samo prawdziwa jak sztuczna mgła i elektromagnes w Smoleńsku. cyt. 4 " Podobno do 1948r. wszystkie poziomy projektu Riese były dostępne, a miejscowi kradli z nich żarówki. Więc co się stało?" - podobno, podobno, podobno... nie pij więcej, we wszystkich znanych i dostępnych źródłach są podawane informacje, ze wejścia do sztolni wysadzili i maskowali wycofujący się Niemcy. Pierwszy raz słyszę aby odbyło się to w roku 1948. To jest dopiero sensacyjna informacja. cyt. 5 "Czy nasi związani są umową międzynarodową, która gwarantuje tajność w archiwum w Koblencji projektowi Riese do 2020r. czy też może sami produkujemy tam coś, czego nie chcemy ujawnić i stąd ta nagonka." - po tej części WIERZĘ, że jesteś policjantem, skąd ty bierzesz te wszystkie bzdury? Wymyślasz je? cyt. 6 "Podobno w 1997r. burmistrz Głuszycy oraz profesor z Krakowa, któray chcial zbadać Osówkę radarem geologicznym dostali na domowe adresy anonimy z Kamiennej Góry, gdzie grozono ich rodzinom jeśli nie zaprzestaną poszukiwań? Co o tym myślicie?" - podobno, podobno, podobno... czy ja już tego nie pisałem?? Kolejna brednia. Opowiastki dla PRZYGŁUPICH turystów. Jak nie zaboli to przemyśl cyt 6 ponownie. Przecież na takie badania georadarem oprócz profesora przyjechać musi zespół przynajmniej 3-4 osób (sam profesorek przecież nie będzie ganiał z georadarem), do tego burmistrz plus zgraja urzędników. To już ok 7-8 osób. Burmistrz na takie "łowy" zabrałby kilku przyjaciół (dla dodania sobie ważności a im splendoru) do tego 2 lub 3 dziennikarzy zainteresowanych tematem i lokalni pismacy. Na badaniach pojawiłby się archeolog plus asystent (nie odpuściliby takiej "sensacji"). Aby przegonić taką armię ludzi trzeba byłoby zorganizować armię przestępców. Czy wg. ciebie jest to możliwe?

  • Do moderacji
    2011-08-05 02:09

    Do gościa. Ja też jestem emerytowanym policjantem, co prawda odszedłem w 2005r ale też mnie krew zalewa za rabunek dóbr kultury. Jestem pasjonatem historii a w szczególności historii II wojny światowej. Ostatnio odwiedziłem Osówkę i jakiez moje zdziwienie - po 97-roku ludzie opiekujący sie tym skansenem odkryli odsłonięte na skutek powodzi wejście. Chcieli je eksplorować więc wynajęli koparke, która usunęła resztę ziemi z wejścia. Jednakże nasze wladze ze względu na dewastację środowiska nakazały im zapłacić ponad 20.000zł. Skończyło sie tym, że wejście zostalo zasypane i obsadzone sadzonkami. Podobno do 1948r. wszystkie poziomy projektu Riese były dostępne, a miejscowi kradli z nich żarówki. Więc co się stało? Czy nasi związani są umową międzynarodową, która gwarantuje tajność w archiwum w Koblencji projektowi Riese do 2020r. czy też może sami produkujemy tam coś, czego nie chcemy ujawnić i stąd ta nagonka. Podobno w 1997r. burmistrz Głuszycy oraz profesor z Krakowa, któray chcial zbadać Osówkę radarem geologicznym dostali na domowe adresy anonimy z Kamiennej Góry, gdzie grozono ich rodzinom jeśli nie zaprzestaną poszukiwań? Co o tym myślicie?

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-03-16 11:34

    Zadziwiające, że w każdej wsi jest tajemniczy, aczkolwiek niewidzialny, skarb. Wszędzie wjechał jakiś niemiecki pociąg pełen złota. Chyba Niemcy mieli tego złota więcej niż Inkowie i ZSRR razem wzięci... kolejna-monika.eblog.pl

  • Do moderacji
    2009-08-12 19:26

    Najgorsze jest to ze uczciwi pasjonacie są tak samo traktowani jak poszukiwacze nastawieni na zarobek

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-07-05 08:22

    jestem jednym z Olsztyńskich policjantów...który zatrzymał panów z Torunia z elementami "skarbu".Były fanfary, wywiady, spotkania ..... i nic więcej.Miano powołać specjalny wydział do zwalczania przestępstw tego typu.i nie powołano.zjawiskiem znów zajmują sie przypadkowi policjanci.przykro. Nic bardziej mnie nie wkur..... niz świadomość tego ,że pozwalamy bezkarnie okradać się z naszej historii , tradycji,kultury.Aż tak bogaci jesteśmy?????? chyba nie.

  • Do moderacji
    2009-05-26 17:07

    Świetny materiał i genialny temat. Szkoda tylko, że w Polsce obok takich poszukiwaczy z prawdziwego zdarzenia jest masa kolesi, którzy są w stanie np. rozkopać pół rezerwatu w poszukiwaniu paru kilogramów zwykłego żelastwa...

  • Do moderacji
    2009-05-26 17:07

    Świetny materiał i genialny temat. Szkoda tylko, że w Polsce obok takich poszukiwaczy z prawdziwego zdarzenia jest masa kolesi, którzy są w stanie np. rozkopać pół rezerwatu w poszukiwaniu paru kilogramów zwykłego żelastwa...

  • Do moderacji
    2009-05-26 14:49

    Aż się chce zacząć szukać. Artykuł super

  • Do moderacji
    2009-03-23 11:58

    bardzo ciekawy artykuł

Autor

Ostatnio czytali

  • artur
  • Ola Sieczka
  • Ewelinta
  • AdrianUS
  • Oktawian_P
  • kajmanesku
  • Inor
  • Docent
  • Kuba.Noch
  • siwy
  • wyspiarz
  • AnBis
  • siwydym
  • maagdalena1
  • hedda
  • Sewer
  • irwina77
  • jurgenhel
  • alpengold
  • dkglobetrot
  • Bog_danek

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się