Zwiedzanie Rygi prowadzi przez miejsca, w których codzienne życie splata się z historią handlu i architektury. Zaczynam od Targu Centralnego, potem ruszam między zabytki starego miasta, na ulicę Alberta i na drugi brzeg Dźwiny.

WIDEO…

player placeholder

Przychodzę na degustację, a oglądam dachy hangarów sterowców

Podnoszę głowę i przez chwilę zapominam o straganach. Nad nimi rozciąga się ogromny łuk dachu. Wzrok biegnie wzdłuż stalowej konstrukcji, znacznie wyżej niż spodziewam się po miejscu, do którego przychodzę na degustację łotewskich przysmaków. Dopiero kiedy znów patrzę przed siebie, wracają sprzedawcy, zakupy i ludzie pochylający się nad towarem.

Jestem na ryskim Targu Centralnym. Przychodzę tu z Artursem Adamsonsem, przewodnikiem z EatRiga, żeby dowiedzieć się, co jedzą Łotysze, tymczasem najpierw zajmuje mnie pytanie, po co jedzeniu aż tyle miejsca. Hala targowa jest naprawdę potężna!

Zobacz także:

Wyjaśnienie prowadzi na zachód Łotwy, do Vaiņode. Stamtąd sprowadzono elementy dawnych hangarów niemieckich sterowców, wykorzystane przy budowie tutejszych hal. Nie przeniesiono ich w całości – górne partie konstrukcji osadzono na nowych, niższych budynkach. Targ otwarto w 1930 roku.

Patrzę jeszcze raz na dach. Próbuję wyobrazić sobie rozmiary sterowca, a potem spoglądam na siatki niesione przez kupujących. Całkiem udana zmiana przeznaczenia. Konstrukcje projektowane dla wojskowego lotnictwa od blisko stu lat służą codziennym zakupom.

Arturs od razu sprowadza mnie na poziom stoisk. Obiecał mi zwiedzanie i degustację, co szybko okazuje się bardzo rozsądnym połączeniem. Zatrzymujemy się przy kiszonkach. Kwaśność, sól i znajome chrupnięcie.

– Mieszkałem kilka lat w Krakowie – opowiada mi mój łotewski towarzysz – wiem więc, że ogórki, kapusta i ciemny chleb to zestaw, z którym Polak powinien sobie poradzić – żartuje.

Nie wszystkie kiszonki wyglądają jednak tak znajomo. Kapusta o smaku owocu granatu czy kimchi po łotewsku to zdecydowanie nowoczesne produkty pośród klasyki przetworów.

targ centralny w Rydze
Targ Centralny w Rydze. fot. Atlantide Phototravel/Getty Images

Dom Czarnogłowych zachwyca fasadą. Przez dziesięciolecia go tu nie było

Z targu ruszam w stronę ryskiej starówki. Jej początki sięgają XIII wieku, a ceglane kościoły i kupieckie kamienice przypominają o hanzeatyckiej przeszłości miasta. Po przestronnych halach muszę przyzwyczaić wzrok do innej skali. Ulice zwężają się, skręcają, znikają między kamienicami. Pod nogami mam nierówny bruk, nad głową coraz częściej widzę tylko wąski pas nieba. Wystarczy jednak kolejny zakręt, żeby wyjść na plac i znów nabrać ochoty na rozglądanie się we wszystkie strony.

Na placu Ratuszowym zatrzymuję się przed Domem Bractwa Czarnogłowych. To jeden z symboli miasta i wyraźne nawiązanie do jego kupieckiej historii. Z oczarowaniem patrzę na czerwoną cegłę, jasne dekoracje, rzeźby i zegar. Przesuwam wzrokiem po fasadzie i nie mam wątpliwości, że stoję przed jednym z piękniejszych budynków w tej części Europy. Każda kolejna ozdoba każe zatrzymać wzrok trochę wyżej. Cóż, kupiecki sukces najwyraźniej zasługuje na odpowiednią oprawę – myślę.

Historia domu sięga 1334 roku. Początkowo służył spotkaniom i ucztom różnych miejskich organizacji, z czasem coraz mocniej wiązał się z Bractwem Czarnogłowych – młodymi, nieżonatymi kupcami, w dużej mierze przybyszami z niemieckich miast. W XVII wieku bractwo zostało jego jedynym użytkownikiem. Organizowano tu uroczystości, przyjęcia i spotkania. Handel potrzebuje przecież kontaktów, a te znacznie przyjemniej nawiązuje się przy zastawionym stole.

Dziś w środku działa świetnie zorganizowane muzeum. Reprezentacyjne sale pozwalają zrozumieć, jak ważnym elementem miejskiego życia były spotkania i wspólne świętowanie. Czarnogłowi potrafili zadbać o swoich gości.

Co ciekawe, budynek, który oglądam, zostaje odtworzony dopiero pod koniec XX wieku. Historyczny gmach spłonął podczas drugiej wojny światowej, a jego pozostałości później rozebrano. Odbudowany Dom Czarnogłowych otwiera się w 1999 roku. Wychodząc, jeszcze raz przyglądam się fasadzie. Trudno uwierzyć, że przez kilka dziesięcioleci tak charakterystycznego budynku po prostu tu nie było.

dom czarnogłowych w Rydze
Dom Czarnogłowych to jeden z symboli Rygi. Budynek odbudowano w 1999 roku. fot. KavalenkavaVolha/Getty Images

Trzej Bracia i Brama Szwedzka. Na starówce odległości bywają mylące

Dalej idę w stronę kościoła św. Piotra. Smukła wieża luterańskiej świątyni co jakiś czas pojawia się między dachami, ale z bliska trzeba porządnie zadrzeć głowę, żeby objąć ją wzrokiem. U podnóża ogromnej świątyni znów wchodzę w drobniejszą zabudowę. Przy bocznych uliczkach fasady stoją blisko siebie, drzwi prowadzą do kolejnych restauracji i niewielkich sklepów, a przejścia kuszą, żeby sprawdzić, co znajduje się po drugiej stronie.

Docieram na plac Katedralny. Po ciasnych uliczkach jego otwarta przestrzeń wydaje się jeszcze większa. Nad placem dominuje potężna bryła katedry, wokół mieszczą się kawiarnie i restauracje. Mam ochotę usiąść, ale najpierw obchodzę plac, zmieniając punkt widzenia. Z każdej strony inaczej układają się dachy, wieża i fasady sąsiednich budynków.

Patrząc na ceglane kościoły i kamienice, łapię się na skojarzeniach z gdańskim Starym Miastem i innymi miastami nad Bałtykiem. W Rydze również widać, jak silnie handel wpływał na wygląd miasta. Towary, pieniądze i ludzie przybywali tu wraz z pomysłami na budowanie domów, urządzanie wnętrz i pokazywanie własnej pozycji. Do dziś da się tu poczuć dawną potęgę miasta, uznawanego kilka wieków temu za jeden z najważniejszych i najbogatszych portów w Europie.

Przy Mazā Pils iela zatrzymuję się przed Trzema Braćmi – trzema ciasno ustawionymi domami, z których każdy ma inne proporcje, okna i dekoracje. Najstarszy pochodzi z końca XV wieku. Mieścił niegdyś przestrzeń do pracy, handlu i codziennego życia. Po okazałych salach Czarnogłowych dobrze zobaczyć także taką stronę dawnej Rygi. Wyobrażam sobie, jak niewielki dystans dzielił tu domowe zajęcia od interesów. Czasem wystarczyło zapewne odwrócić się od stołu.

Idę jeszcze w stronę Bramy Szwedzkiej, niewielkiego przejścia w zabudowie przy Torņa iela. Powstała w 1698 roku, gdy Ryga znajdowała się pod szwedzkim panowaniem, i pozostaje jedyną zachowaną historyczną bramą miejską. Z bliska łatwo docenić jej praktyczny sens – przejść przez mur, dostać się na drugą stronę, skrócić drogę.

Za bramą znów zmienia się widok. Wzdłuż ulicy ciągną się dawne Koszary Jakuba, mieszczące dziś między innymi lokale i sklepy. Zerkam na kolejne wejścia i dochodzę do wniosku, że na ryską starówkę warto zostawić więcej czasu, niż wynikałoby z jej rozmiarów. Odległości są niewielkie. Najwięcej czasu zajmuje jednak zaglądanie po drodze.

Wsiadam do łodzi. Z miejskiego kanału widać inną Rygę

Stolica Łotwy leży nad Dźwiną, niedaleko jej ujścia do Zatoki Ryskiej. Rzeka przez stulecia łączyła miasto z Bałtykiem i szlakami handlowymi prowadzącymi w głąb lądu. Wodę spotykam tu również między parkami w samym centrum.

Wokół starówki zatacza łuk kanał miejski Pilsētas kanāls, którym niewielkie łodzie wycieczkowe przepływają pod kolejnymi mostkami. Do jednej z takich łodzi wsiadam i ja. Z poziomu wody brzegi wydają się wyższe, drzewa są bliżej, a mosty, pod którymi przepływamy, na chwilę zamykają widok. Siedzę i pozwalam, żeby tym razem miasto przesuwało się samo. Między drzewami pojawiają się fasady kamienic, ale zanim zdążę przyjrzeć się szczegółom, łódź płynie dalej.

Bastejkalna Park in Riga
Rejs przez kanały w ryskim parku Bastejkalna. fot. Alexander Spatari/Getty Images

Osiem zabytków przy jednej ulicy. Na ulicy Alberty trudno opuścić głowę

Z miejsca zacumowania jest dosłownie kilka kroków do jednej z najsłynniejszych ulic w mieście. Ruszam więc w stronę Alberta iela, perły ryskiej secesji. Przy tej krótkiej ulicy aż osiem budynków ma status zabytków architektury o znaczeniu państwowym.

Tutaj co kilka kroków zatrzymuję się i znowu zadzieram głowę. Z fasad patrzą na mnie rzeźbione twarze, nad oknami piętrzą się maski i ornamenty, a balkony walczą o uwagę z dekoracjami wyższych pięter. Trudno zdecydować, od czego zacząć.

Zabudowa ulicy powstaje głównie między 1901 a 1908 rokiem. To czas rozkwitu ryskiej secesji, nazywanej tu jūgendstils. Kilka najbardziej efektownych kamienic projektuje Michaił Eisenstein. Jego fasady oglądam powoli – najpierw całość, potem kolejne rzeźby i obramienia okien. Mimo niezgrabnych wygibasów na środku jezdni próba zmieszczenia wszystkiego na jednym zdjęciu szybko okazuje się skazana na niepowodzenie.

Pod numerem 12 widzę dom z 1903 roku, zaprojektowany przez łotewskiego architekta Konstantīnsa Pēkšēnsa przy współpracy młodego Eižensa Laubego. W dekoracjach pojawiają się swojskie motywy przyrodnicze, takie jak igły sosnowe, szyszki czy wiewiórki. Pēkšēns sam tu mieszkał i pracował, a w jego dawnym mieszkaniu działa dziś Muzeum Secesji. Można więc sprawdzić, jak wyglądało życie za tak bogato zdobioną fasadą.

Za Dźwiną zmienia się skala. Ryga ma około czterech tysięcy drewnianych budynków

Po drugiej stronie Dźwiny zaglądam do kwartału Kalnciema, przy skrzyżowaniu ulic Kalnciema i Melnsila. Po secesyjnych kamienicach centrum znów muszę przestawić wzrok. Domy są niższe, łatwiej przyjrzeć się oknom, drzwiom i dekoracjom. Zamiast rzeźbionych masek oglądam drewniane obramienia i elewacje w spokojnych kolorach.

Ten zespół zabudowy z końca XIX wieku przypomina, że Ryga ma także rozległe drewniane dziedzictwo. Według Łotewskiego Kanonu Kultury w mieście zachowało się około czterech tysięcy drewnianych budynków. Warto więc podczas zwiedzania przeprawić się przez rzekę i zajrzeć między innymi do dzielnicy Āgenskalns, której częścią jest Kalnciema.

Tutejsze domy reprezentują późny klasycyzm. Ich dawni mieszkańcy – Łotysze, Niemcy, Żydzi, Rosjanie i Polacy – zajmowali się rzemiosłem i handlem. Później budynki przeszły mniej szczęśliwy okres. W czasach radzieckich zostają podzielone na mieszkania komunalne, a zaniedbania coraz wyraźniej było widać na elewacjach i we wnętrzach.

W 2001 roku bracia Mārtiņš i Kārlis Dambergs rozpoczęli ich odnawianie. Korzystali z tradycyjnych materiałów i technik, ale przystosowali domy do współczesnego użytkowania. Dziś mieszczą się tu między innymi biura architektów i przedstawicieli branż twórczych, galeria oraz sklep z winem i kawiarnia.

Do Kalnciema najlepiej przyjść w sobotę. Między domami rozstawia się targ

Jak się dowiaduję, wizytę w dzielnicy drewanianych domów najlepiej zaplanować na sobotę. Przez cały rok, od godziny 10 do 16, przy Kalnciema iela 35 odbywa się targ rolników i rzemieślników. Wstęp jest bezpłatny. Można kupić miejscową żywność, przetwory, ziołowe herbaty, ceramikę czy biżuterię, a przy okazji porozmawiać z ludźmi, którzy je wytwarzają.

Poszczególne soboty mają często własny temat, związany z porą roku, świętem albo wzornictwem. Targowi towarzyszą warsztaty i wydarzenia dla rodzin, a w cieplejszych miesiącach w kwartale odbywają się także koncerty plenerowe. Na spokojniejszą wizytę można wybrać dzień powszedni, sprawdzając wcześniej godziny galerii i kawiarni.

W kwartale działa nawet Centrum Architektury Drewnianej, gdzie prowadzone są konsultacje i zajęcia poświęcone konserwacji – od malowania elewacji farbami na bazie oleju lnianego po naprawę okien i okiennic. Przy drewnie trudno cokolwiek zrobić raz na zawsze. Dobrze, że ktoś tutaj wie, jak się za to zabrać.

Źródło: Visit Riga