Na południowych wodach Atlantyku, na samej granicy z Oceanem Antarktycznym, naukowcy starają się poznać historię tajemniczej osady rozbitków. Na samym krańcu argentyńskiej Ziemi Ognistej znajduje się Wyspa Stanów – miejsce, gdzie według hipotez miała rozbić się załoga słynnego marynarza Luisa Piedrabueny. Rozbitkowie mieli tam spędzić ponad dwa miesiące, czego ślady znajdujemy właśnie dziś.

WIDEO…

player placeholder

Katastrofa na końcu świata

Nie bez przyczyny południowe wyspy Ziemi Ognistej nazywane są końcem świata. Na Wyspie Stanów na próżno szukać ludzkiego śladu, a prędzej natrafimy tu na różne gatunki pingwinów i morskich ssaków niż na człowieka. Jednym słowem: pejzaż idealny na bezludną wyspę, do której w panice cumują rozbitkowie. Tylko czy naprawdę taki scenariusz miał w rzeczywistości miejsce? Najpierw musimy się cofnąć do drugiej połowy XIX wieku, gdy całą Amerykę Południową obiegła opowieść o pewnym argentyńskim żeglarzu.

Luis Piedrabuena zdobywał ze swoimi załogami antarktyczne ziemie, które były wówczas niemal bezludne i niechronione przez żadne państwo. Gdy marynarz dopływał na takie tereny, wbijał tam biało-niebieską argentyńską flagę, czym rozszerzał wpływy latynoskiego kraju na kolejne, południowe ziemie. Nie wszystkie ekspedycje szły Argentyńczykowi jednak tak gładko.

Zobacz także:

Do historii przeszła wyprawa z 1873 roku, w której Piedrabuena miał płynąć wraz ze swoim statkiem „Espora” w poszukiwaniu pingwinów, wykorzystywanych wówczas do produkcji oleju. Na całe szczęście dla antarktycznych nielotów wyprawa zakończyła się chwilę po tym, jak się zaczęła. Łódź rozbiła się na Wyspie Stanów, a marynarze zostali uwięzieni na zimnych ziemiach południowej Argentyny aż na ponad dwa miesiące. W tym czasie rozbitkowie mieli odzyskać część wyposażenia z „Espory” i zbudować nową jednostkę, którą nazwali „Luisito”.

Badania nad osadą rozbitków

Współcześnie otworzył się kolejny rozdział historii rozbitków z Wyspy Stanów. W styczniu 2026 roku zespół archeologów wyruszył na te tereny w ramach ekspedycji „Aquí hay dragones” („Tu są smoki”), której celem było poznanie morskiej historii tego odizolowanego zakątka świata. Naukowcy spędzili na wyspie dziesięć dni, z czego zaledwie dwa poświęcili na badania w zatoce Lacroix, gdzie mogło dojść do katastrofy statku „Espora”. Prace utrudniały ekstremalne warunki pogodowe, które zmusiły jednostki transportujące archeologów do odpłynięcia bez nich. Badacze musieli czekać na pomoc argentyńskiej marynarki wojennej, która przetransportowała ich z powrotem do Ushuaia – najważniejsze bazy wypadowej na Antarktydę. Pomimo trudności naukowcom udało się ponownie zbadać dwa znane wcześniej fragmenty drewnianego kadłuba oraz odkryć trzeci, mniejszy fragment po północnej stronie zatoki.

Badaczom udało się ustalić, że obozowisko rozbitków znajdowało się u podnóża stromego wzgórza, w pobliżu strumienia, który mógłby zaopatrywać ocalałych z katastrofy w świeżą wodę. Tam, gdzie kiedyś miała osiąść załoga Piedrabueny, teraz udało się znaleźć XIX-wieczne przedmioty, w tym szklane koraliki, butelki i ceramiczne guziki. Udało się również odszukać kolejne elementy statku, który osiadł na tych wodach. Pozostałości pryzmatu pokładowego, czyli szklanego elementu umożliwiającego doprowadzanie światła dziennego do wnętrza statku przez pokład, oraz zawias steru mogły kiedyś być częściami argentyńskiej „Espory”.

Do kogo należą artefakty?

Choć najnowsze odkrycia rozbudzają wyobraźnię, przywodząc na myśl skojarzenia z wyprawą Piedrabueny, badacze nie są pewni, czy odnalezione artefakty rzeczywiście miały związek z argentyńskim marynarzem. Przede wszystkim źródła historyczne zawierają sprzeczne informacje dotyczące tego, w jakim stopniu załoga rozebrała uszkodzony statek, aby wykorzystać jego części do budowy nowej jednostki. Co więcej, odnalezione fragmenty kadłuba nie odpowiadają w pełni opisom statku, z którego rozbitkowie mieli odzyskać materiały. Archeologom nie udało się również odnaleźć miejsca, w którym marynarze mieli zbudować jednostkę umożliwiającą im opuszczenie wyspy.

Badacze planują teraz przeprowadzić szczegółowe analizy drewnianych pozostałości, aby ustalić, czy pochodzą one z jednego, czy kilku różnych statków. Dopiero kolejne badania pozwolą ocenić, czy odkryte obozowisko rzeczywiście należało do Luisa Piedrabueny i jego załogi. Gdyby tak się stało, otrzymalibyśmy gotowy scenariusz nowego przygodowego filmu, z archeologicznym motywem w tle. 

Źródła: Phys.org, Antiquity