Reklama

Spis treści:

  1. Błędna filozofia i potęga lodu. Dlaczego Endurance musiał zatonąć?
  2. „Żywy osioł czy martwy lew?” Portret lidera wszech czasów
  3. Piekielny marsz i nawigacyjny majstersztyk na krańcu świata
  4. Posłuchaj całej rozmowy o tajemnicy statku Endurance

Odkrywanie krańców Ziemi na początku XX wieku było domeną ludzi o stalowych nerwach, jednak wyprawa Shackletona z lat 1914–1916 wymyka się wszelkim kategoriom. Choć cel transantarktycznego trawersu zakończył się fiaskiem, zanim badacze w ogóle postawili stopę na kontynencie, do historii przeszło coś o wiele ważniejszego – bezbłędne przywództwo w sytuacji absolutnie beznadziejnej. Jak zauważa w podcaście Mikołaj Golachowski, to wyprawa „najbardziej niewiarygodna, jaka wydarzyła się podczas tej ery wielkich odkrywców”. Przez ponad dwadzieścia miesięcy, odcięci od świata na zamarzniętym Morzu Weddella, polarnicy toczyli codzienną bitwę z chłodem, głodem i psychicznym załamaniem. Kluczem do ich ocalenia okazało się rodowe motto Shackletona: „Zwyciężymy wytrwałością”.

Błędna filozofia i potęga lodu. Dlaczego Endurance musiał zatonąć?

Zanim doszło do katastrofy, legendarny statek Endurance (początkowo nazwany Polaris) miał być najpotężniejszą drewnianą konstrukcją swoich czasów, stworzoną do taranowania polarnych lodów. Jak się jednak okazało, sama siła nie wystarczyła w starciu z antarktyczną przyrodą. Nasz ekspert Mikołaj Golachowski w rozmowie z Iwoną El Tanbouli-Jabłońską z National Geographic Polska zwraca uwagę na fundamentalny błąd konstrukcyjny jednostki, porównując ją do słynnego norweskiego statku Fram.

– Fram nie został zbudowany po to, żeby wytrzymać presję czy ciśnienie lodu. On miał dno zupełnie okrągłe. Pomysł Nansena polegał na tym, że jak będzie go lód ściskał, to ten statek po prostu będzie wychodził coraz wyżej, jak spławik w wodzie. W tych miejscach nie da się być silniejszym od przyrody, trzeba z nią współpracować. Budowanie takich statków jak Endurance było po prostu głupim pomysłem – wyjaśnia ekspert.

W styczniu 1915 roku Endurance nieodwracalnie utknął w paku lodowym na Morzu Weddella, rozpoczynając wielomiesięczny dryf wraz z prądami morskimi. W listopadzie tego samego roku, pod wpływem gigantycznego naporu lodu, kadłub pękł jak zapałka. Załoga została dosłownie na lodzie – bez dachu nad głową, z zapasami uratowanymi w ostatniej chwili i trzema niewielkimi szalupami ratunkowymi.

„Żywy osioł czy martwy lew?” Portret lidera wszech czasów

Co sprawiło, że w obliczu tak ekstremalnego kryzysu załoga nie uległa chaosowi i buntowi? Odpowiedzią jest osobowość Ernesta Shackletona, którego podwładni z szacunkiem nazywali „The Boss” (Szef).

Shackleton był geniuszem zarządzania ludźmi, dbającym o morale grupy bardziej niż o jakiekolwiek rekordy czy naukowe laury. Wyjątkowy charakter podróżnika ujawnił się już podczas jego wcześniejszej wyprawy z 1909 roku na statku Nimrod, kiedy będąc zaledwie 180 km od bieguna południowego, podjął decyzję o odwrocie, by ratować wycieńczonych towarzyszy. Napisał wtedy do żony słowa, które stały się legendą: „Uznałem, że będziesz wolała mieć żywego osła niż martwego lwa”.

W podcaście przytoczony zostaje również słynny polarny cytat, idealnie oddający jego fenomen:

„Na kierownika naukowca weź Scotta, jeśli chodzi o szybką i sprawną podróż – Amundsena, ale kiedy znajdziesz się w beznadziejnej sytuacji, w której nie ma wyjścia, módl się o Shackletona”.

Golachowski podkreśla, że Shackleton nie był liderem, który jedynie wydawał rozkazy. Znał imiona żon i dzieci wszystkich swoich ludzi, potrafił bezbłędnie gasić konflikty w zarodku i zawsze był pierwszy do najcięższej pracy. Kiedy morale drastycznie spadało, potrafił poderwać ludzi do działania, doskonale wiedząc, że bezczynność w arktycznym piekle oznacza natychmiastową śmierć.

Piekielny marsz i nawigacyjny majstersztyk na krańcu świata

Kiedy lód zaczął pękać, polarnicy musieli podjąć desperacką próbę ucieczki. Przez tydzień płynęli trzema przepełnionymi, otwartymi szalupami przez zdradliwe, lodowate fale, by ostatecznie dotrzeć do Wyspy Słoniowej. Choć po ponad 500 dniach poczuli pod nogami upragniony stały ląd, miejsce to okazało się surową, odizolowaną pułapką, gdzie nikt nie miał prawa ich szukać.

– Ta wyspa jest niedostępna jak forteca. Ma pionowe ściany lodowców i skał, a dookoła niej z wody wystają kamienne szpile. Przestrzeń, jaką mieli do dyspozycji, była wielkości bardzo dużego pokoju. Kiedy szły sztormy, fale przelatywały przez tę plażę z jednej strony na drugą – relacjonuje Golachowski, który wielokrotnie badał te rejony.

Shackleton podjął kolejną, niemal samobójczą decyzję. Wraz z pięcioma ludźmi wsiadł do zmodyfikowanej przez cieślę 8-metrowej szalupy James Caird i wyruszył w trwający 16 dni rejs przez najbardziej burzliwe morze świata w kierunku Georgii Południowej – oddalonej o 700 mil morskich. Kapitan Frank Worsley dokonał niewiarygodnego majstersztyku nawigacyjnego – widząc słońce zaledwie dwukrotnie w ciągu całej podróży, bezbłędnie trafił w wąską wyspę.

To jednak nie był koniec. Po wylądowaniu na złej, niezamieszkanej stronie Georgii Południowej, wycieńczeni polarnicy bez profesjonalnego sprzętu górskiego dokonali pierwszego w historii trawersu niebezpiecznych, pokrytych lodowcami gór (wyższych od polskich Tatr), by dotrzeć do norweskiej stacji wielorybniczej Stromness. Gdy w drzwiach zarządcy stanął zniszczony sztormem Shackleton, norweski polarnik na jego widok po prostu wybuchnął płaczem.

Posłuchaj całej rozmowy o tajemnicy statku Endurance

Chcesz poznać więcej wstrząsających szczegółów tej wyprawy? Dowiedzieć się, czym żywiła się załoga, by uniknąć szkorbutu i jak wyglądał powrót Shackletona po pozostałych na Wyspie Słoniowej 21 towarzyszy? Posłuchaj całej rozmowy, którą z Mikołajem Golachowskim poprowadziła Iwona El Tanbouli-Jabłońska z National Geographic Polska. Wideo z rozmową można obejrzeć poniżej, a także na naszym kanale YouTube i w serwisie Spotify.

Video placeholder

Źródło: National Geographic Polska

Nasz ekspert

Łukasz Załuski

Od ponad 20 lat opowiada o świecie – jego historii, nauce i miejscach, do których warto wyruszyć z otwartą głową. Jest redaktorem naczelnym „National Geographic Polska” oraz National-Geographic.pl. Wcześniej kierował m.in. „Focusem”, „Focusem Historia” czy „Sekretami Nauki”, konsekwentnie rozwijając tematykę popularnonaukową i podróżniczą. Jest inicjatorem projektu pierwszej naukowej rekonstrukcji wizerunków władców z dynastii Jagiellonów. Po godzinach miłośnik gimnastyki sportowej, książek kryminalnych i europejskich stolic.

Łukasz Załuski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...