Co zdradza polskiego turystę we Włoszech? Te przyzwyczajenia dziwią mieszkańców Italii
Polacy od lat należą do wielkich miłośników Włoch. Podróżujemy tam dla sztuki, słońca i jedzenia, a włoska kuchnia na dobre zadomowiła się także nad Wisłą. To jednak nie znaczy, że przy stole zachowujemy się tak samo jak mieszkańcy Italii. Czasem wystarczy jedno zamówienie, by Włosi od razu wiedzieli, że mają do czynienia z turystą.

Polacy kochają Włochy i coraz lepiej poznają tamtejszą kuchnię, jednak po przyjeździe często okazuje się, że różnice dotyczą nie tylko tego, co trafia na talerz. Równie ważne są pora posiłku, kolejność dań czy sposób ich łączenia. Cappuccino zamówione po lunchu, prośba o parmezan do makaronu z owocami morza albo próba zjedzenia kolacji o godz. 17 mogą więc wywołać zdziwienie obsługi – nawet jeśli zwykle spotykają się raczej z pobłażliwością niż otwartą krytyką. Jakie zwyczaje warto znać, żeby lepiej odnaleźć się przy włoskim stole i uniknąć kulinarnego faux pas?
Cappuccino po obiedzie? Dla Włochów kawa z mlekiem ma swoją porę
We Włoszech sposób zamawiania kawy potrafi powiedzieć o turyście więcej niż jego akcent. Cappuccino jest silnie związane z porankiem i śniadaniem, dlatego po lunchu czy wieczornej kolacji miejscowi zdecydowanie częściej sięgają po espresso. Nie jest to oczywiście żaden formalny zakaz – restauracja przygotuje mleczną kawę również późnym popołudniem, jeśli gość właśnie na taką ma ochotę. Chodzi raczej o utrwalony zwyczaj i sposób, w jaki Włosi komponują posiłki.
Cappuccino jest dla nich sycącym, mlecznym napojem pasującym do początku dnia, a nie typowym zwieńczeniem obiadu. – Polscy goście często śmieją się, że pierwszą włoską lekcję otrzymują już przy zamawianiu kawy. W Polsce cappuccino piję przez cały dzień, a we Włoszech ma ono swoje miejsce w porannym rytuale – tłumaczyła Elena Oppizzi, koordynatorka LagodiGardaCamping (inicjatywy zrzeszającej kempingi nad Jeziorem Garda). Zamówienie go później nie wywoła więc skandalu, ale może być jednym z tych drobiazgów, po których obsługa bez trudu rozpozna zagranicznego gościa.
Jak wygląda włoskie śniadanie? Polaków może zaskoczyć jego słodki charakter
Inaczej wygląda również sam pierwszy posiłek dnia. Jajka, wędliny, sery, warzywa i kilka kromek pieczywa nie są zestawem, który najlepiej oddaje tradycyjne włoskie śniadanie. Częściej jest ono niewielkie i słodkie: kawie towarzyszy cornetto, czyli wypiek przypominający rogalik, podawany bez dodatków albo nadziewany kremem, konfiturą czy czekoladą. Dla osoby przyzwyczajonej do bardziej sycącego porannego posiłku taki zestaw może początkowo wyglądać raczej jak przekąska.
Oczywiście współczesne Włochy nie są pod tym względem jednolite – hotele i lokale w popularnych miejscowościach oferują również bardziej rozbudowane, wytrawne śniadania dostosowane do zagranicznych gości. Jeśli jednak ktoś chce spróbować posiłku bliższego miejscowym zwyczajom, może rano zajrzeć do niewielkiej kawiarni lub cukierni, gdzie kawa i słodki wypiek pozostają klasycznym zestawem.

Parmezan do owoców morza? We Włoszech nie każdy dodatek pasuje do makaronu
Włoskie zasady nie kończą się na porze picia kawy, lecz dotyczą również tego, jakie składniki powinny znaleźć się razem na talerzu. W Polsce dodatkowa porcja startego sera może wydawać się neutralnym wyborem zależnym wyłącznie od upodobań, tymczasem we włoskiej kuchni dodatki są znacznie silniej związane z konkretnym daniem. Najbardziej znanym przykładem jest makaron z rybami lub owocami morza. Do takich potraw tradycyjnie nie dodaje się parmezanu, ponieważ jego intensywny i słony smak może zdominować delikatniejsze składniki. W bardziej tradycyjnej restauracji sera może więc w ogóle nie być na stole, a kelner poproszony o jego przyniesienie czasem upewni się, czy klient rzeczywiście chce połączyć te smaki.
Podobne zdziwienie może wzbudzić keczup do pizzy lub makaronu. Nie chodzi przy tym o przekonanie, że turyście „nie wolno” jeść po swojemu. We włoskiej kuchni gotowe danie traktowane jest jednak jako określona kompozycja smaków, której dodatkowy sos czy ser niekoniecznie służą. To właśnie ta różnica w podejściu sprawia, że pozornie niewinna prośba może zostać odebrana jako bardzo niewłoska.
O której je się kolację we Włoszech? Restauracje mają własny rytm dnia
Polski turysta może zostać zaskoczony jeszcze zanim zdąży cokolwiek zamówić. W wielu regionach Włoch restauracje nie serwują pełnego menu bez przerwy od południa do późnego wieczora. Po lunchu kuchnia bywa zamykana na kilka godzin, a ponownie zaczyna działać około godz. 19:00, kiedy rozpoczynają się przygotowania do kolacji. Próba zjedzenia pełnego posiłku o 16 czy 17 może więc oznaczać konieczność poszukania innego lokalu albo zadowolenia się przekąską.
Z tego samego powodu turyści mówią czasem o włoskiej „sjeście”, choć określenie to nie opisuje jednego, obowiązującego w całym kraju zwyczaju. Popołudniowe przerwy rzeczywiście są jednak nadal spotykane w mniejszych restauracjach, sklepach czy rodzinnych punktach usługowych. W największych miastach i miejscowościach nastawionych na turystów godziny są coraz bardziej elastyczne, lecz poza najbardziej uczęszczanymi miejscami warto je sprawdzić przed wizytą.
Czym jest aperitivo? To coś więcej niż drink przed kolacją
Włoski wieczór często zaczyna się jeszcze przed właściwą kolacją. Aperitivo jest okazją do spotkania ze znajomymi, rozmowy i symbolicznego przejścia od obowiązków dnia do czasu wolnego. Do napoju mogą być podawane oliwki, grissini, sery, chipsy czy niewielkie kanapki, ale tradycyjnie przekąski mają przede wszystkim pobudzić apetyt przed późniejszym posiłkiem. Nie oznacza to jednak, że aperitivo zawsze wygląda tak samo.
W niektórych lokalach oferta jedzenia jest znacznie bardziej rozbudowana i wtedy pojawia się określenie apericena – połączenie aperitivo z kolacją, podczas którego przekąski mogą w praktyce zastąpić pełny posiłek. Samo aperitivo nie jest więc po prostu włoską wersją „happy hour”, lecz elementem wieczornego rytuału, który poprzedza kolację i daje czas na spotkanie z innymi.
Włoski posiłek to nie przerwa w zwiedzaniu. Polacy często jedzą znacznie szybciej
Największa różnica nie musi jednak dotyczyć konkretnego składnika ani godziny. Włoska kultura stołu wyróżnia się także tempem, które dla turysty realizującego napięty harmonogram może początkowo wydawać się zbyt wolne. Lunch czy kolacja są okazją do rozmowy i spędzenia czasu razem, dlatego kolejne dania nie zawsze pojawiają się natychmiast po sobie, a opróżnienie talerza nie oznacza, że spotkanie właśnie dobiegło końca.
Z tym wiąże się również kwestia rachunku. Kelner często nie przyniesie go automatycznie chwilę po zabraniu naczyń, ponieważ mogłoby to zostać odebrane jako sygnał, że goście powinni zwolnić stolik. Zamiast czekać, aż obsługa sama zakończy wizytę, zazwyczaj wystarczy więc o niego poprosić. Turysta może początkowo odebrać takie tempo jako opieszałość obsługi. – Polscy goście przyjeżdżają tu z bardzo rozbudowanym planem. (…) Po kilku dniach zwykle zaczynają zwalniać. Odkrywają, że we Włoszech posiłek nie jest przerwą w zwiedzaniu, ale jedną z atrakcji wyjazdu – dodała Oppizzi.
Źródło: agencja Olive Media
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

