Europa robi się za gorąca na wakacje? Fale upałów zmieniają plany turystów
Eksperci ostrzegają, że częstsze i silniejsze fale upałów będą stałym elementem kolejnych wakacji. Zmieniają się więc nie tylko kierunki podróży, ale też same nawyki turystów: terminy wyjazdów, godziny zwiedzania i sposób planowania urlopu.

Spis treści:
- Upał zmienia wakacyjne nawyki
- Europa na pierwszej linii zmian
- Miasta uczą się żyć z upałem
- Ku bardziej świadomej erze podróżowania
Dla doświadczonych podróżników, Heike i Roberta Taylorów, Umbria latem 2022 roku okazała się punktem zwrotnym. Wspomnienia stresującej podróży do Doliny Loary w lipcu 2019 roku – gdy region dusił się w 40-stopniowym upale – wciąż były świeże. Mimo to para nie zrezygnowała z rezerwacji włoskiej willi na duży rodzinne zjazd. Z natury klan Taylorów na wakacjach lubi odkrywać nowe miejsca. Jednak fala upałów, która tamtego lata dotknęła ten region środkowych Włoch, sprawiła, że ostatecznie rzadko opuszczali wynajętą posiadłość. – Najbardziej niepokojące było leżenie przy basenie i obserwowanie widocznego w oddali dymu z pożarów lasów oraz śmigłowców nadlatujących, by gasić ogień. Myślę, że nigdy tego nie zapomnę – mówi Heike.
Po powrocie do domu małżeństwo przysięgło sobie: nigdy więcej. Obecnie szczyt lata spędzają w swojej posiadłości w Surrey i jej okolicach, natomiast europejskie miesiące przejściowe – maj i wrzesień – rezerwują na aktywny wypoczynek w takich miejscach jak Sycylia czy Korsyka.
Upał zmienia wakacyjne nawyki
To coraz powszechniejszy schemat zachowań wśród podróżnych, ponieważ fale upałów przestały być niewygodnymi anomaliami, a stały się wysoce uciążliwymi, niemal corocznymi zjawiskami. Lato 2022 roku było pod tym względem szczególnie ekstremalne: w Europie odnotowano szacunkowo 60 000 zgonów powiązanych z wysokimi temperaturami, Chiny zmagały się z bezprecedensową, trwającą aż 70 dni falą upałów, a w lipcu w niektórych częściach Wielkiej Brytanii słupki rtęci po raz pierwszy w historii przekroczyły próg 40°C. W tym samym miesiącu kolejnego roku blisko 20 000 osób – w większości turystów – musiało zostać ewakuowanych z greckiej wyspy Rodos z powodu pożarów lasów potęgowanych przez ekstremalny żar.
Fale upałów obejmują też coraz większą część roku. W maju 2022 roku hiszpańska państwowa agencja meteorologiczna Aemet odnotowała falę upałów o „nadzwyczajnej intensywności”, z temperaturami sięgającymi 15°C powyżej średniej sezonowej. W 2023 roku silne upały we Francji przeciągnęły się aż do września, wpływając na przebieg Pucharu Świata w Rugby. Na początku tego roku znaczna część południowo-zachodnich Stanów Zjednoczonych została dotknięta marcową falą upałów, a w niektórych rejonach Arizony temperatury dochodziły do 43°C. Jak ujął to António Guterres, sekretarz generalny ONZ: „Ekstremalne upały nie są już rzadkim zjawiskiem – stały się nową normalnością”.

W ujęciu statystycznym nie istnieje jedna uniwersalna definicja fali upałów; globalne temperatury są po prostu zbyt zróżnicowane. We wszystkich przypadkach termin ten odnosi się jednak do okresu nienaturalnie wysokich temperatur utrzymujących się przez kolejne dni. Brytyjskie Met Office definiuje falę upałów jako co najmniej trzy dni, w których dobowe temperatury maksymalne przekraczają regionalny próg. W Londynie wynosi on 28°C, w Szkocji 25°C. Obie te wartości zostałyby uznane za łagodne w takim miejscu jak Ateny.
Ponieważ działalność człowieka – według Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu ONZ – „jednoznacznie” napędza globalne ocieplenie i wzrost liczby takich ekstremalnych zjawisk pogodowych, sytuacja będzie się tylko pogarszać. – Jesteśmy dość pewni, że w kolejnych dekadach, co najmniej, jeśli nie stuleciach, będzie coraz goręcej – mówi Alejandro Saez Reale, specjalista ds. fal upałów i ich skutków w Światowej Organizacji Meteorologicznej w Genewie. – Wpływ na kraje zależne od turystyki może być ogromny.
Europa na pierwszej linii zmian
Europa znajduje się w samym centrum turystycznych wyzwań związanych z falami upałów. Według Światowej Organizacji Meteorologicznej jest najszybciej ocieplającym się kontynentem na Ziemi, a zarazem najczęściej odwiedzanym – Francja, Hiszpania, Włochy i Grecja niezmiennie należą do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych kierunków podróży na świecie. Coraz popularniejsze określenie „coolcation” trafnie podsumowuje wyłaniający się trend wśród podróżnych na całym kontynencie, którzy poszukują miejsc o bardziej umiarkowanym klimacie.
Destynacje w Europie Północnej i Wschodniej należą do najszybciej rozwijających się pod względem turystycznym – wynika z raportu European Travel Commission (ETC). Finlandia, Norwegia, Polska i Islandia odnotowały dwucyfrowy wzrost liczby odwiedzających z zagranicy. Badanie ETC z 2025 roku wykazało, że 81 proc. Europejczyków dostosowuje swoje nawyki podróżnicze do zmieniającego się klimatu, przy czym 15 proc. aktywnie poszukuje chłodniejszych klimatów, a 14 proc. unika kierunków narażonych na ekstremalne upały. Operatorzy turystyczni, tacy jak TUI i Thomas Cook, również raportują rosnący popyt na kraje nordyckie.
Jednak w 2025 roku Francja (102 mln) i Hiszpania (96,8 mln) nadal były najczęściej odwiedzanymi krajami świata – wynika z danych UN Tourism. Włochy zajęły piąte miejsce (64,5 mln). Tempo wzrostu mogło spowolnić, ale liczba turystów odwiedzających te kraje nie spada.
Association of British Travel Agents (ABTA) sceptycznie podchodzi do tezy, że fale upałów mogą zmienić mapę turystyczną – przynajmniej w krótkiej perspektywie. – Informacje zwrotne od naszych członków sugerują, że zasadniczo ludzie nadal podróżują podobnie jak zawsze, korzystając z wypoczynku w krajach śródziemnomorskich w miesiącach letnich – powiedział rzecznik organizacji. – Rosnące zainteresowanie nieco chłodniejszymi kierunkami pozostaje raczej wyjątkiem niż normą.
Miasta uczą się żyć z upałem
Kierunki zależne od turystyki mają silną motywację, by zapobiec sytuacji, w której fale upałów doprowadziłyby do masowego odpływu podróżnych. To napędza innowacje, które z czasem mogą stać się powszechne. Sewilla, położona w części Hiszpanii znanej jako „iberyjski piec” z powodu wiatrów wiejących znad Afryki Północnej, znajduje się w epicentrum jednego z krajów świata najbardziej dotkniętych falami upałów. Mieszkańcy Sewilli są przyzwyczajeni do rozbudowanych działań łagodzących skutki upałów. Obejmują one systemy zraszania wodą deszczową w miejscach o dużym natężeniu ruchu pieszego; sieć podziemnych komór przypominających akwedukty, które mogą obniżać temperaturę otoczenia na poziomie ulicy nawet o 9°C; markizy rozpinane nad ulicami; oraz „miejskie wyspy chłodu” – enklawy gęstej roślinności stosowane zarówno tutaj, jak i w Los Angeles, Singapurze, Paryżu oraz dziesiątkach innych miast.
Zmiana godzin otwarcia atrakcji, takich jak Królewski Alkazar w Sewilli, na wieczorne to kolejne zdroworozsądkowe rozwiązanie. Koncepcja „noctourism”, czyli zwiedzania po zmroku – częściowo po to, by ograniczyć ekspozycję na wysokie temperatury w ciągu dnia – jest przyjmowana w coraz większej liczbie miejsc, od rzymskiego Koloseum po Akropol w Atenach, który z powodu ostatnich fal upałów bywa regularnie zamykany w pełni lata.
Arcas Travel Services, firma organizująca wycieczki w Grecji, informuje, że zaczęła przesuwać swoje wyjazdy o tematyce archeologicznej na miesiące poza szczytem sezonu ze względu na związane z upałami zamknięcia kluczowych obiektów. Z kolei firmowe wycieczki rowerowe są dostosowywane tak, by rozpoczynały się wcześnie rano i kończyły wcześniej. Często to operator, a nie sami podróżni, przejmuje inicjatywę, co uwypukla jeden z kluczowych problemów: brak świadomości zagrożeń związanych z ekstremalnymi upałami.
Dr Mehri Khosravi jest ekspertką ds. badania wpływu fal upałów na Uniwersytecie Wschodniego Londynu. Dorastała w Teheranie, gdzie temperatury przekraczające 40°C nie należą do rzadkości. Jak zauważa, część problemu stanowi brak „kultury radzenia sobie z upałami” wśród osób odwiedzających regiony dotknięte ekstremalnymi temperaturami – chodzi o te wszystkie adaptacje społeczne i behawioralne, które obejmują zarówno ubiór, jak i odpowiednie planowanie rytmu dnia. – Wciąż pokutuje przekonanie, że upał jest czymś pożądanym – mówi. – Zachowania [w turystyce] będą musiały się dostosować, a kluczem do tego jest komunikacja ryzyka.
Rosnąca dokładność prognoz długoterminowych stanowi istotny atut, jeśli chodzi o ostrzeżenia przed zjawiskami klimatycznymi. Saez Reale uważa, że coraz powszechniejsza stanie się współpraca służb meteorologicznych z organizacjami turystycznymi w zakresie ekstremalnych zjawisk pogodowych – podobnie jak obecnie współpracują one z organami ochrony zdrowia. Innym spodziewanym trendem jest późniejsze rezerwowanie podróży przez turystów oraz większa elastyczność co do tego, gdzie i kiedy spędzają wakacje. – Dobra wiadomość jest taka, że można zrobić naprawdę wiele – mówi.
Ku bardziej świadomej erze podróżowania
Można oczywiście dostrzec pozytywne strony zmian we wzorcach turystyki wywoływanych przez fale upałów. Jedną z nich jest możliwość bardziej równomiernego rozłożenia ruchu turystycznego – zarówno geograficznie, jak i sezonowo; turystyka wywiera bowiem ogromną presję na lokalne zasoby, takie jak woda i opieka zdrowotna, szczególnie w okresach utrzymujących się upałów. Inwestycje w infrastrukturę odporną na zmiany klimatu, mające rozwiać obawy podróżnych, przynoszą też wyraźne korzyści lokalnym społecznościom.
Jednak największym pozytywem – jak mówi Jenny Southan, dyrektorka generalna agencji prognozowania trendów turystycznych Globetrender – może być zmiana sposobu myślenia. – Podróżni stają się bardziej świadomi klimatycznie, choć istnieje nieodłączne napięcie między pragnieniem odkrywania świata a środowiskowym kosztem takich podróży. Presja klimatyczna może stać się katalizatorem bardziej przemyślanej, świadomej ery podróżowania.
Dla Heike i Roberta Taylorów, którzy przekonali się do podróżowania poza szczytem sezonu, fale upałów mogły zmienić strukturę i rytm roku, ale niekoniecznie na gorsze. – Wyjeżdżając wcześniej lub później w ciągu roku, zamiast w samym środku letniego szczytu, można zyskać bardziej autentyczne poczucie tego, jakie dane miejsce jest naprawdę – mówi Heike.
Źródło: National Geographic

