W ścianach wielkiej podwodnej komory otwierało się kilka ciemnych przejść. Pitala miał zaledwie kilka sekund, żeby wybrać jedno z nich. Skierował się w lewo i w dół. Za otworem zobaczył kolejny stromo opadający korytarz. Wkrótce znalazł się ponad 300 metrów pod powierzchnią wody – w części jaskini, do której wcześniej nikt nie dotarł.

WIDEO…

player placeholder

Za ostatnią poręczówką zaczynało się nieznane

Nurkowanie z 16 października 2026 roku było kolejnym etapem eksploracji jaskini Vrelo w kanionie Matka. Rok wcześniej Pitala zakończył tam zejście na głębokości 287 metrów. Pozostawił za sobą rozpoznany odcinek, ale przed nim wciąż otwierał się szeroki korytarz.

Tegoroczny cel był konkretny – przekroczyć 300 metrów i sprawdzić, co znajduje się dalej. W takim nurkowaniu nie da się jednak z góry ustalić, dokąd pozwoli dotrzeć jaskinia. Przejście może się wypłaszczyć, zwęzić lub zakończyć zawaliskiem.

Zobacz także:

Kilka minut po godzinie 10 Pitala rozpoczął nurkowanie. Z trzema nurkami asekuracyjnymi pokonał około 350 metrów w głąb jaskini. Na głębokości 24 metrów, przy krawędzi studni, rozdzielili się. Dalej Polak ruszył sam.

Zejście główną studnią do 212 metrów zajęło mu niecałe pięć minut. Następnie pokonał około stu metrów korytarza, docierając do kolejnej opadającej części systemu. Niedługo później minął miejsce, w którym zakończył eksplorację w 2025 roku.

– Na głębokości około 290 metrów, kilka metrów za ubiegłorocznym końcem, dotarłem do pionowego progu prowadzącego do dużej komory. W jej ścianach znajdowało się kilka ciemnych otworów. Musiałem w ciągu kilku sekund zdecydować, który z nich wybrać – opowiada National-Geographic.pl.

Wybrane przejście prowadziło dalej w dół.

Dlaczego zawrócił, skoro sprzęt działał?

W najgłębszej części jaskini Pitala kontrolował jednocześnie przebieg korytarza, wskazania urządzeń, pracę skuterów podwodnych i własne samopoczucie. Jak relacjonuje, nie miał problemów z oddychaniem ani zaburzeń widzenia. Nie zauważył też objawów zespołu neurologicznego wysokich ciśnień, którego obawiał się przed nurkowaniem.

Bartłomiej Pitala
Korytarz jaskini Vrelo podczas zejścia Bartłomieja Pitali — urządzenie wskazuje głębokość 327,7 metra. Polski nurek dotarł na 338 metrów i zawrócił, choć przejście nadal prowadziło w dół. fot. Luca Cavicchioli

Na głębokości 315 metrów wiedział, że znalazł się poniżej poziomu osiągniętego przez Xaviera Méniscusa we francuskiej jaskini Font Estramar. Nadal widział jednak otwartą drogę.

– Przez głowę przemknęła mi myśl, że to właśnie jaskinia wyznacza nam drogę. Czasami daje szansę, która może się już nigdy nie powtórzyć – wspomina.

Kontynuował zejście do 338 metrów. Wtedy zdecydował o odwrocie. Nie dotarł do dna ani do końca korytarza. Zatrzymały go przyjęte ograniczenia sprzętowe, przede wszystkim obciążenie skuterów wykorzystywanych do poruszania się pod wodą.

– Na 338 metrach zatrzymałem się nie dlatego, że skończyła się jaskinia, ale dlatego, że nie chciałem dalej testować granic wytrzymałości sprzętu – wyjaśnia.

Jego zdaniem Vrelo może przekraczać 350 metrów głębokości. Na razie pozostaje to jednak przypuszczeniem. Wynik wyprawy wyznacza miejsce, do którego dotarł człowiek, a nie ostateczną głębokość całego systemu.

Półtorej minuty poniżej 300 metrów. Potem niemal dziewięć godzin powrotu

Najgłębszy etap nurkowania trwał bardzo krótko. Poniżej 300 metrów Pitala spędził około półtorej minuty. Powrót wraz z dekompresją zajął niemal dziewięć godzin.

– To pokazuje pewien paradoks ekstremalnie głębokiego nurkowania. Samo zejście i eksploracja trwają bardzo krótko, natomiast za każdą dodatkową chwilę spędzoną na dnie trzeba później zapłacić długimi godzinami dekompresji – mówi.

Za najtrudniejszy etap uważa właśnie wynurzanie. Podkreśla, że przy tak głębokich nurkowaniach liczba dostępnych doświadczeń i danych jest ograniczona. Przygotowując swoją strategię, korzystał z relacji innych eksploratorów oraz własnych wcześniejszych zejść poniżej 250 metrów.

Według jego relacji bardzo powolne wynurzanie rozpoczęte w głębokiej części jaskini wydłużyło przewidywany czas dekompresji o około półtorej godziny. Opisuje to jako indywidualną decyzję podjętą podczas tej konkretnej operacji.

Bartłomiej Pitala Boelcke
Model 3D wraku „Boelcke”, opracowany przez Bartłomieja Pitalę na podstawie około 20 tysięcy podwodnych zdjęć. Fotogrametria pozwala obejrzeć całą konstrukcję, która spoczywa na głębokości około 75 metrów w rejonie Helu. wizualizacja: Bartłomiej Pitala / Underwater 3D

Na powierzchnię wyszedł o własnych siłach. Jak przekazał redakcji, po nurkowaniu nie wystąpiły u niego objawy choroby dekompresyjnej.

Na dole był sam. Na powrót pracował cały zespół

Przygotowania trwały kilka miesięcy i toczyły się w Polsce, Macedonii Północnej oraz we Włoszech. Obejmowały testowanie sprzętu, planowanie zabezpieczenia i organizację pomocy na wypadek awarii.

Podczas tygodnia działań w Vrelo Pitala wykonał cztery nurkowania przygotowawcze, osiągając kolejno 150, 190, 240 i 290 metrów. Zespół sprawdzał wyposażenie i przygotowywał drogę do finałowego zejścia.

Ekspedycję tworzyli członkowie BAD Exploration Team oraz Dive Club Vrelo–Matka. Według Pitali w zabezpieczeniu finałowego nurkowania uczestniczyło siedmiu nurków asekuracyjnych. Tomasz Wciórka miał spotkać go podczas wynurzania na głębokości 190 metrów. Od tego etapu eksplorator nie pozostawał już sam.

W jaskini rozmieszczono ponad 25 butli z gazami awaryjnymi, sięgając z zabezpieczeniem do 180 metrów. Na głębokości ośmiu metrów macedońscy partnerzy przygotowali habitat – komorę z przestrzenią wypełnioną powietrzem, przewidzianą do wykorzystania w razie potrzeby podczas dekompresji.

Pitala korzystał z dwóch niezależnych rebreatherów, czyli aparatów oddechowych o obiegu zamkniętym. Podczas wynurzania, na 140 metrach, otrzymał od nurka asekuracyjnego trzeci aparat jako dodatkowe zabezpieczenie.

Jak podaje, dzięki współpracy z macedońskimi partnerami i władzami przygotowano również zabezpieczenie ratownicze: śmigłowiec, łodzie, karetkę oraz możliwość pomocy przy komorze hiperbarycznej w Skopje.

– Nurkowie zabezpieczający spędzili pod wodą po trzy do sześciu godzin, choć sami nie uczestniczyli w najgłębszej części eksploracji. To był wysiłek całego zespołu – podkreśla. – Chociaż na 338 metrach byłem sam, bez pomocy tych wszystkich ludzi nigdy bym tam nie dotarł.

Co oznacza wynik 338 metrów i na jakim etapie jest weryfikacja?

Według informacji przekazanych przez Pitalę głębokość zarejestrowały cztery urządzenia. Dwa komputery nurkowe wskazały 338,0 metra, a dwie konsole nawigacyjne odpowiednio 337 i 339 metrów.

Eksplorator deklaruje również posiadanie ciągłego nagrania zejścia, na którym widać otoczenie i wskazania głębokościomierza, oraz pełnych profili nurkowania. To opis dokumentacji przedstawiony przez uczestnika wyprawy; nie jest równoznaczny z zakończoną niezależną certyfikacją rekordu.

bartłomiej pitala nurek rekord
Nurkowie przy habitacie przygotowanym na głębokości 8 metrów w jaskini Vrelo. Komora z przestrzenią wypełnioną powietrzem miała umożliwić Bartłomiejowi Pitali odbycie części dekompresji w bardziej komfortowych warunkach. fot. Luca Cavicchioli

Punktem odniesienia dla nurkowania jaskiniowego jest osiągnięcie Xaviera Méniscusa, który w 2024 roku dotarł w Font Estramar na około 312 metrów. Zgłoszony wynik Polaka przekracza ten poziom o około 26 metrów.

Osobną kwestią pozostaje porównanie z Ahmedem Gabrem. Guinness World Records nadal wymienia Egipcjanina jako rekordzistę w kategorii najgłębszego nurkowania mężczyzny z autonomicznym aparatem oddechowym. Podaje 332,35 metra, osiągnięte 18 września 2014 roku w Morzu Czerwonym. Wynik zgłoszony przez Pitalę jest od tej wartości o 5,65 metra większy, ale nie oznacza to automatycznie przejęcia tytułu Guinnessa.

Nie należy też nazywać zejścia w Vrelo rekordem nurkowania „na wodach otwartych”. Odbyło się ono w jaskini, a porównanie dotyczy osiągniętej głębokości. Kategoria rekordu, zastosowana technika i wymagania organizacji weryfikującej mają znaczenie.

– Rozpocząłem już kontakt z Guinness World Records, aby ustalić możliwości formalnego uznania tego osiągnięcia, w szczególności w kategorii związanej z eksploracją podwodnych jaskiń – przekazał Pitala redakcji.

Historia polskiej eksploracji podwodnej obejmuje również dokonania Krzysztofa Starnawskiego, który w jeziorze Garda osiągnął 303 metry. Pokazuje to zarazem, jak istotne jest precyzyjne określanie, jakie osiągnięcia i rodzaje nurkowania ze sobą porównujemy.

Najgłębsze zejście człowieka nie oznacza najgłębszej jaskini

W przypadku Vrelo trzeba rozdzielić jeszcze dwie rzeczy: głębokość osiągniętą osobiście przez nurka i głębokość jaskini ustaloną za pomocą urządzeń.

Dobrym przykładem jest Hranická propast, badana przez polsko-czeski zespół z użyciem podwodnego robota. W 2016 roku zdalnie sterowany pojazd osiągnął tam 404 metry. Nie była to głębokość, na którą zszedł człowiek.

W reportażu z eksploracji Przepaści Hranickiej opisywaliśmy także wcześniejsze pomiary wykonywane sondą opuszczaną poniżej miejsca dostępnego dla nurków. Zasięg poznania jaskini może więc wykraczać daleko poza zasięg bezpośredniej eksploracji człowieka.

Wynik Pitali należy rozpatrywać właśnie w tym drugim kontekście. Nie dowodzi on, że Vrelo jest najgłębszą zalaną jaskinią świata. Dotyczy dotarcia przez nurka do wyjątkowo głęboko położonej części podwodnego systemu.

Z wyprawy mają powstać również rezultaty wykraczające poza samą liczbę na ekranie komputera. Pitala zapowiada aktualizację mapy i trójwymiarową wizualizację nowo poznanego odcinka. Zarejestrowany materiał pokazuje komorę i dalsze opadające partie jaskini.

Z bałtyckich wraków tworzy cyfrowe modele

Odkrywanie i dokumentowanie podwodnego świata łączy wyprawy jaskiniowe Pitali z jego projektem Underwater 3D. Eksplorator wykonuje tysiące fotografii, na podstawie których odtwarza przestrzenne modele wraków spoczywających na dnie Bałtyku.

Jednym z takich projektów była dokumentacja „Boelcke”, jednostki związanej z obsługą wodnosamolotów. Jak opowiada, podczas trzech nurkowań zrealizowanych we współpracy z bazą Dive Land w Helu spędził przy wraku ponad dziewięć godzin. Wykonał około 20 tysięcy zdjęć.

Na głębokości około 75 metrów trudno zobaczyć cały obiekt. Widoczność ogranicza pole obserwacji, a nurek ogląda konstrukcję fragment po fragmencie. Cyfrowy model pozwala później połączyć te części w przestrzenną całość.

Warunki Morza Bałtyckiego sprawiają, że obraz dostępny na ekranie może pokazać znacznie więcej niż pojedyncze spojrzenie pod wodą. W przypadku „Boelcke” uwagę przyciąga m.in. wielki dźwig służący do obsługi samolotów.

– Fotogrametria pozwala przenieść wrak do świata cyfrowego. Z tysięcy zdjęć odtwarzana jest jego trójwymiarowa geometria, a następnie możemy analizować go na ekranie komputera – wyjaśnia Pitala.

W Vrelo pozostaje jeszcze wiele do udokumentowania. Najważniejsze pytanie nie dotyczy już tego, czy korytarz przekracza 300 metrów głębokości. Teraz brzmi: gdzie się kończy?

– Po wielu latach eksploracji nadal istnieją na naszej planecie miejsca, których nikt wcześniej nie widział. Można do nich dotrzeć i dosłownie zajrzeć w nieznane – mówi Pitala.

Źródło: National Geographic Polska