Audycja stacji CBS „Wojna światów” na podstawie prozy H.G. Wellsa miała spowodować panikę 30 października 1938 roku. Reżyserujący słuchowisko Orson Welles – złote dziecko kina i późniejszy twórca „Obywatela Kane’a” – mówił nawet, że reporterska konwencja spektaklu stanowiła odpowiednik założenia na siebie prześcieradła i straszenia postronnych okrzykiem „buuu!”.

WIDEO…

player placeholder

Welles dowiódł swej nieograniczonej wyobraźni, ale doczekał się też kontrowersji. Z miejsca stał się objawieniem środowiska artystycznego i centrum medialnej nagonki. Twórcy przypisano rzekomo krwawe konsekwencje audycji o pozaziemskich agresorach – masowe samobójstwa, zamieszki czy śmierci w wyniku zawału. Po latach poddane śledztwu relacje okazały się przesadzone, lecz kryło się w nich ziarno prawdy.

Lęk w przeddzień Halloween

Zgromadzeni przed radioodbiornikami słuchacze punktualnie o 20:00 usłyszeli zapowiedź: „Zapraszamy teraz na słuchowisko według powieści »Wojna światów« H.G. Wellsa w adaptacji i reżyserii Orsona Wellesa w wykonaniu Mercury Theatre”. Komunikat informował o fabularyzowanym programie, a mimo to część odbiorców uwierzyła w realne zagrożenie.

Zobacz także:

Ludzie mieli wychodzić na ulicę i w skrajnych przypadkach wyjeżdżać z miasta. Centrum paniki stanowiło New Jersey, które posłużyło twórcom za tło wydarzeń. Przyczyn takich reakcji było sporo. Cały zachodni świat żył doniesieniami o nazistowskiej gorączce i odczuwał napięcie związane z dokonanym przez Hitlera Anschlussem Austrii. „Wojnę czuło się w powietrzu. Ludzie byli na granicy” – pisał Frank Brady, biograf Orsona Wellesa.

Ponadto równolegle do programu CBS konkurencyjne radio NBC nadawało cieszącą się większą popularnością komediową audycję „The Chase and Sanborn Hour” prowadzoną przez słynnego brzuchomówcę Edgara Bergena. Gdy odbiorcy przełączali program na trwającą od kilku minut „Wojnę światów”, mogli poczuć dezorientację.

Radiowa tragedia

Pierwsza część słuchowiska zakładała paradokumentalny styl, w którym aktorzy odgrywali spikerów symulujących sprawozdania z inwazji Marsjan. Orson Welles przeniósł akcję powieści z Wielkiej Brytanii do USA i umieścił ją w czasie rzeczywistym, wzbogacając o efekty dźwiękowe (np. z archiwalnych nagrań katastrofy sterowca Hindenburga) oraz wszystkim dobrze znaną topografię New Jersey. Dopiero w drugiej połowie wrócił do klasycznej narracji wiernej pióru H.G. Wellsa.

„Wojna światów” Orsona Wellesa
„Wojna światów” Orsona Wellesa / fot. Harry Warnecke/NY Daily News via Getty Images

Nie był to bynajmniej pierwszy raz, gdy posłużył się prowokacją. W 1936 roku w rasistowskiej Ameryce wyreżyserował „Makbeta” – pierwszy spektakl z czarnoskórą obsadą aktorską, a rok później zaadaptował „Cezara” na współczesne mu czasy politycznych napięć, tworząc pamflet na faszystowską tyranię. Po zakończonej audycji „Wojny światów” został jednak zmuszony do publicznych przeprosin.

Roztaczająca się przez prasę fala krytyki obwiniała go o wybuch masowej histerii. Ze względu na brak dokładnych statystyk dotyczących rzekomych ofiar, coraz częściej mówi się o przerysowanej skali zarzutów. Ta łączyła się z rywalizacją radia i wydawców prasowych. Ci ostatni od początku lat 30. obserwowali spadek sprzedaży ze względu na nowe medium docierające z informacjami szybciej niż poranne gazety.

Narodziny mitu

W roku premiery (nie)sławnej audycji mówiło się nawet o setkach tysięcy oszukanych Amerykanów. Współcześni historycy mediów Jefferson Pooley i Michael J. Socolow kwestionują jednak tę potężną skalę incydentów. Według ich badań na podstawie dokumentów z epoki większość słuchaczy miała być świadoma fikcyjnej formy radiowego przekazu.

Pewne grono uwierzyło jednak w niepokojące doniesienia, o czym świadczą wzmożone telefony na policję (o 40% więcej niż w innych dniach) i setki listów wysłanych do redakcji CBS z pytaniami o zagrożenie. Wiecznie żywa legenda narosła wokół „Wojny światów” demaskuje siłę medialnego przekazu i mroczną stronę dezinformacji.