Polak w kosmosie - Mirosław HermaszewskiZdjęcie: Archiwum Mirosława Hermaszewskiego

Pada komenda: zapłon! Rozumie, że nie ma odwrotu. To nie symulator w Gwiezdnym Miasteczku, tylko prawdziwa rakieta, która właśnie startuje w kosmos. Ogarnia go paraliżujący lęk i wtedy, jak iskierka nadziei, pojawia się wspomnienie…

STO DWADZIEŚCIA SZEŚĆ RAZY DOOKOŁA ZIEMI

Mały chłopiec układa na łóżku skomplikowaną konstrukcję z krzeseł. Potem zwinnie wślizguje się pomiędzy nie i mości w określonej pozycji: plecy na płasko, nogi w górze, zgięte w kolanach, oparte na jednym z siedzeń Zamyka oczy. Wyobraża sobie, że siedzi w kabinie jakiegoś samolotu, który wyniesie go wysoko w przestworza.
37-letni Mirosław Hermaszewski uśmiecha się do siebie jeszcze przez chwilę, gdy dociera do niego, że siedzi w rakiecie dokładnie w tej samej pozycji. Jest 27 czerwca 1978 r. Pierwszy Polak leci na podbój przestrzeni kosmicznej. Obok niego, na pokładzie Sojuza 30, towarzysz Piotr Iljicz Klimuk. Dla niego to już trzeci lot w karierze.
Na starcie nie słyszą huku, który dla znajdujących się na Bajkonurze tłumów VIP-ów jest ogłuszający. Do środka dociera tylko mruczenie. Natomiast drgania są coraz silniejsze. Lęk powraca, a z nim kolejny obrazek z przeszłości: siedmioletni brzdąc ładuje się do kabiny Messerschmitta 109, chwyta za stery. Nie widzi, że samolot nie wystartuje, bo od dobrych kilku lat rdzewieje na złomowisku, tak jak dziesiątki innych na Ziemiach Odzyskanych, w Wołowie koło Wrocławia, gdzie trafił z rodziną po wojnie. A właściwie tylko z matką i rodzeństwem. Ojciec zginął, zaś rodzina, wygnana z Wołynia, który już teraz nie jest Polski, walczyła na morzu i w partyzantce, a potem rozpierzchła się po świecie: Londyn, Paryż. Bratu ojca z Nieludzkiej Ziemi udało się ujść z Andersem. Ale o tym nie można głośno mówić, bo z takimi krewnymi w Polsce Ludowej na karierę nie ma szans.
Drgania i lęk. Wrażenie, że Sojuz 30 zamiast się wznosić, przechyla się i spada. Na szczęście to tylko wrażenie. Na starcie rakieta spala 1,5 tony paliwa na sekundę – przychodzi mu do głowy podręcznikowa definicja... W 120. sekundzie rzuca nimi gwałtownie do przodu tak, że zawisają na trzymających ich pasach – odłączył się właśnie pierwszy stopień rakiety. W 163. sekundzie odrzucają osłonę balistyczną i wtedy przez iluminator do środka wdziera się promyk słońca. Są 80 km od Ziemi i Hermaszewski bardzo chce ją zobaczyć. Tak jak mały Mirek wspinał się w Wołowie na najwyższe drzewa, chcąc znaleźć się jak najbliżej nieba, i stojąc na czubku wyciągał szyję, by dostrzec, co kryje się za horyzontem. Teraz też wyciąga szyję, ale nie zobaczy Ziemi, bo rakieta pochyliła się do horyzontu, aby rozpędzić statek do pierwszej prędkości kosmicznej. Nogi ma w górze, głowę niżej. Widzi tylko czerń kosmosu. Nagle słyszy serię odpalanych pironaboi i... całkowita zmiana – zawisają w powietrzu. Klimuk klepie go po kolanie i mówi: no, jesteśmy na orbicie!
Ale do niego to wszystko jeszcze nie dociera, bo cały ten dzień był za szybki, za intensywny. Ostatnią noc spał co prawda jak zabity. Wymęczony setkami ćwiczeń, jakie poprzedziły lot, nie skorzystał nawet z tabletek nasennych podsuniętych mu dyskretnie poprzedniego wieczora przez lekarza. I dobrze, bo rano do jego pokoju w Gwiezdnym Miasteczku wpadła sfora doktorów i zaczęła dopytywać się o te tabletki. Zbadano mu puls, ciśnienie, zrobiono EKG i EEG, i wtedy nagle przeszła mu przez głowę myśl: koniec z samodzielnymi decyzjami, teraz podejmują je za ciebie inni. Potem było ostatnie śniadanie: twarożek ze szczypiorkiem, miód, gotowany ryż z czymś słodkim i lewatywa.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-05-21 19:32

    Co zrobić- stało się, odkochałem się od kosmosu:) Co zrobię, stało się:) A ten Polak, no wiecie, to on jeszcze lata???.......

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-04-18 12:38

    Co za daułn :D:D:D:D:D:D:D:D:D trzym się ramy chłopcze:D

  • Do moderacji
    2010-07-08 13:35

    kazdy artykul o nim jest cenny. pamietam jeszcze jako dziecko marzylam o takiej podrozy:) a kiedy w gazecie pojawil sie artykul o pierwszym polaku w kosmosie moje marzenia staly sie blizsze :P z gazeta nawet szlam spac. jest to postac inspirujaca dziekui ktorej uwierzylam w marzenia choc teraz kosmos jest tylko odlamkiem mojego hobby :)

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-01 16:37

    yo

Autor

  • Anna Kłossowska

    Anna Kłossowska

    Była redaktor Travelera i eks koordynator Traveler Adventure Team. Ubóstwia podróżować, jeździć na nartach i pływać.

Ostatnio czytali

  • tami
  • monia
  • adamuss
  • Phiotro
  • Greenwich
  • mirek020
  • jurgenhel
  • ppgowiec
  • marczer
  • Kedmon

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowali�my dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się