Reklama

Alarm o pojawieniu się na australijskim wybrzeżu przedmiotów niewiadomego pochodzenia podniesiono już w piątek po południu. Do niedzieli strażacy zlokalizowali łącznie sześć obiektów rozrzuconych wzdłuż okolicznych plaż, około 80 kilometrów na północ od Townsville. Ze względu na możliwą obecności niebezpiecznych substancji, kosmicznymi kulami zajęły się wyspecjalizowane jednostki pracujące pod nadzorem policji. Kule zostały umieszczone w szczelnych beczkach przeznaczonych specjalnie do transportu materiałów niebezpiecznych.

Nie dotykaj i zadzwoń po strażaków

Ponadto lokalna straż pożarna początkowo wyznaczyła aż 800-metrową strefę wykluczenia wokół miejsc odkrycia, którą następnie zmniejszono do promienia 50 metrów. Władze stanowczo odradzają mieszkańcom zbliżanie się do podejrzanych przedmiotów, a tym bardziej bezpośredni kontakt. W przypadku natknięcia się na kolejną wyrzuconą przez morze kulę zalecają niezwłoczne wycofanie się na bezpieczną odległość i skontaktowanie się ze służbami ratunkowymi.

Jakie jest pochodzenie przedmiotów? Na razie nie wiadomo. Australijska Agencja Kosmiczna bada sprawę i sugeruje, że kule mogą być po prostu kosmicznymi śmieciami. Agencja współpracuje z policją i Krajową Agencją Zarządzania Kryzysowego, analizując trajektorię, materiał i kształt obiektów, by ustalić, z jakiej misji czy pojazdu mogły pochodzić.

Tajemnicze kosmiczne kule

Pochodzące z orbity okołoziemskiej obiekty są dość często wyrzucane na wybrzeże Australii. W 2023 roku uwagę świata przykuła wielka metalowa kopuła odnaleziona w pobliżu Perth w Australii Zachodniej. Spekulacjom nie było końca. Jak się okazało, był to fragment rakiety nośnej PSLV, co potwierdziła Indyjska Agencja Kosmiczna.

Mieszkańcy proszeni są o niezbliżanie się do kul
Mieszkańcy proszeni są o niezbliżanie się do kul / fot. Queensland Fire Department

12 lat wcześniej podobny do odnalezionych obecnie kul sferyczny obiekt dostrzeżono na odległych stepach Namibii w Afryce Południowej. Wówczas specjaliści ustalili, że kula była zbiornikiem paliwa pochodzącym z bezzałogowej rakiety, zawierającym hydrazynę – niezwykle lotny i wysoce toksyczny materiał napędowy stosowany w rakietach.

Z czym mamy do czynienia teraz? W internecie można znaleźć wiele spekulacji. Niektórzy twierdzą, że kule są zbiornikami paliwa pochodzącymi ze statków kosmicznych. Jeśli tak faktycznie jest, zapobiegliwość australijskich służb jest w pełni uzasadniona. Głównym powodem do niepokoju związanym z takimi obiektami jest możliwa obecność śladów łatwopalnych lub silnie reaktywnych substancji chemicznych wewnątrz zbiorników.

Kosmiczna archeologia

Ciekawą analizę przedstawiła Alice Gorman – australijska archeolożka, pionierka dziedziny zwanej archeologią kosmiczną (space archaeology) i profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie Flinders w Adelajdzie. Po obejrzeniu nagrań badaczka stwierdziła, że na kulach nie widać śladów spalenia charakterystycznych dla obiektów spadających przez atmosferę. W związku z tym sądzi, że kule najprawdopodobniej pochodzą z pierwszego lub drugiego stopnia rakiety, który oddzielił się i opadł na Ziemię, podczas gdy reszta pojazdu kontynuowała lot, by wynieść ładunek na orbitę.

Jej zdaniem tajemnicze kule przypominają elementy układu paliwowego i mogą być ciśnieniowymi zbiornikami wykonanymi ze stopów tytanu o bardzo wysokiej temperaturze topnienia. Takie elementy, zwane potocznie „kulami kosmicznymi” (space balls), pojawiają się na Ziemi nawet wiele lat po starcie rakiety – ale mogą wciąż zawierać ślady hydrazyny, silnie toksycznej substancji napędowej.

Eksperci podkreślają, że wraz ze wzrostem liczby komercyjnych startów rakiet i satelitów na orbicie, takie znaleziska stają się coraz częstsze. Nie wszystkie elementy spalają się całkowicie w atmosferze, a te, które przetrwają, czasem trafiają w pobliże terenów zamieszkanych lub turystycznych.

Źródło: gbnews.com

Nasza autorka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Dziennikarka i pisarka zajmującą się tematyką popularnonaukową, głównie kosmosem. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, przygodę z mediami rozpoczęła ponad 20 lat temu w redakcji „Życia Warszawy”. Poza pisaniem o polskiej i światowej nauce na łamach „National Geographic” współpracuje m.in. z „Wysokimi Obcasami” i kilkoma magazynami premium. Współautorka trzech bestsellerowych książek: „Człowiek – istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Pracuje w Centrum Badań Kosmicznych PAN i współpracuje z polskim Obserwatorium Cerro Murphy w Chile (OCM), którym zarządza CAMK PAN.
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...