Reklama

Spis treści:

  1. Kosmos, ostateczna granica
  2. Star Trek i rozwój amerykańskiego programu kosmicznego
  3. Inżynier jako superbohater przyszłości
  4. Tricordery i napędy jonowe
  5. Szybciej niż światło

Odkąd widzowie po raz pierwszy usłyszeli słowa o „śmiałym podążaniu tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek”, „Star Trek” zawsze już symbolizował nadzieję na kosmiczną przyszłość ludzkości. Nadzieję, która krok po kroku staje się rzeczywistością. Gdy Gene Roddenberry, pilot i weteran II wojny światowej, tworzył pierwsze odcinki Star Treka, Amerykanie dopiero szykowali się do swojego skoku na Księżyc. Pierwszy załogowy lot Apollo (Apollo 7) odbył się w 1968 r., a lądowanie na Księżycu (Apollo 11) — w 1969 r.

Kosmos, ostateczna granica

Teraz, gdy triumf święci serial Strange New Worlds z uniwersum Star Treka, mamy stacje orbitalne ze stałą załogą, przygotowujemy się do budowy stałych baz na Księżycu i całkiem realnie podchodzimy do ewentualnej kolonizacji Marsa. Szkoda, że Gene Roddenberry tego nie doczekał. Zmarł 24 października 1991 roku.

W kolejnym roku część jego prochów trafiła w przestrzeń kosmiczną. Stało się tak na prośbę jego żony, Majel Roddenberry, kobiety nazywanej Pierwszą Damą Star Treka. To właśnie Majel wcieliła się w postać pielęgniarki Christine Chapel w oryginalnym serialu Star Trek (TOS). W The Next Generation (TNG) brawurowo sportretowała Lwaxanę Troi, matkę Deanny Troi, ekscentryczną ambasadorkę Betazoidów i chyba jedyną osobę, której lękał się kapitan Jean-Luc Picard. To również jej głosem przemawiał komputer pokładowy Enterprise we wszystkich serialach i filmach uniwersum aż do 2008 roku.

Majel Barrett-Roddenberry jako Christine Chapel w 7 odcinku 1 sezonu Star Trek, 1966 rok. fot.
Majel Barrett-Roddenberry jako Christine Chapel w 7 odcinku 1 sezonu Star Trek, 1966 rok. fot. CBS/Gettyimages

Star Trek i rozwój amerykańskiego programu kosmicznego

Wpływ serialu wykroczył daleko poza rozrywkę. W latach siedemdziesiątych tysiące fanów serialu wysyłało listy do Białego Domu i NASA, prosząc, by prototypowy wahadłowiec Constitution przemianować na Enterprise. I tak się stało. W dodatku na chrzcie promu pojawiła się cała obsada mostka serialowego Enterprise.

„Star Trek” wspierał też program kosmiczny, a astronauci pojawiali się w serialach i nawiązywali do filmu podczas misji. Grająca Uhurę w TOS Nichelle Nichols była twarzą kampanii zachęcającej kobiety oraz przedstawicieli mniejszości etnicznych do ubiegania się o miejsca w korpusie astronautów programu wahadłowców. Nichols wystąpiła w filmie rekrutacyjnym i wykorzystywała popularność roli Uhury, aby dotrzeć do kandydatów dotąd słabo reprezentowanych w NASA. To dzięki tej kampanii w szeregi NASA wstąpili m.in. Charles F. Bolden Jr., administrator NASA w latach 2009-2017, czy Sally Ride, pierwsza Amerykanka w kosmosie.

Obsada Star Treka oraz dyrektor NASA Dr. James C. Fletcher nadają nazwę Enterprise promowi kosmicznemu. fot. Space Frontiers/Getty Images
Obsada Star Treka oraz dyrektor NASA Dr. James C. Fletcher nadają nazwę Enterprise promowi kosmicznemu. fot. Space Frontiers/Getty Images

Inżynier jako superbohater przyszłości

Jednak tym, z czym poza przygodą Star Trek kojarzy się najbardziej, jest nauka i technologia. Seria uczyniła z naukowców i inżynierów postaci pierwszoplanowe i na zawsze wpłynęła na rozwój kierunków STEM. Scenarzyści serialu rozumieli, że statek poruszający się wolniej od światła potrzebowałby dziesięcioleci na dotarcie do innych gwiazd, co nie pasowałoby do cotygodniowego serialu przygodowego. Dlatego wprowadzili napęd warp, mający odkształcać czasoprzestrzeń i skracać podróże do godzin lub dni.

Transporter, holodek i medyczne cuda również przedstawiono nie jako czary, lecz jako urządzenia zbudowane przez przyszłych inżynierów. Ta wizja ludzkiego postępu poszerzała wyobrażenie widzów o tym, co może kiedyś stać się możliwe.

Startrekowe komunikatory przypominają telefony komórkowe z początku lat 2000. Natomiast tablety pojawiły się w serialu wiele lat przed wejściem podobnych urządzeń na rynek. Współczesne superkomputery, podobnie jak ten na statku Enterprise, przeszukują olbrzymie zbiory danych, wspomagają projektowanie, modelują pogodę i klimat, sterują sondami oraz tworzą środowiska wirtualnej rzeczywistości.

Inżynier Geordi la Forge, grany przez LeVara Burtona w drugiej odsłonie serii, kultowej Star Trek: The Next Generation. fot. CBS Photo Archive/Getty Images
Inżynier Geordi la Forge, grany przez LeVara Burtona w drugiej odsłonie serii, kultowej Star Trek: The Next Generation. fot. CBS Photo Archive/Getty Images

Tricordery i napędy jonowe

Napęd impulsowy statku Enterprise opiera się na syntezie jądrowej. Choć znacznie wyprzedza dzisiejsze rakiety chemiczne, mieści się w granicach wyobrażalnej inżynierii. Napędy jonowe są już stosowane w sondach kosmicznych, na przykład w europejskiej sondzie BepiColombo. Realne podstawy ma też reakcja materii z antymaterią: faktycznie byłaby niezwykle wydajnym źródłem energii, a antymaterię należałoby izolować polem magnetycznym. Potrafimy ją jednak wytwarzać tylko w mikroskopijnych ilościach, zdecydowanie zbyt małych, by służyła jako paliwo. Kryształy dilitu niestety pozostają fikcją.

Natomiast używane przez gwiezdnych włóczęgów tricordery mają dalekich krewnych w aparatach rezonansu magnetycznego, czujnikach promieniowania, radarach, sonarach i innych narzędziach diagnostycznych. Detektory takie jak LIGO wykrywają fale grawitacyjne pochodzące ze zderzeń odległych obiektów. Interfejsy mózg–maszyna pozwalają niektórym osobom z niepełnosprawnościami sterować protezami, ale samoświadomy android podobny do Daty nadal znacznie przekracza możliwości informatyki. Jego „mózg pozytronowy” to zapożyczenie z opowiadań Isaaca Asimova, a nie realistyczny projekt.

Oczywiście teleportery w typie tych używanych w serialu są niewykonalne, ale prace nad teleportacją fotonów rozwijają się całkiem prężnie. Holodek, czyli serialowa sala zabaw dla dorosłych, całkiem dobrze łączy się z rzeczywistością wirtualną. Pozostaje coś, co kusi chyba najbardziej, czyli napęd warp.

Szybciej niż światło: czy napęd warp jest możliwy?

Technologia napędowa warp pozwala serialowym statkom kosmicznym podróżować szybciej niż światło. A ściślej: efektywnie szybciej, bo formalnie statek sam się nie porusza szybciej niż światło. Zamiast tego "zakrzywia" (warp = wypaczać/zakrzywiać) czasoprzestrzeń wokół siebie: ściska przestrzeń przed dziobem statku i rozciąga ją za rufą. Statek siedzi wewnątrz tej "bańki" i porusza się razem z nią, więc lokalnie nigdy nie przekracza prędkości światła, ale bańka jako całość może przemieszczać się po galaktyce dowolnie szybko. Właśnie to rozwiązanie matematyczne sformalizował później naukowo meksykański fizyk Miguel Alcubierre.

Z jaką prędkością przemieszcza się Enterprise? Warp 1 to prędkość światła, warp 5 około 214 × prędkość światła, a warp 9 to 1516 × prędkość światła. Dwa lata temu temat podjęli naukowcy z Uniwersytetu Alabamy w Huntsville. W matematyczny sposób udowodnili, że budowa podświetlnego napędu warp jest teoretycznie możliwa. Oczywiście jest to wciąż teoria, a nie realny napęd.

Chociaż mam wątpliwości, czy kiedykolwiek uda się nam zbudować napęd pozwalający przemieszczać się po Galaktyce tak, jak czynił to filmowy Enterprise, to wierzę, że serial będzie inspiracją dla kolejnych pokoleń, które chcą śmiało podążać tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek.

Szukasz inspirujących podróży, fascynujących odkryć i wiadomości ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

<h4>Nasza autorka</h4>

<h4>Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka</h4> <span style="color: #222221; font-family: georgiapro, Georgia, Times, Times New Roman, serif;">Dziennikarka i pisarka zajmująca się tematyką popularnonaukową, głównie kosmosem. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, przygodę z mediami rozpoczęła ponad 20 lat temu w redakcji „Życia Warszawy”. Poza pisaniem o polskiej i światowej nauce na łamach „National Geographic” współpracuje m.in. z „Wysokimi Obcasami” i kilkoma magazynami premium. Współautorka trzech bestsellerowych książek: „Człowiek – istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Pracuje w Centrum Badań Kosmicznych PAN i współpracuje z polskim Obserwatorium Cerro Murphy w Chile (OCM), którym zarządza CAMK PAN. </span>
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...