Czy to w lasach nad Amazonką, czy w kamiennych kanionach ulic Rio – wszędzie daje się odczuć niezwykła energia Brazylii. Gorący klimat, mieszanka ras i dźwięki samby tworzą wybuchowy koktajl.
Wbrew utartym schematom omijam czas karnawału, kiedy Brazylię zalewa tłum żądnych zabawy turystów z nabitymi portfelami. Im nie przeszkadza, że ceny biletów lotniczych i hoteli wzrastają wówczas kilkakrotnie, a liczba rozbojów rośnie proporcjonalnie do liczby potencjalnych ofiar. Sami Brazylijczycy biorą wtedy urlopy i wyjeżdżają na wakacje.
Jaki sens ma wizyta w kraju wyludnionym z tubylców? Cóż, to wesoły naród, który uwielbia bawić się i tańczyć przez cały rok. Wolę przyłączyć się do nich podczas przygotowań do karnawału w jednej z lokalnych szkół samby, niż oklaskiwać paradę z betonowej loży Sambodromu.
W Rio de Janeiro należy spędzić minimum 4 dni i z takim zamiarem rozpoczynam swoją podróż. Uff! Naprawdę tu jestem! Wilgotny upał oblepia mnie, oczy kleją się po długiej podróży, ale oto już z oddali mamią znane ze zdjęć symbole. Zza chmur wyłania się Głowa Cukru i posąg Chrystusa na wzgórzu Corcovado. W uszach wciąż jeszcze przytłumiony szum samolotu, ale nogi same kierują się do taksówki. Păo de Acucar – sylabizuję wolno. Taksówkarz uśmiecha się dobrotliwie, bo przecież wie, gdzie każdy turysta kieruje pierwsze kroki. Głowa Cukru to wystające bezpośrednio z morza wzgórze wysokości 396 metrów. Pomysł doprowadzenia nań kolejki powstał podczas narodowej wystawy w 1908 roku. Zbudowano dwie linie. Pierwsza łączy plażę Vermelha ze wzgórzem Urca i ma 575 m. Druga, na szczyt, jest dłuższa – ma aż 750 m (koszt ok. 40 zł).
Napawam się przepięknym widokiem na miasto i zatokę Guanabara. Wyobrażam sobie, jak na szerokie wody zatoki dostojnie wpływa statek pod portugalską banderą. Jego dowódca – Gaspar de Lemos – myśląc, że odkrył ujście dużej rzeki, nadał jej nazwę Rio de Janeiro, czyli Rzeka Styczniowa. Powoli na wzgórze przybywają tłumy, tak jak ja spragnione nieziemskich widoków. Oznacza to, niestety, ponad pół godziny czekania w kolejce do następnego wagonika, którym opuszczam piękną górę.
W uszach ciągle szumi. Żeby odpocząć, kieruję się na najsłynniejszą plażę świata – Copacabanę – ale trudno tu znaleźć spokój. Zostaję otoczona przez naganiaczy, którzy próbują wcisnąć mi leżak, klapki, wycieczkę po mieście albo swoje czarujące towarzystwo. Moja czujność rośnie jeszcze bardziej, gdy kątem oka widzę podejrzane zainteresowanie zawartością mojego plecaka. Czym prędzej uciekam z turystycznego piekła. Żal mi jednak, bo plaża jest piękna, żółciutki piasek ciągnie się przez 4 kilometry. Decyduję się więc na leniwy spacer wzdłuż promenady wyłożonej biało-czarną kostką, która ma symbolizować fale oceanu. Przysiadam pod parasolem jednego z nadmorskich kiosków i wlewam prosto do gardła chłodny płyn ze świeżo rozłupanego kokosa. Od ulicznego sprzedawcy kupuję patyk z nadzianymi olbrzymimi krewetkami. Mhm! Pychota!
Przede mną ściana betonowych drogich apartamentów i hoteli. Stąd codziennie wylewają się tłumy bladych turystów, teraz szczelnie zapełniających plażę. Szum w uszach powoli zaczyna zlewać się z szumem fal. Czas na popołudniową drzemkę. Muszę przestawić się na inny rytm życia. Szybko nauczę się późno wstawać, jeść mało w dzień, a obficie w nocy, żeby energii starczyło na całonocne szaleństwa. Wdrapuję się na skały wyrastające na końcu plaży, zapobiegliwie wkładam pod głowę plecak i... niemal natychmiast zasypiam.
Gość
Podróżnik, filmoznawca, tłumacz języka hiszpańskiego, znawca kultury latynoskiej. Od lat prowadzi wyprawy po Ameryce Południowej, od Wenezueli po Ziemię Ognistą.
Zapowiada się największa plenerowa impreza podróżnicza w Polsce. Od 3 do 5 września 2010 r. największą górską twierdzę Europy...
Ponad 130 projektów graficznych rywalizowało od 31 maja do 31 lipca br. w konkursie Panasonic 3D Challenge. Wyniki konkursu s...
Od trzech lat Traveler przygląda się sierpniowym wydarzeniom muzycznym w Bieszczadzie, nie inaczej było w tym roku. Od 12 do ...
Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność...
Czasami dzieje się tak, że podczas wyprawy, którą uważasz za najciekawszą przygodę, jaka mogła ci się przytrafić, nagle wyskakuje coś, dla czego...
Cena: 49.99 zł
Cena: 29.90 zł
Cena: 59.00 zł
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.