Kuba - podróż życia

23 marzec 2009
Kuba - podróż życiaZdjęcie: Agencja Forum

Rewolucja kubańska uratowała Hawanę przed jej zamianą w drugie Las Vegas.

CYGARA  I SALSA

Siedzę przy basenie w luksusowym hotelu w Varadero, do którego przyjechałam ze swoją norweską przyjaciółką Inger. Sączymy orzeźwiające, zimne mojito – koktajl z cukrem trzcinowym, świeżą miętą, sokiem z limetki i rumem Havana. Patrzymy na szeroką plażę z drobnym białym piaskiem, ciągnącą się przez ponad 11 kilometrów, na lazurowe, kryształowo czyste morze, na palmy i już rozumiemy, dlaczego rodziny Capone i Dupontów wybrały kiedyś Varadero na swoje letnie rezydencje. Dziś ta plaża przyciąga 500 tysięcy turystów rocznie: Hiszpanów,Anglików, Kanadyjczyków, Włochów, Francuzów, Rosjan. W tym tyglu narodowości brakuje jedynie Amerykanów, ale dzieje się tak pewnie tylko dlatego, że mają oficjalny zakaz przyjazdu na Kubę. Kanadyjczyk, którego poznałyśmy w Varadero, mówi, że jest tu piąty raz i na pewno jeszcze wróci, bo tak mu się ten kraj podoba. Kelner dyskretnie zbiera szklanki po drinkach, cicho syczy woda tryskająca z sikawki do podlewania trawników, szumią fale bijące o brzeg. Napawam się luksusem, słońcem i… nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie zobaczę prawdziwą Kubę, która rozciąga się poza tym wydzielonym rajem, stworzonym dla zagranicznych turystów z kieszeniami pełnymi pieniędzy.

Po kilku dniach pobytu rezygnujemy z opiekuńczych skrzydeł agencji turystycznej i od tej pory podróżujemy „na własną rękę”. Zaczynamy od HAWANY. W hotelu, w którym zrobiłyśmy rezerwację przez Internet, recepcjonistka długo szuka naszych nazwisk w komputerze, ale w końcu podaje klucz do pokoju. Oddychamy z ulgą. Za chwilę ruszamy na pierwszy spacer. Chodzimy po wąskich uliczkach starego miasta i… serca ściska nam żal. Mamy ochotę zakasać rękawy, złapać szpachlę, otworzyć puszkę z farbą i wziąć się do roboty. Tyle przepięknych domów znajduje się w opłakanym stanie! Odpada z nich tynk, łuszczy się farba, ściany są szaro-czarne, oblepione brudem. Z pewnością nikt nie odnawiał tych budynków przez co najmniej 50 lat. Dziś przypominają rudery, a nie zabytki, które powinny być podziwiane. Patrzymy na odrapane klatki schodowe z wyszczerbionymi schodami, na dykty umieszczone w oknach zamiast szyb. Widać, że mieszkania są przeludnione. Życie toczy się tu jednak normalnie. Na zardzewiałych prętach balkonu rozwieszono pranie do suszenia, w oknie ktoś wystawił klatkę z kanarkiem, w innym doniczkę z kwiatkiem. Na podwórku koło sterty gruzu wygrzewa się kot, obok zasnął bezdomny piesek. Gdy kończą się lekcje w szkołach, ulice ożywają gwarem. Dzieciaki ubrane w przepisowe szkolne mundurki: białe bluzki i czerwone lub żółte spódniczki i spodnie wracają do domu. Sklepy, w których sprzedaje się racjonowaną żywność, raczej nie zachęcają do wejścia – odstraszają pustymi półkami i wyglądającymi na urzędowe ogłoszeniami na ścianach. Ale przecież to kubańska codzienność, do której wszyscy są tu przyzwyczajeni.  

Powoli zaczynamy dostrzegać więcej. Miasto wygląda dużo lepiej niż cztery lata temu, kiedy byłam tu po raz pierwszy. W 1982 roku Stara Hawana – La Habana Vieja – została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i wtedy ruszył program odnowy zabytków, który przynosi efekty, chociaż niestety nie tak szybko, jak by się chciało. W rejonach bardziej uczęszczanych przez turystów wiele budynków już odrestaurowano i jest czym nacieszyć oko. Zachwyca fasada barokowej katedry hawańskiej – Catedral de la Habana, o której mówi się, że to „muzyka zamieniona w kamień”.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-01-03 21:18

    Witam. Obiecałam sobie nie wykłócać się na temat Kuby na portalach podróżniczych, bo to sensu nie ma. Kto zechce, znajdzie informacje na temat Kuby - prawdziwe. Kto nie zechce, pozostanie niewiedzący. Twój artykuł jest bardzo political correctnes, prawdziwy w kwestii trasy podróży i tego, co zobaczyłaś i opisałaś, turystyczny. Niemniej rozmijasz się w wielu miejscach z prawdą w sposób zatrważający. Kiedy się ma niewielkie pojęcie, o czym się pisze, może nie powinno się piać z zachwytu nad rewolucją kubańską, która uratowała Havanę od zamiany na Las Vegas (byłam, nie mają tam żle) albo Che, tylko zapytać Kubańczyków, albo poczytać. Te informacje są w sieci nawet po polsku. Przeraża mnie twoja ignorancja. Byłam na Kubie wiele razy, mieszkałam w Havanie, znam Kubańczyków. Dla mnie nie były to wakacje czy podróż życia, w kubańskim komisariacie spowiadałam się, co ja tutaj robię, bez pracownika ambasady za plecami i to nie było ani lekkie, ani łatwe ani przyjemne. Kuba to nie jest rajska wyspa, a legenda Che, cóż... z historii wynika, że wcale nie był lepszy od innych słynnych przywódców znanych ze swoich skłonności... Perspektywa hotelu 5*, romantyzm i wrażliwość młodego Ernesto.... Mój Boże, aż zdrętwiałam z przerażenia. Pozdrawiam i życzę owocnego poszukiwania dla ułatwienia podaję jeden link: http://www.desdecuba.com/generaciony_pl/?m=200901 (wpis z 19 stycznia 2009 pod tytułem "Chodźcie i przeżyjcie to") może to otrzeźwi tych, którzy kojarzą Kubę wyłącznie z egzotyką, rumem, cygarami i salsą, albo ten post zostanie wykasowany, bo nie jest poprawny politycznie.

  • Do moderacji
    2009-09-04 00:17

    ale ogólnie dobry artykuł:-)

  • Do moderacji
    2009-09-03 00:18

    Kuba - podróż życia, albo druga podróż życia: Miasto wygląda dużo lepiej niż cztery lata temu, kiedy byłam tu po raz pierwszy."

Autor

  • Anna Siwek

    Anna Siwek

    Jej pasją są podróże i wędrówki po górach. Odwiedziła niemal wszystkie kontynenty.

Ostatnio czytali

  • rasta_rox
  • patt1989

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się