Cieśnina piratów

26 marzec 2009
Cieśnina piratówZdjęcia: John Stanmeyer

Cieśnina Malakka oddziela indonezyjską wyspę Sumatra od Półwyspu Malajskiego, na którego czubku tkwi pyszniący się bogactwem Singapur. Na to barwne wodne królestwo składają się setki rzek uchodzących do cieśniny, porośnięte namorzynami bagniste brzegi oraz fantastyczna konstelacja maleńkich wysp, raf i mielizn.

Jego pierwsi mieszkańcy nauczyli się prowadzić życie wodno-lądowe, budując wioski nad wodą i wymyślając odpowiednie łodzie do połowu ryb, handlu oraz... piractwa. Armady morskich rabusiów, zwanych tu lanunami, w lekkich, zwrotnych łodziach ograbiały statki przepływające tą najkrótszą drogą z Indii do Chin, a potem wycofywały się w górę rzek, do ufortyfikowanych wiosek. Łupem padało złoto, klejnoty, proch, opium i niewolnicy, zapędzani potem do budowy sułtanatów, które zdominowały wybrzeża Sumatry i Malajów. Żeglarze opisywali okropności, jakie spotykały ich w cieśninie i na pobliskich wodach. Podczas napadu w XIX w. lanunowie pojmali np. brytyjskiego kapitana Jamesa Rossa. Sądząc, że na statku ukryty jest ładunek srebrnych monet, kazali mu patrzeć, jak jego syn przywiązany do kotwicy opuszczany jest wraz z nią. Potem obcinali kapitanowi palce, kawałek po kawałku. Myślicie, że to już przeszłość? Bynajmniej. Pod koniec XIX w. flota europejskich kolonizatorów opanowała sułtanaty, ale lanunów nigdy nie wytępiono. Ich współcześni spadkobiercy nadal grabią na tych wodach. Dzisiejszemu lanunowi zdobyczy nie brakuje. Tym wąskim przesmykiem co roku płynie 70 tys. statków, przewożących jedną piątą światowych ładunków morskich. Szlak jest trudny do upilnowania, bo przebiega między zwaśnionymi krajami, Malezją i Indonezją. Cieśnina Malakka, mająca ok. 402 km szerokości u swego północnego krańca, zwęża się do mniej więcej 16 km przy południowym, a ponadto jest upstrzona setkami niezamieszkanych, porośniętych namorzynami wysepek, oferujących wszelkim kryminalistom fantastyczne kryjówki. Czy można się zatem dziwić rodzącej się wśród wielu pokusie?

Chłopiec z Plaży – jeden z rabusiów, do których dotarłem – zaproponował, że pokaże mi, jak zespół „skaczących wiewiórek” dostaje się na pokład statku. Demonstracja odbędzie się na bezludnej wyspie, gdzie czasem ćwiczył. Na końcu mola, w drewnianym pancungu, czekali na nas dwaj muskularni młodzi mężczyźni, Muhammad i Hakim. Chłopiec z Plaży wyjaśnił, że te łodzie są doskonałe, bo ciężar i kształt pozwalają im przebijać się przez kilwater statku, w przeciwieństwie do lżejszych łodzi z włókna szklanego, które podskakują na falach. Usiedliśmy w łodzi parami. Mnie przypadło miejsce obok Muhammada. Okrągłe policzki i nieskazitelne zęby nadawały mu chłopięcy wygląd, ale zaledwie kilka tygodni wcześniej ten człowiek zakończył dwuletnią odsiadkę za udział w wyprawie na „zakupy”. Słońce świeciło nam w plecy. Hakim wypłynął z portu i ruszył w stronę gęstego lasu, który zdawał się pływać na wodzie – jednej z niezliczonych namorzynowych wysepek cieśniny. To wyglądało jak nieprzebyta masa sękatych korzeni i splątanych gałęzi, ale Hakim znalazł maleńką przecinkę i wprowadził łódź w prawdziwy labirynt. Wśród namorzynów było chłodno. Zanurzaliśmy się w głębokie cienie i wyłanialiśmy z nich, dopóki wodna ścieżka nie doprowadziła nas do kilku

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Ostatnio czytali

  • tami
  • sanderson
  • maagdalena1
  • monika p

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się