Wywiad. Anna Czerwińska

29 marzec 2009
Wywiad. Anna CzerwińskaZdjęcie: Jarek Jaworski

Śmierć wcale się nie proszę. Życie ma dla mnie olbrzymią wartość. Jak trzeba, to walczę o nie jak zwierzę - mówi znana polska himalaistka Anna Czerwińska.

Góry mogą wszystko

MAGDALENA STOPA: Tego roku weszła pani jako pierwsza Polka na Makalu. To już 8. ośmiotysięcznik w pani kolekcji. Dwa miesiące później podczas próby zdobycia Gasherbrum I miała pani wypadek. Jak zatem ocenia pani ten sezon?

ANNA CZERWIŃSKA: Makalu było piękną przygodą, ale rodziła się ona w wielkich mękach. To było już moje trzecie podejście. Makalu leży na tzw. końcu świata, dojście do bazy jest bardzo długie, karawana ciężka, są problemy z tragarzami, pogodą, śniegu jest po pas. Postanowiliśmy więc z moim kolegą Jurkiem Natkańskim aklimatyzować się w rejonie Everestu, a potem przelecieć helikopterem od razu do bazy pod Makalu. W bazie znajdowali się już Włosi. To był liczny zespół i oni głównie zakładali poręczówki. My we dwójkę z jednym Szerpą nie poradzilibyśmy sobie albo zajęłoby nam to dwa miesiące. Tym razem bardzo mi zależało, żeby wszystko dobrze rozegrać. I, oczywiście, jak zwykle nic z tego nie wyszło. Z ostatniego obozu wyruszyliśmy z Jurkiem za późno. Powinna być trzecia w nocy, a była piąta. Ponadto obóz znajdował się zbyt nisko, na wysokości 7600, a Makalu ma 8468 m. Taki dystans pokonuje się wiele godzin.
Nie zdążyliśmy dojść do szczytu przed wieczorem. Jurek, który nie miał wystarczającej aklimatyzacji, zrezygnował. Zawrócił i doszedł nocą do obozu. A ja się uparłam, więc jak zrobiło się ciemno, zdecydowałam zostać sama pod szczytem. Wykopałam w lodowym zboczu rodzaj grajdołka, włożyłam tam plecak i przesiedziałam na nim 10 godzin. Bez żadnej osłony, bez namiotu, płachty, karimaty, maszynki. No, po prostu na żywca. Na szczęście noc była bardzo spokojna, bez wiatru.

Co pani robiła, żeby nie zasnąć?

Nic, po prostu siedziałam na tym plecaku w zaparte. Zabroniłam sobie jakiegokolwiek myślenia, bo jak mózg pracuje, to zużywa tlen. Zabroniłam sobie również patrzenia na zegarek, żeby się nie załamywać. O piątej zaczęło robić się jasno, a o piątej trzydzieści ruszyłam do góry. Zdobyłam Makalu sama, ale dzięki Włochom, którzy wchodzili poprzedniego dnia, było mi łatwiej. Szłam po ich śladach, korzystałam też z założonych przez nich poręczówek. Ze szczytu próbowałam wywołać Jurka przez radio, ale odezwał się tylko nasz Szerpa. Umówiłam się, że jak nie dotrę do wieczora, to po mnie wyjdzie.
I tak się stało. Schodząc, miałam halucynacje. Ciągle zdawało mi się, że jestem w Dolince za Mnichem. Nie miałam już czucia w dłoniach. Myślałam, że to odmrożenia i już sobie wyobrażałam, że będę teraz mieć takie łapki bez palców. Potem na szczęście okazało się, że to było z odwodnienia. Przez cały czas ataku nie tylko nie zjadłam nic, oprócz kilku cukierków, ale też nic nie piłam. W obozie nie było mnie przez 42 godziny. Pobiłam więc wszelkie rekordy, zwłaszcza rekord głupoty. Takich rzeczy zwyczajnie nie wolno robić. To biwakowanie było zupełnie nieodpowiedzialne. Gdyby pogoda się zepsuła, gdyby coś mi się stało, nikt nie byłby w stanie mi pomóc. Najprawdopodobniej właśnie tak zakończyła życie Wanda Rutkiewicz. Makalu jest blisko Kangczendzongi, na której zginęła. Może jej duch do mnie wtedy przyszedł? W każdym razie, siedząc tak sama nocą, wymyśliłam, że w przyszłym roku zrobię wyprawę śladami Wandy. Najpierw w kwietniu wejdę na Kangczendzongę. Potem na Broad Peak.
Już na nim wprawdzie byłam, ale Wanda miała tam dwie nieudane próby. Jedna okupiona była śmiercią przyjaciółki, druga – narzeczonego. Chciałabym więc dokończyć to wejście za Wandę. A potem chcę pójść na K2 i przypomnieć Wandy największy sukces.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-04-02 15:07

    Jest Pani Wielka, jak wielkie są Himalaje.!!!Podziw,w takiej drobnej osóbce tyle energi i samozaparćia!!!

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-04-02 15:00

    NIEWIARYGODNE,NIESAMOWITE W TYM WIEKU!!!!! WIELKI SZACUNEK DLA PANI ANNY CZERWIŃSKIEJ !!!!RIAL

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-04 12:12

    UWIELBIAM PANIĄ PANI ANIU!!!!!!! Jest dla mnie pani żywą legenda polskiego alpinizmu pełną pasji i charyzmy! i do tego prawdziwym wzorem do naśladowania! Dlaczego o takich ludziach jak Anna Czerwińska pisze sie tak rzadko, a szanowna Pani redaktor wojciechowska skupia się wyłącznie na sobie!

Autor

Ostatnio czytali

  • radosny
  • pierzgal

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się