Urocze zakątki Gandawy i BrugiiZdjęcie: istockphoto.com

Kiedy po raz pierwszy wjechałam do Brugii, poczułam nastrój belgijskiego średniowiecza. Lekka mgła z parujących kanałów, które przecinają całe miasto, stworzyła niezwykle tajemniczą atmosferę.

Do Brugii dotarłam sędziwym volkswagenem. Napisy skierowały mnie do dużego podziemnego parkingu tuż przy starym mieście, przy tzw. Markcie. Kiedy wyszłam na powierzchnię, zaskoczona ujrzałam tysiące kafejek. Mimo późnej pory były pełne turystów rozkoszujących się piwem, które w Brugii ma szczególny smak i jest go około 200 gatunków. „Gdzieś w ponurej okolicy leży starodawne miasto, niczym sławny klejnot” – pisał swego czasu o Brugii Graham Green. I nie ma się czemu dziwić – Brugia jest bowiem jednym z najdoskonalej zachowanych miast średniowiecznych w zachodniej Europie, którego wizytówkę stanowi dzielnica Begijnhof. Nieregularny krąg XIII- i XVIII-wiecznych, otynkowanych na biało budynków otacza piękny ogród. Warto to niezwykłe miejsce odwiedzić wiosną, gdy między kwitnącymi magnoliami swe barwne kobierce rozwijają żonkile, krokusy i tulipany. Nieopodal jest „jezioro miłości”, Minnewater, które przyciąga zakochane pary i – szczególnie wiosną – tchnie atmosferą miłości.
Takie dzielnice jak Begijnhof istniały swego czasu w całym mieście, jednak wiele z nich uległo zniszczeniu. Średniowieczna architektura Brugii podlana została neogotyckim sosem na początku XIX wieku, i to za sprawą licznej społeczności brytyjskiej, która zachwycona kwitnącym handlem miastem i otaczającą je mgiełką dawnego splendoru osiedliła się tu, przyczyniając się do ekonomicznego rozwoju i dodając neogotyckich akcentów tym częściom miasta, które były zbyt archaiczne. Brutalnie wyburzano wtedy stare, rozpadające się budynki i na ich miejscu stawiano nowe – neogotyckie.
Gdy mieszkałam w Belgii, wielokrotnie wracałam do Brugii, bo ta niezapomniana atmosfera tajemniczości, ulicznej muzyki, gwaru płynącego z pubów, którą wchłonęłam podczas pierwszej wizyty, sprawiła, że z tego miasta czerpałam niezwykłą siłę.
Jeśli spojrzeć na Brugię z lotu ptaka, wygląda ona jak labirynt brukowanych uliczek poprzecinanych kanałami, z wieloma placami, a nad nimi wznoszą się spadziste dachy, dzwonnice kapliczek i rozklekotane kominy. W oczy rzucają się dwa największe place – rynek Markt, przesłonięty masywną dzwonnicą, i otoczony wspaniałą zabudową Burg – połączone ze sobą szeroką ulicą z nowoczesnymi sklepami i domami handlowymi.
Markt leży w samym sercu miasta. Otaczający rynek zespół rdzawobrązowych budynków z cegły kojarzy się z ustawionymi obok siebie barwnymi blaszanymi puszkami po herbatnikach. Każdy perfekcyjnie komponuje się ze swoim sąsiadem, mimo że pochodzą z różnych okresów. Większość z nich to rekonstrukcje o wiele starszych budowli. Dzisiaj na ogół mieszczą się w nich restauracje i kawiarnie, gdzie można przysiąść, przekąsić coś i nasycić wzrok niepowtarzalnym pięknem Marktu. Ożywia go nie tylko gwar turystów, ale również stukot podków koni ciągnących dorożki. Nad całym placem wznosi się potężna dzwonnica Belfort z XIII wieku, która jest symbolem niezależności Brugii. U jej stóp stoi hala targowa Hallen. Jej boczne schody prowadzą na dzwonnicę, skąd roztacza się przepiękna panorama miasta. Pośrodku rynku stoi pomnik przywódców „brugijskich jutrzni” – tkacza Pietera de Conincka i dziekana cechu rzeęników Jana Breydela.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Ostatnio czytali

  • emi_mod

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się