W Uliasutaju, stolicy administracyjnej Mongolii Zachodniej, Ossendowski spędził dwa miesiące na politykowaniu. Pertraktował, dyskutował, był w swoim żywiole. Kolejny cztery miesiące spędził, robiąc wypady zwiadowcze w głąb stepu. Spotykał lamów, interesował się uprawianą przez nich magią. Być może na badaniu tych zjawisk miała polegać jego misja szpiegowska. W 20-leciu międzywojennym zachodnie mocarstwa wykazywały duże zainteresowanie tajemną „N-energią”, za pomocą której szamani krain Dalekiego Wschodu potrafi li ponoć siać panikę i manipulować ludźmi. Podejrzewano nawet, że techniki te stosował Czyngis-chan.
Sytuacja w Mongolii Zachodniej stawała się coraz trudniejsza. Chińczycy posyłali w głąb kraju oddziały karne, żołnierze chińscy wpadali do domów, rabowali i gwałcili. – Proszę pana – mówił nieraz mój towarzysz – ja już wolę dusić partyzantów, potykać się z chunchuzami i jeść mięso zdechłych od dżumy byków, niż słuchać coraz to nowych i coraz bardziej trwożnych wieści! Niestety, nie mieli się dokąd udać. Dokoła wrzała wojna. Wreszcie postanowili opuścić ten teren pojechać wprost do paszczy lwa, do Urgi (dzisiejszego Ułan Bator), miasta, którym zarządzał krwawy baron Ungern-Sternberg.
W jurcie po drodze do Urgi Ossendowski był świadkiem narodzin dziecka. Natychmiast po urodzeniu wymyto je po raz pierwszy i… ostatni w życiu kwaśnem mlekiem jaka, poczem oddano matce, która trzymając dziecko przy piersi, wyniosła je z namiotu w step zupełnie nagie, pomimo dość silnego i mroźnego wiatru. Powróciła z nim po godzinie. Włożyła dziecko do drewnianej kołyski. Była ona do połowy napełniona suchym nawozem owczym, który miał służyć jako środek dezynfekcyjny; wymieniano go co dwa tygodnie.
W podróży przez step Ossendowski zaczął nagle niedomagać. Bolały go wszystkie kości. Gdy zjadł cały zapas leków ze swojej apteczki i nadal był bezradny, z pomocą przyszedł mu mongolski lekarz-lama. Zbadał pisarza i stwierdził, że jest on zdrowy jak ten dziki jak, lecz zmęczony drogą. Dam ci dwa proszki. Przez noc będziesz cierpiał, rano wsiądziesz na koń. Wszystko minie… Om! Om! – powiedział.
Proszki były obrzydliwie gorzkie i jak gdyby przetłuszczone. Po chwili poczułem gwałtowne bicie serca, potem przypływ krwi do głowy i straszny wzmagający się ból w nodze i grzbiecie, co zmusiło mię do wstania i wyjścia z jurty; zacząłem biegać, żeby choć trochę zapomnieć o bólu. – To dobrze! Cieszył się mój lekarz-lama. – Leki działają!
Pisarz biegał wokół jurty całą noc. W duchu życzyłem mu wszelkich klęsk europejskich i mongolskich. Rano był zdrowy i gotowy do dalszej drogi.
Ludzie barona Ungerna, który miał na sumieniu tysiące istnień, szybko znaleźli Ossendowskiego. Jadąc na spotkanie z szalonym Ungernem, żegnał się z życiem. Jednak baron, który zasłynął jako krwawy wizjoner-wyzwoliciel Mongolii, twórca sloganu „Azja dla Azjatów“ okazał się przychylny Polakowi. Nawet zaprosił go do siebie na 9 dni do Urgi i raczył mrożącymi krew w żyłach opowieściami o swoich dokonaniach.
Podróżnik przyglądał się, jak szamani wróżą na życzenie przerażonego barona, za każdym razem przepowiadając mu rychłą śmierć. – Umrę... wszystko jedno! Plemiona Czyngis-chana obudzone. Nikt już nie potrafi zgasić ognia roznieconego w piersi Mongołów! – mówił Ungern. Rzeczywiście, niedługo po rozstaniu się z Ossendowskim został rozstrzelany.
Pisarz pożyczonym od barona samochodem przez pustynię Gobi bezpiecznie przedostał się do Pekinu. Dalej ruszył Koleją Wschodniochińską. Później Ossendowski zwiedził m.in. Japonię i szczęśliwie dotarł do USA.
Historia ta ma też drugie zakończenie. Pod koniec II wojny światowej warszawskie mieszkanie pisarza-podróżnika odwiedził oficer Wehrmachtu podający się za krewnego barona Ungerna. Podobno pisarz był jednym z niewielu, którzy wiedzieli, gdzie w Mongolii szalony baron ukrył kilkadziesiąt wozów pełnych złota Wkrótce po tej wizycie Ossendowski zmarł. Wypełniła się wróżba, że umrze, gdy ponownie spotka Ungerna.

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...
redaktor National Geographic

Miliony lat temu Madagaskar oderwał się od Afryki, stając si...

To bajeczne egipskie miasto zbudowane na wyspach nazywane by...

Była odwiedzana już przed drugą wojną światową, ale to amery...

Miejsce akcji: Vanuatu, archipelag wysp na Pacyfiku Bohatero...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.