Synaj na pokuszenie

4 sierpień 2010

Następnego dnia nurkowanie. Zaspani, skoro świt pakujemy się do autokaru i jedziemy do centrum nurkowania Coral Diving Club. Polska instruktorka Kasia pyta, kto chce nurkować z akwalungiem, a kto ma ochotę na snorkeling. Nie lubię wody, więc z dwojga złego wybieram to drugie. Jeszcze tylko przymiarka płetw, maska i rurka w dłoń – ruszamy do mariny. Wsiadamy do łódki, Kasia tłumaczy nam zasady bezpieczeństwa, a do wody wchodzimy już z Mustafą. Odpędzam wspomnienie filmu Ocean strachu, w którym para nurków zostaje w wodzie sam na sam z żerującymi rekinami. Zakładam płetwy (na pewno je zgubię), pluję na szkło maski i rozcieram ślinę wodą (co ja tu robię?!), to ponoć ma zapobiec parowaniu maski. Zagryzam rurkę i skaczę. Grupa w zachwycie już penetruje rafę. A ja boję się zanurzyć głowę. Gdy w końcu to robię i pod sobą widzę kilkanaście metrów wodnej otchłani, robi mi się słabo. Ogarnia mnie absurdalny strach, że opadnę na dno. Wynurzam się przerażona. Na szczęście doświadczony kolega przybywa z pomocą. – Oddychaj spokojnie, będzie w porządku – mówi. Niemożliwe – myślę, ale udaje się. Zostaję w wodzie.
I nie żałuję. Rybki pływają tuż obok mnie, a koralowiec wygląda jak na filmach przyrodniczych. Ale ile można! Po pół godzinie kolory jakby bledną, wokół wciąż te same rybki, a poza tym robi mi się zimno. Mojego entuzjazmu nie budzi już nawet rzadki widok ogończy. Na szczęście Mustafa daje znak do odwrotu. Wdrapuję się na pokład, chyba dam sobie spokój przy dwóch kolejnych zejściach. No dobra, jeszcze ten jeden raz, na sam koniec. Tym razem część grupy nurkuje ze sprzętem i w pewnej chwili zupełnie przypadkiem znajduję się nad bąbelkami powietrza wypuszczanego przez nurków. To jest to! Pogoń za bąbelkami, które rozkosznie muskają ciało. Wpadam w jakiś trans... Resztę dnia spędzam w przedziwnym stanie rozmarzenia. Chyba tylko mój wrodzony sceptycyzm nie pozwalał mi wcześniej przyjąć do wiadomości, że to taka świetna zabawa. Może jest podobnie jak z Petrą – trzeba przeżyć, by uwierzyć?
Wycieczkę na Górę Mojżesza zaplanowano na jeden z ostatnich dni pobytu w Szarm asz-Szajch. O drugiej w nocy ledwo żywi wysypujemy się z autokaru. Z latarkami ruszamy pod całkiem stromą górę. Po półgodzinie mam dosyć i jest mi gorąco, mimo niskiej temperatury. Po 45 minutach marzę o złamaniu nogi, żeby bez plamy na honorze zostać odtransportowaną na dół. Po godzinie mam ochotę zepchnąć w przepaść każdego Beduina, który proponuje mi co chwila jazdę wielbłądem za jedyne 150 funtów egipskich (tym razem honor uratował mi tylko brak pełnej kwoty w portfelu). Staram się być dzielna, nie marudzić... I nagle odkrywam, że jest mi coraz łatwiej iść, choć wciąż zastanawiam się, co ja tu robię w środku nocy. Po czterech i pół godzinach docieram na szczyt.
Jest tuż przed świtem i każdy szuka najlepszego miejsca do podziwiania cudnego wschodu słońca. Siadam na skale, zakładam wszystkie ubrania, jakie mam w plecaku. Jestem na świętej górze. To tutaj Mojżesz odebrał tablice z Dekalogiem. Tu skrywał się przez wiele dni. Wokół mnie przepychanki, rozstawianie statywów, rozmowy, śmiechy. Mija godzina, a ja czekam na opisywany w przewodnikach widok, który ma mi wynagrodzić wysiłek. Czekam, bo przecież słońce wschodzi zawsze. Hmm... Jak to? Nagrody nie ma? Niebo jest zachmurzone. Wypominam sobie, że gdzieś po dwóch godzinach marszu marudziłam, że nic nie wynagrodzi mi tego nadludzkiego, jak bałwochwalczo twierdziłam, wyczynu. Trochę mi teraz głupio. Chyba czuję się winna, bo ktoś na górze zrobił mi psikusa za mój brak wiary, a zawód spotkał wszystkich. Rozglądam się. Współtowarzysze są może trochę zawiedzeni, ale na ich twarzach maluje się błogość. Patrzę na czerwone skały, spokój ogarnia i mnie. Egipskie kurorty okazały się tylko pstrokatą bramą do spraw ważniejszych.

Dziękujemy agencji Travko za pomoc w organizacji wycieczki.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Pozdrowienia z... Synaju

    Pozdrowienia z... Synaju

    Według Biblii na szczycie Synaju Mojżesz otrzymał od Boga tablicę z dekalogiem. Około 100 tys. turystów wchodzi każdego roku na jego wierzchołek nocą, żeby obejrzeć wschód słońca. Ja tez tam weszłam.

  • Artykuł

    Egipt - Informacje praktyczne

    Egipt - Informacje praktyczne

    Przewodnik dla podróżujących po krainie faraonów.

  • Artykuł

    Egipt gwarancja wymarzonych wakacji

    Egipt gwarancja wymarzonych wakacji

    W dwa tygodnie Pokonałam 4 tys. km. Podróżowałam pociągiem, autobusem, statkiem, na grzbiecie wielbłąda. Stanęłam pod piramidami, głaskałam sfinksa po łapach, szukałam skarbów w dolinie królów, zwiedziłam kilkadziesiąt świątyń i targując się, kilkunastu sprzedawców doprowadziłam do łez. A miały to być leniwe wakacje w Egipcie z jednym z biur podróży.

  • Artykuł

    Święty Synaj- Burzliwy pokój

    Święty Synaj- Burzliwy pokój

    W nadmorskiej Tabie wszystko wydawało się spokojne. Tego wieczoru, jak co dzień, słońce zachodziło za góry Synaju, ciemność zsuwała się w dół zboczy, ku wodzie. W kompleksie Hiltona panie zrzucały bikini, zamieniając je na suknie i żakiety.

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się