JUŻ W NOCY STATEK POSTĘKIWAŁ BLACHAMI.

Moja kajuta na wysokości poziomu wody wypełnia się hukiem rozbijających się fal. Dopadł nas sztorm. Cały dzień spędzamy na wodach między Islandią i Grenlandią. Nie ma odwrotu, ani portu, w którym moglibyśmy przeczekać nawałnicę. Wiele osób w ogóle nie opuszcza kajut, posiłki zamawiają przez stewardów do pokoi. Czuję się fatalnie. Już wiem, że potrzebuje czegoś więcej niż imbiru (zwykle działa) i tabletek na chorobę lokomocyjną. Idę do pokładowej przychodni. Lekarz ma doskonały humor, na nim huśtanie nie robi żadnego wrażenia. – Czy wiesz, że mamy na statku cztery kostnice?
Dla pasażerów przygotowane są tylko trzy. W czwartej jest moja osobista chłodnia na alkohol – żartuje. Pomaga. I humor, i zastrzyk na chorobę morską, który mi robi.
Z powodu sztormu wizyta na Grenlandii stoi pod znakiem zapytania. Statek nie przybija bezpośrednio do portu Quaqortoq, bo dno jest zbyt płytkie. Na brzeg przetransportować nas mogą tylko łódkami. Tymczasem nocą woda się uspokoiła, a zza ośnieżonych gór wzeszło słońce. Ale z nas szczęściarze! Dawno żaden statek pasażerski nie miał tak dobrej pogody. Drogę między białymi kolosami statek przemierza slalomem. Przypominają mi się sceny z Titanica, ale wszystko kończy się dobrze. Oglądam drewniane domki zrobione z wyrzuconych na brzeg konarów drzew, surowe skały porośnięte mchem, bawię się z eskimoskimi dziećmi. Inny świat.
W końcu dopływamy do Nowej Funlandii w Kanadzie. To 13. dzień naszej podróży. Nikt o tym głośno nie mówi. Na statku nie ma nawet 13. piętra. I nagle, w drodze na obiad słyszę sygnał musztry. Dziwne, teraz? Wskakuję w mundur, łapię kamizelkę ratunkową, po kilku sekundach jestem na stanowisku. Chwilę później oficerka spisuje obecność. Czekamy. 20 minut, pół godziny. Nie wiemy, co się dzieje. Czasem przebiega jakiś strażak, ochroniarz, ale nikt nie odpowiada na nasze pytania. Chce mi się pić. Atmosfera robi się nerwowa. Po dwóch i pół godzinach z głośników słyszymy, że można się rozejść. Nigdy nie dowiedziałam się, dlaczego zorganizowano akcję. Podobno w kasynie ktoś podłożył bombę, choć oficjalnie nikt tego nie potwierdził. Nie dziwię się – byłaby to ujma dla statku i armatora.
Wieczorem, z lekkim opóźnieniem, ruszamy w dalszą drogę. Ten dzień na morzu jest bardzo przyjemny. Dopisuje i pogoda, i nastroje. Wieczorem pożegnalne imprezy i dancingi. Wpływamy do Nowego Jorku. Uroczyście, dostojnie, tak jak do żadnego innego portu. Stoję na górnym pokładzie, patrzę na panoramę miasta. I, co tu kryć, gardło mam ściśnięte ze wzruszenia. To już kres wielkiej przygody. Obok mnie starsza elegancka pani uśmiecha się: – To nie to co dawniej. Szalone bale, afery miłosne, prawdziwy szampan... Kiedyś to były rejsy, kochaniutka.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Aloha, Hawaii!

    Aloha, Hawaii!

    Wystające z oceanu szczyty najwyższych (bezwzględnie!) gór świata kojarzą się ze słońcem, drinkiem z parasolka, rozgrzana do czerwoności lawa i surfowaniem po wysokich jak nigdzie indziej falach. Ale to także kraina wierzeń i przesadów, w której większym szacunkiem niż urodzony w Honolulu Barack Obama cieszy się mitologiczna bogini Pele.

  • Artykuł

    Dookoła Europy - Bornholm

    Dookoła Europy - Bornholm

    Na wyspę najlepiej płynąć pod żaglami z przyjaciółmi, z którymi wspólnie można przekroczyć granicę czasu i przestrzeni i znaleźć się po drugiej stronie lustra.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-07-23 00:16

    Całkiem ciekawy artykulik, choć faktycznie teraz "pływa" się do N.Y "nieco Inaczej" -w komfortowy sposób (oczywiście jeśi chodzi o rejsy wycieczkowe). Brawo dla autorki :)))

  • Do moderacji
    2010-07-20 18:18

    ***wow***

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się