Sandomierz

24 marzec 2009
SandomierzZdjęcie: Wojciech Franus

Poniżej urokliwych kamieniczek kryją się mroczne podziemia, a w smukłej katedrze - malarstwo pełne horrorów.

Miasto o dwu obliczach

Najładniej Sandomierz prezentuje się od strony Wisły. Na wysokiej skarpie wznosi się katedra, Dom Długosza z czerwonej cegły, skrzydło Kolegium Jezuickiego i rząd kamieniczek – kolorowych i nieregularnych jak na dziecinnych rysunkach.
Z 30-metrowej Bramy Opatowskiej rozciąga się kolejny zapierający dech widok na miasto i okolice: czerwone dachy domów, wieże kościołów, wstęgę Wisły w kształcie litery S i najstarsze góry Europy – Góry Pieprzowe. Do dziś zachował się średniowieczny układ miasta, z ponad setką zabytkowych budynków. Wiele z nich pamięta czasy Kazimierza Wielkiego. Bo król upodobał sobie to miasto. Historycy wyliczyli, że był tu 18 razy, łącznie spędzając 25 miesięcy.
Pierwsze, co uderza, gdy wchodzę na otoczony renesansowymi kamienicami rynek, to cisza i spokój. Siedzę w kawiarnianym ogródku, popijając kawę po sandomiersku (po turecku, z żółtkiem jajka) i patrzę na piękną renesansową bryłę Ratusza. Niespiesznie mijają mnie grupki turystów. Im też jakby udzielił się nastrój tego miejsca. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś to miasto tętniło życiem.
Położone na handlowych szlakach, czerpało profity z „przywileju składu”, jaki otrzymało z rąk Kazimierza Wielkiego. Każdy kupiec przejeżdżający tą trasą musiał zatrzymać się i przez trzy dni sprzedawać swoje towary. Skutek był taki, że wielu kupców nie miało z czym jechać dalej – sandomierzanie skupowali cały towar, by później sprzedać go z zyskiem.
Wraz z bogactwem mieszkańców rósł system piwnic pod miastem. Mieszczanie drążyli tunele i ko- mory pod swoimi domami, gdzie ukrywali dobytek. „Lochy” sięgały ośmiu pięter w głąb ziemi i ciągnęły pod dnem Wisły na jej drugi brzeg. Nie naniesione na mapy i nie używane od XVIIII w., przypomniały o sobie w latach 60. XX w. Kiedy pod samochodami zaczęły zapadać się ulice, na ratunek miastu przybyli śląscy górnicy.
– Gdy górnicy zaczęli pracę, nikt nie potrafił powiedzieć, gdzie piwnice się zaczynają i gdzie kończą. Dziś wiemy, że z każdej kamienicy do podziemnego miasta prowadzi przynajmniej jedno wejście. Pod starówką odkopano 25 km korytarzy, ale na pewno jest ich o wiele więcej – opowiada Natalia Sapielak, która od 33 lat oprowadza turystów po Sandomierzu.
Do piwnic wchodzi się od ul. Oleśnickich. Kilka schodków w dół i jesteśmy pod miastem. Pierwsza sala nosi imię Haliny Krępianki. Legenda mówi, że dziewczyna chcąc pomścić śmierć zamordowanego przez Tatarów ojca, wprowadziła wojsko wroga w zasadzkę. Obiecała najeźdźcom, że powiedzie ich lochami do miasta, a ci z propozycji skorzystali. Na to czekali obrońcy Sandomierza. Gdy Tatarzy znaleźli się w podziemiach, zasypano wejścia. Dzielna Halina zginęła, ale miasto było uratowane.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Ostatnio czytali

  • Ola Sieczka
  • Nibelung
  • vivaldi

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się