Pozdrowienia z... GRECJI

24 listopad 2011
Pozdrowienia z... GRECJI

Pociąg z Aten w ślimaczym tempie pokonuje kilometry. Tu-tu, tu-tu... Tu-tu, tu-tu... Z każdą chwilą przybliżamy się do strzelistych skał Meteorów.

Trikala, stolica Tesalii, gości nas przez kilka godzin, ale wcale nie śmie zatrzymywać. To nie miasteczko, jego ulice i kafejki są główną atrakcją tego regionu, lecz zawieszone na skałach klasztory. Kłaniamy się jednak nisko, dziękujemy za kawę i wyruszamy dalej autobusem, jeszcze jakieś 20 km na zachód. Przez Nizinę Tesalską tniemy drogą płaską niczym stół i prostą jak strzelił. Na horyzoncie widać masyw górski ze śnieżnymi czapami na szczytach. Przed nami powoli wyłaniają się Meteory. Majestatyczne skały wyrastają na rozległej równinie jak grzyby po deszczu. Dzieje  się  to  na  moich oczach. Najpierw majaczą w wiosennym, leniwym słońcu. Pustynna fatamorgana! Jednak z każdą sekundą nabierają kształtów i masy. Wstrzymuję na chwilę oddech. Nawet na tle gór wyglądają potężnie.

Wysiadamy w Kalambace, tuż u podnóża Meteorów. W przededniu święta narodowego (25 marca) miasto jest bardzo senne. Życie toczy się w ślamazarnym tempie greckiej sjesty. Ludzie piją kawę, grają w tavli i dyskutują o polityce albo piłce nożnej. Nie słychać rozmów w obcych językach. Ale czemu się dziwić – jest dopiero początek wiosny. Do sezonu jeszcze daleko. To fantastyczny moment  na  podróżowanie  po  Helladzie. Słoneczko  przygrzewa,  na  szlakach niewielu turystów, ceny też niższe, bo kwatery rzadko są obłożone, a właściciele skłonni do ustępstw. Same pozytywy.

PALUSZEK ŚW. JANA

Po grecku Metéora znaczy „zawieszony w powietrzu” albo „na górze, w niebiosach”. Poetycko, ale bardzo trafnie. Te imponujące piaskowcowe olbrzymy sięgają 550 m n.p.m. Sam twór geologiczny robi wielkie wrażenie, a jeśli jeszcze do tego obrazka dodać zwisające ze szczytów i urwisk skalnych klasztory? Tam właśnie prawosławni mnisi i mniszki usadowili swoje domy i miejsca kultu, zaklinając jednocześnie prawa przyrody, fizyki i zdrowego rozsądku. Sam pomysł, żeby się na skały wspiąć, zdobyć i tym samym poskromić, wydaje się absolutnie szalony. Nawet w dzisiejszych czasach. Ale żeby cokolwiek tam zacząć budować!?

Pierwszego wieczora w Kalambace Jannis, właściciel pensjonatu, opowiedział nam legendę o tym, jak św. Atanazy, założyciel pierwszego monasteru, został przywleczony na szczyt skały przez orła. Pod fundamenty klasztorów wkładano relikwie świętych (pod klasztorem Warłama, na przykład, mamy paluszek św. Jana i obojczyk św. Andrzeja!). W sumie wzniesiono 24 monastery. Aż sześć funkcjonuje do dzisiaj – cztery męskie (klasztor Warłama, Wielki Meteor, Świętej Trójcy, Św. Mikołaja Odpoczywającego) i dwa żeńskie (Jera Moni Rusanu i  Świętego  Stefana).  Każdy  z  nich  zamieszkuje  nie  więcej  niż  10  mnichów lub  mniszek.  Niedawno,  bo  w  1988  r., Meteory znalazły się na liście UNESCO.

WINDĄ DO NIEBA

Niemal do samych wrót monasterów prowadzą już wyasfaltowane drogi, którymi wożą się turyści w klimatyzowanych autobusach, taksówkach, samochodach. Żeby jednak nabrać respektu do tego miejsca, z Kalampaki najlepiej wybrać się na nogach. My oczywiście tak właśnie robimy. Stok jest stromy, ścieżka kręta, ale w miarę przetarta i nieźle jak na Grecję oznakowana. Rankiem na szlaku – pustki. Spotykamy jedynie hordę ujadających dzikich psów. Nagle wybiegają z krzaków i zbiegają jak szalone tuż obok nas, czyniąc straszny harmider i napędzając nam niezłego stracha.

Po trzech kwadransach wspinaczki docieramy do asfaltowej drogi. Stąd przechodzimy  brukowanym  chodnikiem i przeciskamy się do wykutej w skale klatki schodowej. Nierówne stopnie prowadzą do samych wrót klasztor Św. Trójcy (Agías Triádos). To jednak droga dla zwykłych śmiertelników, takich jak ja i ty. Mnisi jeżdżą tam windą, która przypomina trochę gondolę jakiejś ekstremalnej kolejki linowej. Zawieszona nad przepaścią między asfaltem a monasterem kursuje tam i z powrotem, wożąc mnichów, zapasy wody, żywności itd.

Do monasterów wchodziło się kiedyś po długich drabinach, a improwizowane żurawie wciągały w koszach wszystko, co trzeba było wciągnąć – materiały, żywność, ludzi. Było to szalenie niebezpieczne, gdyż liny wymieniano dopiero wtedy, kiedy Bóg pozwolił im się zerwać. W latach 20. poprzedniego stulecia wykuto w skale schody i od tamtego czasu dużo łatwiej dostać się do monasterów.

Do klasztoru Św. Trójcy docieramy jednak  pół  godziny  za  wcześnie.  Prawosławni mnisi okazują się wyjątkowo punktualni, jeśli chodzi o udostępnianie klasztorów. Jeśli przybędzie się poza wyznaczonym czasem, można co najwyżej pocałować wrota w... kłódkę. Czekamy jednak  cierpliwie,  a  ta  cnota  zawsze przynosi  wynagrodzenie.  Szczególnie w miejscu takim jak Metéora.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Prom na wyspy greckie

    Prom na wyspy greckie

    W samej nazwie greckiego archipelagu Dodekanez kryje się dwanaście wysp, ale w rzeczywistości jest ich o wiele więcej. My Wybieramy trzy: jedną po drodze na „chybił trafił”, jedną położoną na końcu świata oraz jedną dużą i znaną. Z pierwszej przywieziemy gąbki, z drugiej nowe znajomości, z trzeciej opaleniznę. Wyniesionych z nich wrażeń nie da się wyliczyć.

  • Artykuł

    Rejs na Cyklady

    Rejs na Cyklady

    Te wyspy przemierzyłem wzdłuż i wszerz, zarówno prywatnie, podczas wakacji, jak i zawodowo.

  • Artykuł

    Zoom na Zakynthos

    Zoom na Zakynthos

    Dlaczego Zakynthos? Bo to wyspa – co w okresie wakacji samo w sobie jest rekomendacją. Bo grecka – co oznacza niespieszny rytm życia. Ani za duża, ani za mała – w sam raz, żeby się nie nudzić i zobaczyć wszystko, co trzeba.

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się