Meksyk - Studnia bez dna

31 lipiec 2010


Szybko odnajdujemy linę poręczową przypiętą do pionowej ściany. Na 60 m znajduje się wejście do Kafejki Ślepych Ryb Jaskiniowych. Nie mogę odszukać kolejnej poręczówki, wchodzę więc do pasażu z własną liną. Po chwili Czarek zwraca mi uwagę na strop – poręczówka jest właśnie tam. Gdyby Matt wspomniał, że trzeba jej szukać na sklepieniu, a nie na dnie, zaoszczędzilibyśmy dużo czasu. A tak już przy pierwszym rozwidleniu pasażu poziom gazów zmusza nas do powrotu.
 
Nie możemy codziennie schodzić pod wodę. Używamy wielu butli, a samo ich nabijanie trwa 8 godzin. Robi to Matt zgodnie z naszymi wytycznymi. Na drugi dzień zaplanowaliśmy zanurzenie na 150 m z etapem na 100 m, ale... butle przygotowane przez Matta nie pozwalają na to!
 
Powietrze składa się z ok. 79 proc. azotu i 21 proc. tlenu. Poniżej 66 m poddane działaniu wysokiego ciśnienia staje się jednak zabójcze. Tlen może spowodować u nurka tzw. toksyczność tlenową (jej objawami są drgawki i utrata przytomności), zaś azot wywołuje niebezpieczną narkozę. Dlatego szykując mieszankę do nurkowań głębokich, pozbywamy się części tlenu i azotu i dopełniamy butlę helem, który ma małe właściwości narkotyczne. Taka mieszanka (tlen, azot, hel) nazywa się trimiksem. I tak trimiks 16/40 (16 proc. tlenu i 40 proc. helu) jest idealny na 80 m, ale już nie na 100 m, bo tlen osiągnąłby zbyt wysokie ciśnienie. Tam potrzebujemy trimiksu 12/50.
 
Po pewnym czasie wszystko staje się jasne – firma dostarczająca hel popełniła błąd i zamiast czystego helu otrzymaliśmy jego miks z 20 proc. tlenu. A Matt nie dopełnił obowiązków i nie sprawdził zawartości butli. Zaczynamy się nie lubić... Kiedy chcemy „doprawić” mieszanki, Matt informuje nas, że nie zamówił wszystkich butli z helem – pozostałe będą dopiero za dwa dni. Teraz nie lubimy się już bardzo. Poślizg oznacza wzrost kosztów i nieobecność Darka Kożucha na ostatnim nurkowaniu (musi wcześniej wrócić do Polski). Projekt zaczyna się sypać już na powierzchni. Co jeszcze czeka nas w jaskini?
 
Matt jakimś sposobem załatwia wcześniej kilka butli helu. Szybko ustalamy więc plan nurkowania. Z Czarkiem zejdziemy na głębokość 100 m. Tam zostawimy po dwie butle boczne i wejdziemy do korytarza Czarnej Otchłani. Mamy nadzieję osiągnąć 150 m. W tym czasie Robert i Darek spenetrują Pasaż Ślepych Ryb Jaskiniowych.
 
Koło południa schodzę z Czarkiem pod wodę. Po chwili otacza nas chmura siarkowodoru, który powstaje w wyniku gnicia glonów i innej materii organicznej opadającej na dno. Poniżej znajduje się haloklina, czyli granica między wodą słodką i słoną. Wrażenie jest piorunujące – słona woda niemal zatrzymuje mnie w miejscu. Widoczność spada do zera. Zmącona płetwami woda o różnej gęstości wywołuje „efekt cukru”. Muszę spuścić całe powietrze z worków wypornościowych i kombinezonu, by w ogóle ruszyć w dół. Na dno studni docieram dwie minuty później, niż planowaliśmy. Po przymocowaniu butli bocznych do liny jaskiniowej płyniemy w głąb Czarnej Otchłani. Opóźnienie rośnie do sześciu minut. To bardzo dużo, bo gazu wystarczy na 12 minut płynięcia i eksploracji...
 
Dookoła nas widoki jak z horroru. Dno pokrywa warstwa brunatnego pyłu. To dlatego jest tak ciemno – światło latarek nie odbija się od skał, jak to było w cenotach w Playa. Tam białe wapienie działały jak lustro rozświetlające okolicę. Tu z dna wystają złowieszczo poskręcane konary drzew. Nie widać bocznych ścian ani sufitu, więc brak nam punktów odniesienia. Opadamy w czarną czeluść. Za pierwszym zakrętem schodzimy w dół. Wolno. Zbyt wolno. Według mapy powinniśmy już osiągnąć uskok, tymczasem ciągle go nie widać. Po kilku minutach, na 115 m, poziom gazów zmusza nas do odwrotu.
 
Wniosek jest jeden – trzeba zmodyfikować plany. Wprawdzie czasu i funduszy nie zostało wiele, ale na szczęście dotarły do nas pozostałe butle z helem. Ze względu na opóźnienia musimy postawić wszystko na jedną kartę. A właściwie na dwie. Planowana eksploracja 200 m w głębinie Czarnej Otchłani nie jest możliwa w zespole dwuosobowym ze względów finansowych – koszt jednego nurkowania to ponad 2500 dolarów na głowę! Stawiamy na dość ryzykowny plan. Ja w asyście nurka zabezpieczającego spróbuję dotrzeć do dna Czarnej Otchłani. W tym czasie Czarek – samotnie, bo Darek wrócił już do Polski – zbada szerokość jej korytarza. Zakładamy, że będzie to nasze ostatnie nurkowanie.
 

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Nurkowanie- Niezbędnik Travelera

    Nurkowanie- Niezbędnik Travelera

    Ciekawe, czy 65 lat temu, gdy nikomu nieznany kapitan francuskiej Marynarki wojennej Jacques Yves Costeau konstruował pierwszy reduktor, pozwalający na swobodne oddychanie i poruszanie się człowieka pod wodą, ktokolwiek potrafił przewidzieć, że już pod koniec XX wieku nurkowanie stanie się niezwykle popularnym i powszechnie dostępnym sportem.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-05-14 17:10

    Bardzo ekscytujące hobby! Niedawno w kinach ukazał Sie nowy film Jamesa Camerona „Sanctum”3D, który jest oparty na autentycznych wydarzeniach ekspedycji do głębin podwodnej jaskini Esa’ala w Papua-Neuguinea. Ten artykuł mógłby także posłużyć jako scenariusz filmu dokumentalnego...

  • Do moderacji
    2010-08-01 11:08

    trochę ryzykowne te nurkowania..

  • Do moderacji
    2010-08-01 07:12

    *cudowny artykuł*

Autor

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się