Po trzech dniach jedzenia do syta, zwiedzania buddyjskich klasztorów i rozkoszowania się wygodnym łóżkiem kupujemy dwa miejsca w dżipie do Manali. Odjazd – godz. 2.00, przewidywany czas podróży – od 18 do 20 godzin, długość trasy – 475 km, bilet – 1 500 rupii. Żegna nas pięknie rozgwieżdżone niebo. Jesteśmy w Leh, jednym z najmniej zachmurzonych miejsc na świecie. Środek lata, na zewnątrz 3°C (w południe w cieniu było 30°C). W zimie różnica temperatur jest jeszcze większa: –20°C w nocy, 13°C w dzień.
W dżipie siedzą: okutani w kurtki puchowe Hindusi, para Japończyków, której spod grubych szali widać tylko oczy, młody Chińczyk zamknięty w śpiworze. Za to kierowca jest we flanelowej koszuli, na bosych stopach ma sandały. Ruszamy punktualnie. Po kilkudziesięciu minutach jazdy wszystkich oprócz kierowcy morzy sen. Chińczyk zasypia na popielniczkę, Hindus na przyjaciela, Japończycy dzięciołują, ja co chwila walę głową o szybę. Ciemno, ciepło, przyjemnie ciasno.
Pierwszy postój w najwyższym punkcie trasy, czyli na przełęczy Tanglang La (5 328 m n.p.m.) będącej bramą do Landakhu. Po przełęczy Khardung La (5 602 m n.p.m.) oddalonej 40 km od Leh jest to najwyższe miejsce na świecie, do którego można dotrzeć samochodem. Świta. W oddali lodowiec, skaliste szczyty, wschodzące słońce. Po wyjściu z auta dopada nas wiatr przeszywający do szpiku kości. Potłuczone mięśnie i boląca głowa dają się we znaki, nic jednak nie zepsuje nam jednej z najpiękniejszych chwil podróży.
Na dłuższy postój zatrzymujemy się w Pang. Jedyna większa osada na trasie składa się z kilkunastu namiotów, w których mieszczą się hotele i restauracje. Rozbija się je tylko na 7–8 tygodni, kiedy drogi są przejezdne. W menu restauracji królują potrawy jajeczne, ćapati (chleb pieczony bez zakwasu) oraz wszechobecna pepsi. Udajemy się do restauracji Potala. Zamawiamy vegetable omlet, ćapati i masala tea (słodką herbatę z mlekiem i kardamonem). W namiocie śmierdzi gazem z kuchenki, olejem napędowym i ludzkim potem. Już lepiej jeść na dworze, gdzie bez zmiłowania grzeje słońce.
Droga prowadzi tasiemcowymi serpentynami. Na jednym ze zboczy naliczyliśmy 12 zakrętów. Osunięcia w przepaść nie należą do rzadkości. Wraki ciężarówek i autobusów straszą nagimi szkieletami. Nawet na kierowcy stalowe trupy robią wrażenie. Za każdym razem głośno cmoka, wspominając zmarłych kolegów. Jedziemy bardzo wolno. Na krótkich prostych udaje się czasem osiągnąć 40 km/godz. Na więcej nie pozwalają rozsądek kierowcy oraz nierówności drogi.
Wysoko w Himalajach asfalt jest luksusem. Przeważają ubite drogi z wystającymi tu i ówdzie kamieniami. Nawet przy niewielkiej prędkości spotkanie z dużym kamieniem może unieruchomić dżipa na dobre. Jeszcze gorzej, gdy zepsute auto blokuje ruch na drodze. Właśnie olbrzymia ciężarówka z konwoju indyjskiej armii odmówiła jazdy. Powód: przebita opona. W Indiach czas płynie wolniej, nikt się nie przejmuje tym, że nie da się wyminąć pojazdu (po jednej stronie skalna ściana, po drugiej kilkusetmetrowa przepaść) i korek robi się coraz większy. Dopiero po dwóch godzinach wojskowym mechanikom udaje się ożywić pojazd.
Do Manali, celu naszej podróży, docieramy 21 godzin po opuszczeniu Leh. To niezły czas, biorąc pod uwagę postoje, przerwy, częste kontrole paszportowe i kapryśność pojazdów mechanicznych. Nie mając już na nic siły, dajemy się uwieść pierwszemu hotelowemu naganiaczowi, który porywa nasze bagaże...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...
interesujacy artykul
Ciekawy artykuł ... Trudna wyprawa, lecz jak to powiedział J.W. von Goethe " Chociaż podróż długa, same trudy wróży, nikt nie doznał przygody bez trudów podróży" ;)
Aktor (Teatr Ślaski), logopeda, trener. Przemierzył Indie i Madagaskar, uciekał przed słoniami na Sri Lance, degustował wina w Chile i Argentynie, w Boliwii pływał z delfinami. Za relację z podróży dżipem przez Himalaje zdobył nagrodę Odyseusz 2008 portalu www.odyssei.com.

„Kto chce trud obradowania z dobrym jadłem i swawolami połąc...

Miliony lat temu Madagaskar oderwał się od Afryki, stając si...

Kiedy już kupimy aparat cyfrowy i zrobimy nim pierwsze zdjęc...

Senna epoka, gdy Bangkok zwano Wenecją Orientu, z racji prze...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.