17. Istiklâl


Możemy tam dojść piechota, ostro wspinając się pod górę, albo dojechać kolejką za 1,5 TL, oszczędzając siły. Na Istiklâl dotrzemy też, wsiadając na placu Bajazyta w autobus 61B lub 46H – wówczas przejedziemy się malowniczym bulwarem Atatürka biegnącym pod arkadami starożytnego akweduktu Wallensa, którym dostarczano wodę do Konstantynopola. Zobaczymy gwarne ulice, zaduch i domy powciskane obok siebie, tak że nawet chudy stambulski kot by się nie przecisnął. Co jakiś czas między kamienicami stercza zgliszcza starych drewnianych domostw bez dachów, ze spalonymi ścianami i z powybijanymi oknami. Bez względu na to, który środek transportu wybierzemy, wylądujemy albo na początku, albo na końcu ulicy Istiklâl. Szybko wtopimy się w tłum płynący niczym rzeka tym szerokim wyłączonym z ruchu deptakiem. Co jakiś czas ludzkie mrowie się rozstępuje, robiąc miejsce sunącemu powoli, czerwonemu zabytkowemu tramwajowi. Obie strony Istiklâl zajmują sklepy, restauracje i kawiarnie. W jej okolicach znajduje się klasztor Mevlevi, gdzie przy odrobinie szczęścia możemy doświadczyć ekstatycznego tańca derwiszów. Jeżeli nie zniechęca nas ostry zapach martwych morskich stworzeń na targu rybnym w Galatasaray, zamówmy jakieś pyszne, zrobione na naszych oczach danie. Blask Istiklâl zdecydowanie przygasł. Pozostałe dzielnice dogoniły Beyoglu, podczas gdy ona nie bardzo wie, w jakim kierunku podążać.

18. Marko Pasa


To restauracja położona w jednej z bocznych uliczek odchodzących od Istiklâl. W witrynie pani w kwiecistej chustce na głowie rozwałkowuje ciasto na stolnicy, z którego sklei nadziewane mięsnym farszem pierożki. To podstawa mity, zamówionego przeze mnie dania podawanego w pierzynie ayranu, doprawionego mięta, oliwa, pieprzem i czymś jeszcze, czego nie rozpoznaje. Jego smak to esencja Orientu.

19. Wieża Galata


Warto się na nią wspiąć, by z wysokości 62 m obejrzeć panoramę Stambułu. Kiedyś dotarcie tu przypominało przedzieranie się przez slumsy, gdzie umorusane dzieci bawiły się zniszczonymi oponami, w powietrzu unosił się zapach uryny, a na ziemi walały się stosy śmieci. Dziś plac uporządkowano, a na ławkach siedzą sędziwi starcy i czytają gazety, zapewne sprawdzając wyniki ligi tureckiej; w rzadko, którym kraju ludzie tak bardzo ekscytują się piłką nożną jak w Turcji. Spod Galaty uliczką zajętą przez sklepiki z instrumentami muzycznymi, a potem z elektroniką, zejdziemy wprost na most Galata. Spacerkiem przejdziemy do Eminönü, gdzie możemy wsiąść w metro, by przemieścić się do hotelu w Sultanahmet. Tam ostatni raz rzucimy okiem na Hagia Sophie i Błękitny Meczet, a potem z żalem wrócimy do domu.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-03-29 18:58

    Stambuł urzekł mnie

  • Do moderacji
    2010-02-28 18:32

    Nawet całkiem niezłe :)

  • Do moderacji
    2010-02-26 10:52

    ciekawy artykuł

Autor

  • Agnieszka Franus

    Agnieszka Franus

    Zastępca redaktor naczelnej National Geographic oraz Traveler. Od lat zafascynowana krajami arabskimi.

Ostatnio czytali

  • Andrej23
  • Witcher
  • gilmo
  • siwydym
  • dabda80
  • KilarX
  • sabciam
  • ireton
  • bettina371
  • danek33
  • marafi1
  • monika p
  • Eksplorator
  • delikatna
  • mdrab91
  • aise2
  • kahlua3
  • Bettt
  • musubiryu

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się