Myśl o wyprawie chodziła nam po głowach od dłuższego czasu, ale ciągle coś nas trzymało na miejscu. Konflikt marzenia–rzeczywistość coraz bardziej narastał. W końcu postawiliśmy na marzenia. Zapadła decyzja: bierzemy dziekanki i jedziemy „Dookoła świata”! Jak? Autostopem! Najciekawiej i najtaniej – w tej kwestii nie było żadnych wątpliwości.
Później poszło błyskawicznie. Przypadkowo znaleziona oferta lotu na Wielkanoc do Tajlandii w bardzo dobrej cenie, z wylotem za trzy dni, telefon do rodziny z przeprosinami, że święta spędzimy z nimi za rok, bo na te akurat lecimy do Bangkoku. Wielkie zdziwienie, masa emocji, niepewność, ale też wiara. Z sercami pełnymi nadziei rozpoczęliśmy naszą „podróż za jeden uśmiech”.
Autostopem przez Tajlandię pomogła nam przedostać się... policja. Uczynni panowie w służbowych mundurach, z gwizdkiem i lizakiem w ręku stawali na środku drogi i zatrzymywali samochody. „Do Suhrat Ahni? To jeszcze dwóch pasażerów na pakę. Jazda!”. Tak musiała wyglądać rozmowa, bo zaskoczeni kierowcy nie śmieli odmówić, a my błyskawicznie przemknęliśmy przez ten kraj, przesiadając się przy kolejnych posterunkach. Spieszyliśmy się, by więcej czasu spędzić w Malezji, na Borneo. Tam odebraliśmy pierwszą porządną lekcję pokory. W malezyjskiej Taman Negara, najstarszej dżungli świata, dostaliśmy w kość jak nigdy. Trzydniowy trekking po dżungli okazał się bliski granic naszych możliwości. Wydeptany przez turystów główny trakt powoli znikał – zwężał się i dziczał.
W końcu stał się rwącą wątłą ścieżką. Na drodze pojawiły się potężne pnie zwalonych drzew, na które trzeba było się wspinać albo pod nimi czołgać. Musieliśmy też pokonywać głębokie parowy strumieni spływających do rzeki. Marsz zmienił się w niekończącą się wspinaczkę góra–dół–góra, ze ścieżki przez strumień i z powrotem na ścieżkę. Do tego duchota, oblepiająca wilgoć, robactwo, pijawki i nasze błędy w zaprowiantowaniu (za mało jedzenia i wody pitnej). Spaliśmy w kryjówkach do obserwacji zwierząt, za bardzo zmęczeni, by je oglądać, i zbyt zmęczeni, by reagować na śpiące z nami pająki, szerszenie i szczury. Było na tyle źle, że nie poruszaliśmy tego tematu. Potem przestaliśmy poruszać jakiekolwiek inne. W milczeniu ciągnęliśmy noga za nogą, by dotrzeć do końca szlaku, do resortu i siedziby Parku Taman Negara. Ostatnie 1,5 km pokonaliśmy drogą wodną – wskoczyliśmy do łódki strażników parku. Spokornieliśmy. Przekonaliśmy się, że żyjąc w miastach, straciliśmy respekt dla natury. Odkryliśmy też, że z serca najstarszej dżungli świata można wydostać się autostopem, bo do Kuala Tahan, przy którym mieści się resort, dojeżdża lokalny autobus!
W Singapurze staraliśmy się dostać na statek płynący na Borneo, ale dużo prościej i taniej okazało się kupić bilety na lokalny przelot z Malezji na wyspę. Zrobiło się naprawdę egzotycznie. Coraz bardziej oddalaliśmy się od turystycznej ścieżki i coraz więcej uczyliśmy od mieszkańców. Przy granicy malezyjsko-indonezyjskiej trafiliśmy do pewnej chaty. Dom trzymał się w jednym kawałku chyba głównie dzięki sile woli jego mieszkańców. Konstrukcja z paru desek i pogiętej blachy falistej stała na czterech szczudłach w kożuchu błota i śmieci.

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.