Andaluzja z przytupem

13 październik 2011
Andaluzja z przytupem

Najgorętszy region Europy. I nie chodzi tylko o średnią temperaturę powietrza, ale także o temperament jej mieszkańców.

Dworzec autobusowy w Huelvie. Szary, wybetonowany, może tylko pomarańczowe drzewka na środku przypominają, że jesteśmy w Andaluzji. No i pasażerowie!

Prawie wszystkie kobiety noszą barwne suknie w grochy, obcisłe na biodrach, z wielkimi falbanami na dole. Każda na czubku głowy ma przypiętą sztuczną różę. Do tego silny makijaż, niezależnie, czy dama liczy 6 czy 60 lat. Mężczyźni mają kapelusze z rondem lub kaszkiety i bryczesy. Wszyscy, także panie, chodzą w butach do jazdy konnej – wysokich, ciężkich, często zniszczonych. Co to za przebieranki, dlaczego wszyscy tu wyglądają, jakby uciekli z jakiegoś kostiumowego filmu? – Spójrz, dokąd jedziemy! – mówi z dumą jeden z nich. I wskazuje na napis „El Rocio” na autobusowym wyświetlaczu. – Przyjedź tam sama. Odpust w El Rocio to esencja Andaluzji!

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć justynaz1 zrobionych w Andaluzji.

WINNI PIELGRZYMI

Brzmi intrygująco. Na razie wracam jednak do mojego hotelu w sennej miejscowości Punta Umbria, kilkanaście kilometrów od Huelvy. Marzyłam o świętym spokoju, no i go mam. Aż nadto! Ocean Atlantycki (a dokładnie Zatoka Kadyksu) na wyciągnięcie ręki. Wystarczy przejść przez jedną z drewnianych kładek przecinającą pas chronionej zieleni, a już jest się na plaży. Czystej, piaszczystej i pustej. Słońce świeci, wiatr od morza delikatnie chłodzi. Jedynymi atrakcjami są wyrzucane przez morze meduzy wielkości piłek do koszykówki. Idealne miejsce na wyciszenie. Mnie jednak trochę nosi. W końcu jestem w ponoć najbardziej energetycznym regionie Hiszpanii. Do wizyty w El Rocio szybko namawiam znajomych. Wynajmujemy samochód i następnego dnia ruszamy w drogę. Już wiem (z internetu i od obsługi hotelowej), że Romeria del Rocio to słynny na cały kraj odpust odbywający się raz do roku w Zielone Świątki. Do niewielkiej, liczącej zaledwie 800 mieszkańców miejscowości na obrzeżach Parku Narodowego Donana przyjeżdża wtedy blisko milion pielgrzymów.

Z tym że ci z El Rocio zupełnie nie przypominają tych, do których jestem przyzwyczajona, choćby z Częstochowy. – Ej, dziewczyny, dosiądziecie mojego rumaka? – krzyczy do nas mężczyzna, który jedzie konno obok naszego samochodu. Wszyscy na drodze wybuchają śmiechem. Korek jest zarówno samochodowy (na drodze asfaltowej), jak i konny (po równoległej szutrówce). Większość pielgrzymów przybywa na wozach, przypominających nasze cygańskie, oraz w siodle. Stąd te zniszczone buty do jazdy, które noszą także seniory i seniority w falbanach. Wierni do El Rocio jadą przez kilka dni, z całej Andaluzji (ci z dworca w Huelvie poszli na autobusową łatwiznę). A potem przez tydzień modlą się, ucztują i tańczą.

W końcu udaje nam się porzucić samochód. Przedzieramy się przez wystrojony tłum. I co chwilę czmychamy przed wozami czy końskimi kopytami. Chyba nigdy nie widziałam tylu koni w jednym miejscu. Na szczęście są spokojne i przyzwyczajone do takich zgromadzeń. Większość jeźdźców podjeżdża pod sam kościół, gdzie znajduje się figurka Matki Boskiej, i zamaszyście robi znak krzyża. Ci, którzy są pieszo, wchodzą do środka. W świątyni rozmodlony tłum, trudno się dobić do cudownej figurki. Ale na zewnątrz brak już religijnego skupienia. Wręcz odwrotnie, widać wyraźne rozluźnienie. Piwo i wino leją się strumieniami. Sklepiki sprzedają kalmary w panierce i churros – ociekające tłuszczem słodkie paluszki z ciasta. Ludzie tańczą flamenco. Spontanicznie, do rytmu wyklaskiwanego przez przyjaciół i nieznajomych. Gdy zaczepiamy jakąś kobietę i łamanym hiszpańskim próbujemy dowiedzieć się czegoś więcej na temat święta, pokazuje nam potężny, zawieszony na grubym sznurku medalik z wizerunkiem Dziewicy z El Rocio. I zaczyna śpiewać nieco chrapliwym, zawodzącym, tęsknym głosem. Pieśń jest krótka. Słów nie rozumiem, ale reszta słuchaczy nie kryje łez wzruszenia. Efekty kolejnych naszych zaczepek są równie zaskakujące – zostajemy obdarowani puszkami piwa, a starsze panie odpowiadają pytaniem na pytanie („a wy skąd jesteście?”) i wykonują spektakularne flamenco „para Polonia!” (dla Polski). Wreszcie i my zostajemy zaczepieni. Przez lokalną telewizję z Huelvy, która w powodzi falban, grochów i róż wypatrzyła nasze dżinsy i tiszerty. Uznali – całkiem słusznie – że jesteśmy jedynymi tu turystami.

JAK SMAKUJE ANDALUZJA

Było sielsko i wiejsko. Będzie miejsko. Co nie oznacza, że sztywno i snobistycznie. Nie w Sewilli, stolicy i największym mieście Andaluzji. Tu nikt się nie napina i nikt się nie spieszy, nawet kelnerzy. Z uśmiechem przyjmują zamówienie od jednego klienta, sąsiadowi mówią „zaraz wracam” i znikają na pół godziny. Na szczęście to, co w końcu przynoszą, jest po prostu boskie. Na naszym stole ląduje paella, czyli ryż z owocami morza i wszystkim, co do patelni wpadnie. Oraz gazpacho, pomidorowo-paprykowy chłodnik, który ma tu kilka wersji. I rozpływające się w ustach kalmary w warzywnym sosie. I krewetki z grilla. Do tego wino. Dużo wina. Andaluzja słynie z sherry, zwłaszcza ze szczepu pedro ximenez, które podaje się albo przed, albo po posiłku. My – barbarzyńcy – pijemy je też w trakcie, tak nam smakuje. Wieczorem robimy sobie jeszcze rundkę po barach tapas, gdzie chcemy spróbować słynnych hiszpańskich przekąsek. Palcem pokazujemy na talerzyki z wyłożonym jedzeniem. I domawiamy wino. Sewilskie tapas to głównie wędliny (plastry suszonej szynki oraz kiełbaski chorizo), owoce morza oraz ziemniaki w majonezie. Te ostatnie może i mało wykwintne, ale swojskie i pyszne.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Andaluzja

    Andaluzja

    Jest tu wszystko, co w Hiszpanii najlepsze – Flamenco, korrida, arabskie pałace i pobielone pueblos. To ojczyzna czarnookich Cyganów, matadorów, sangrii i zalanych słońcem plaż Costa del Sol.

  • Artykuł

    Andaluzja - garść informacji praktycznych

    Andaluzja - garść informacji praktycznych

    W skwarze południa Hiszpanii – bliższego światu arabskie-mu geograficznie i kulturowo – podziwiać można wspaniałą mieszankę dwóch żywiołów – chrześcijaństwa i islamu.

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się