Reklama

Spis treści:

  1. Dlaczego zasada „jedz mniej” często nie działa?
  2. Więcej białka i błonnika zamiast restrykcyjnych diet
  3. Jak jeść więcej i jednocześnie spożywać mniej kalorii?

Zaledwie kilka kęsów drożdżówki może dostarczyć tyle samo kalorii, co cały talerz kurczaka, warzyw i dodatków skrobiowych – a przy tym zajmuje ułamek czasu potrzebnego na zjedzenie pełnowartościowego posiłku. Ta dysproporcja pokazuje, że w tradycyjnym podejściu do odchudzania od dawna istnieje pewne „martwe pole”.

Przez dziesięciolecia główne nurty poradnictwa dietetycznego opierały się na restrykcjach: planach posiłków o wartości 1200 kalorii, koktajlach zastępujących posiłek i przekonaniu, że jedzenie mniej zawsze oznacza lepsze efekty. Coraz więcej badań z zakresu żywienia sugeruje jednak, że problemem nigdy nie była wyłącznie ilość spożywanego jedzenia, ale także forma, w jakiej dostarczane są kalorie.

Badania kontrolowane pokazują, że diety bogate w żywność wysokoprzetworzoną sprawiają, że ludzie spożywają więcej kalorii – nawet wtedy, gdy posiłki mają podobną wartość odżywczą lub mniejszą objętość. Innymi słowy, przyrost masy ciała może wynikać nie tyle z jedzenia „zbyt dużej ilości jedzenia”, ile z konsumowania produktów, które ułatwiają nieświadome przejadanie się. Ta zmiana wpływa dziś na sposób, w jaki naukowcy postrzegają odchudzanie – już nie tylko jako kwestię ograniczania kalorii, ale także tego, jak struktura żywności, mechanizmy apetytu i środowisko kształtują nasze nawyki żywieniowe w dłuższej perspektywie.

– Nigdy nie mówię swoim pacjentom, żeby po prostu jedli mniej kalorii – podkreśla dr Fatima Cody Stanford z Massachusetts General Hospital i Harvard Medical School. – Zachęcam ich, by wybierali żywność lepszej jakości.

Dlaczego zasada „jedz mniej” często nie działa?

Dla wielu osób zalecenie „jedz mniej” okazuje się nieskuteczne, ponieważ skupia się wyłącznie na ograniczaniu kalorii, ignorując to, jak naprawdę działają głód i mechanizmy regulujące jedzenie. Ludzie zazwyczaj kontrolują ilość spożywanego jedzenia na podstawie objętości posiłku – czyli tego, jak dużo jedzenia fizycznie znajduje się na talerzu – a nie poprzez dokładne liczenie kalorii. Gdy jednak podczas restrykcyjnych diet porcje drastycznie się zmniejszają, posiłki często pozostawiają uczucie głodu i frustracji.

– Nie lubię przekazu „jedz mniej”, ponieważ ludzie mają dość silnie zakorzenione poczucie tego, jaka ilość jedzenia jest odpowiednia – mówi prof. Barbara Rolls z Penn State. – Do dorosłości zjadamy tysiące posiłków, więc widok talerza wypełnionego tylko do połowy sprawia, że od początku czujemy głód.

Problem staje się jeszcze większy, gdy mniejsze porcje składają się z produktów o wysokiej gęstości kalorycznej – takich jak słodkie wypieki, chipsy czy inna mocno przetworzona żywność. Tego typu produkty mogą dostarczać dużo energii w niewielkiej objętości, a jednocześnie nie zapewniają uczucia sytości na długo. Wiele produktów wysokoprzetworzonych jest projektowanych tak, aby można było je jeść szybko i bez większego wysiłku. Często łączą one rafinowane węglowodany, tłuszcze i sól w sposób, który sprawia, że są wyjątkowo smakowite. Jednocześnie zawierają mało wody i błonnika, mają miękką konsystencję i wymagają minimalnego żucia. Takie połączenie sprawia, że człowiek może spożyć dużą liczbę kalorii w bardzo krótkim czasie – zanim organizm zdąży wysłać sygnały sytości.

Czas odgrywa tu kluczową rolę. Sygnały informujące mózg o tym, że masz już dość jedzenia, nie włączają się natychmiast. Hormony i receptory rozciągania w żołądku potrzebują od 15 do 20 minut, aby zarejestrować sytość. Do tego czasu szybko spożywane, wysokoenergetyczne produkty mogą dostarczyć już setki nadmiarowych kalorii. To jeden z powodów, dla których „jedzenie mniej” nie jest wyłącznie kwestią samokontroli.

– W takich warunkach organizm jest biologicznie i psychologicznie zaprogramowany, by jeść dalej – mówi dr Traci Mann, psycholożka i dyrektorka Health and Eating Lab na Uniwersytecie Minnesoty.

Więcej białka i błonnika zamiast restrykcyjnych diet

Osoby, które chcą schudnąć wcale nie muszą jeść mniej – często wystarczy, że będą jeść inaczej. Coraz więcej badań pokazuje, że zamiast eliminować całe grupy produktów czy stosować restrykcyjne diety, lepiej budować posiłki wokół białka, błonnika i żywności minimalnie przetworzonej. Takie podejście może zwiększać uczucie sytości i jednocześnie ograniczać całkowitą liczbę spożywanych kalorii.

Przegląd badań opublikowany w 2020 roku w „Journal of Obesity and Metabolic Syndrome” wykazał, że dieta wysokobiałkowa może skutecznie wspierać redukcję masy ciała oraz pomagać zapobiegać ponownemu przybieraniu na wadze – choć naukowcy zaznaczają, że nadal brakuje długoterminowych badań klinicznych na ten temat. Jednym z powodów jest wpływ białka na hormony regulujące apetyt. Białko zwiększa poziom hormonów odpowiedzialnych za uczucie sytości, a jednocześnie obniża poziom greliny, czyli hormonu głodu.

Grelina wysyła organizmowi sygnał, że trzeba jeść – wyjaśnia dr Fatima Cody Stanford. – Jest produkowana zarówno w żołądku, jak i w mózgu, i pobudza apetyt.

Błonnik to kolejny składnik odgrywający ważną rolę w kontroli masy ciała. Zwiększa objętość posiłków i spowalnia tempo przesuwania się jedzenia przez układ pokarmowy, dzięki czemu uczucie sytości utrzymuje się dłużej. Przegląd badań opublikowany w 2013 roku w „Journal of the American College of Nutrition” wykazał, że wyższe spożycie błonnika wiąże się z niższą masą ciała. Posiłki bogate w białko i błonnik mogą zmniejszać ryzyko późniejszego przejadania się – nie dlatego, że człowiek zmusza się do jedzenia mniej, ale dlatego, że takie jedzenie jest po prostu bardziej sycące.

Jak jeść więcej i jednocześnie spożywać mniej kalorii?

Ponieważ ludzie oczekują określonej ilości jedzenia, aby poczuć satysfakcję, na nasze zachowania żywieniowe silnie wpływa to, co widzimy na talerzu. Badania prof. Barbary Rolls wykazały, że nawet samo sprawienie, by jedzenie wydawało się większe – np. dzięki bardziej puszystej strukturze lub nieregularnym kształtom — może wpływać na to, ile jedzenia nakładamy sobie i ostatecznie spożywamy.

Właśnie dlatego prof. Barbara Rolls zaleca spożywanie większej ilości produktów o niskiej „gęstości energetycznej”, co oznacza mniejszą liczbę kalorii w przeliczeniu na gram jedzenia. – Jeśli obniżymy gęstość energetyczną posiłku o 30 procent, a smak pozostanie taki sam, ludzie naturalnie spożyją o około 30 procent mniej kalorii – wyjaśnia. – Dzieje się tak dlatego, że większość osób zjada zazwyczaj podobną objętość lub wagę jedzenia.

W praktyce oznacza to, że talerz może wyglądać równie sycąco, ale będzie oparty na produktach o wyższej zawartości wody i błonnika – takich jak zupy, owoce, warzywa, fasola, jogurt, płatki owsiane czy gulasze – zamiast na żywności o wysokiej gęstości kalorycznej, np. brownie, chipsach, tłustych serach czy masłach orzechowych.

Badanie z 2025 roku opublikowane w „American Journal of Clinical Nutrition” również sugeruje, że gdy ludzie jedzą głównie żywność naturalną lub minimalnie przetworzoną, mogą spożywać większą objętość posiłków, przyjmując jednocześnie mniej kalorii niż w przypadku diety wysokoprzetworzonej. Nie oznacza to jednak, że produkty o wysokiej gęstości kalorycznej są z natury złe. – Nie powiedziałabym, że istnieje coś, czego nie wolno jeść, ale im wyższa gęstość kaloryczna, tym większą uwagę należy zwracać na spożywane ilości – mówi prof. Barbara Rolls. Zauważa również, że w jej badaniach osoby spożywające mniej kalorii dzięki posiłkom o niskiej gęstości energetycznej (np. zupom), nie mają tendencji do późniejszego rekompensowania sobie tego większą ilością jedzenia, co często zdarza się w przypadku tradycyjnych, restrykcyjnych diet.

Choć warto zwracać uwagę na kalorie, nie powinny one stać się obsesją. Najważniejsze jest znalezienie zdrowego i satysfakcjonującego sposobu odżywiania, który będzie można utrzymać przez długi czas. – Celem nie jest tylko zrzucenie kilogramów – mówi badaczka. – Jedzenie jest jednym z codziennych źródeł przyjemności, dlatego trudno wyobrazić sobie spędzenie całego życia na diecie opartej wyłącznie na produktach, których się nie lubi, tylko po to, by stale kontrolować wagę.

Źródło: National Geographic

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...