ABC przetrwania


Utrata orientacji to najczęściej konsekwencja osłabienia widoczności we mgle, w chmurach albo o zmroku. Częsta przyczyna utraty orientacji jest nieznajomość specyfiki gór obranych za cel wędrówki, co prowadzi do nieopatrznego wejścia w teren niebezpieczny. Kompas czy nawet GPS nie pomogą w terenie eksponowanym albo pełnym lodowcowych szczelin. Gdy się zgubisz: wróć do ostatniego pewnego miejsca, odszukaj właściwą drogę, a jeśli nie potrafisz samodzielnie wycofać się z niebezpiecznej lokalizacji, wezwij pomoc.

Schronienie W Tatrach znajdź kolebę. To przestrzeń pod wielkimi głazami rozrzuconymi po skalnych rumowiskach. Znane i używane od pokoleń bywają uszczelnione i obudowane kamieniami. Zimowa pora udepcz śnieg, tak aby można się było skryć za wysokimi bandami, a jeśli jest głęboki, wykop jamkę. Jeśli nie masz łopaty, użyj menażki.

Pozyskiwanie wody W Tatrach można pic wódę z górskiego strumienia. W górach wysokich najlepiej pozyskać ją z roztopionego śniegu. Dobrze jest lekko ją posolić.

Najlżejszą i najbardziej wartościową jest żywność liofilizowana (po dodaniu wody i zagotowaniu pęcznieje, zachowując smak potrawy). Żele energetyczne, kandyzowane owoce szybciej postawia cię na nogi niż czekolada, która szybko podwyższa poziom cukru we krwi, ale równie szybko powoduje jego skokowe obniżenie.

Wzywanie pomocy. 6 sygnałów dźwiękowych na minutę, następnie minuta przerwy, 6 sygnałów itd. Odebranie sygnału pomocy: 3 sygnały na minutę, minuta przerwy. Możesz skorzystać z gwizdka lub latarki. Jeśli nadlatuje helikopter, a ty potrzebujesz pomocy, stan z rękoma uniesionymi do góry, tak by ciało utworzyło literę „Y”. Jeżeli pomoc jest zbyteczna, unieś tylko jedna rękę – ciało utworzy literę „N”. Przed wycieczka dowiedz się, jaki jest bezpośredni numer ratunkowy (w polskich górach 0601 100 300, a np. we włoskich Alpach – 118).

Prawdziwa historia - Porwany przez lawinę


Wraz z kolegami wybrałem sie zima w Tatry Zachodnie. Planowaliśmy wędrówkę bez odpoczywania na biwaku. W pogodne lutowe przedpołudnie opuściliśmy schronisko, szliśmy całą noc. Następnego dnia grzejące mocno słonce zamieniło śnieg zalęgający na południowych zboczach góry w lepką bryję. Świadomi zagrożenia logicznie kluczyliśmy miedzy źlebikami i turniami. Mięliśmy włączone piepsy lawinowe, łopatę i sondę. W połowie podejścia pokonywaliśmy odcinek z nawisami. Zatrzymałem się, by sfotografować to miejsce. Zrobiłem dwa kroki i usłyszałem chrzest uwolnionych od naprężeń mas śniegu. Grunt pod nogami najpierw zawisł, po czym odpadł, a krawędź grani „przeskoczyła” ponad głowę. Straciłem równowagę i upadłem. Początkowo hamowałem z powodzeniem. Odetchnąłem z ulga i wtedy nade mną cos jeszcze się urwało, pociągnęło w dół i obróciło na plecy. Jechałem niczym na pontonie na bardzo dużej i szerokiej lawinie. Zdołałem utrzymać pozycje na plecach z lekko uniesionymi i rozpostartymi nogami w dole. Ręce tez starałem się mięć szeroko. Po dziesięciu sekundach lawina zaczęła zwalniać, jej czoło się zatrzymywało. Śnieg powoli napierał i zwiększał ucisk, najpierw zablokował nogi, potem klatkę piersiowa i barki, aż do granicy bólu. Zgniatało mnie. Prawa rękę ze styliskiem czekana instynktownie trzymałem w górze i prosiłem Boga o pomoc. Przysypało mi głowę i wyciągniętą rękę. Miałem jednak dopływ powietrza. Mogłem ruszać nadgarstkiem i głową piec centymetrów w każdą stronę. Tkwiłem zawieszony na prawej nodze, lewa była podkurczona w bok, lewa ręka z kijkiem narciarskim wokół nadgarstka – wykręcona do tyłu (błąd: kijek należało trzymać luźno i odrzucić go podczas upadku). Prawa ręka, w której trzymałem czekan, nie mogłem poszerzyć otworu. Bezskutecznie starałem się dostać do słuchawki włączonego radiotelefonu (przytroczonej do plecaka zawieszonego na ramieniu). Byłem przekonany, że w ciągu dwudziestu minut ktoś mnie namierzy. Gdy po półgodzinie ciało wpadło w „telepkę”, zacząłem się martwic. Dotarło do mnie, że na grani nie zawsze jest zasięg i że być może partnerzy gnają właśnie do schroniska na Ornaku, by wezwać pomoc. Mając nadzieje, że któryś z kolegów zszedł na lawinisko, ruszałem końcówką czekana, ile mogłem, i krzyczałem. Wtedy nagle usłyszałem silnik helikoptera. Przez dziurkę w śniegu zobaczyłem maszynę i ratownika w czarnych goglach.

Artur Hajzer

Wybitny polski alpinista i himalaista. Zdobył piec ośmiotysięczników. W 1987 r. wraz z Jerzym Kukuczka dokonał pierwszego zimowego wejścia na Annapurnę.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-07-31 15:10

    Bardzo dobre porady, choć faktycznie nie wszyscy się do nich stosują (niestety!!!).

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-04-07 20:09

    dziękuje za porady

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-03-06 19:12

    obym nie musiał tak postępować :) ale dziękuje teraz wiem co mam robić w razie lawiny :)

  • Do moderacji
    2010-02-19 15:13

    Potrzebny artykuł, ale wydaje mi się że i tak nie dotrze do wszystkich zainteresowanych

Autor

Ostatnio czytali

  • lesnyludzik
  • vivo
  • SkowronDo
  • meniek
  • Andrej23
  • tomaszkargul
  • jarjar69
  • ala7
  • Marcjanna
  • pKemp
  • tenzin
  • Gniewosz
  • siwydym
  • Mikee
  • kriwy
  • saxony
  • nusia
  • Centaur
  • dkglobetrot
  • Kiki
  • matbod
  • intactus
  • surabai
  • mefume
  • Michal1410
  • kwagga
  • mrufka81

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się